Ks. Adam Boniecki w ''Tygodniku Powszechnym'' deklaruje, że listy odczytuje w całości, ''nie bacząc na apatyczną postawę słuchaczy''. Skąd ta apatia? ''Bo u nas - słusznie czy nie - od pasterskich listów nikt się niczego ważnego nie spodziewa. Może dlatego, że Autorzy obawiają się wyjścia poza granicę ogólników i spraw znanych'' - twierdzi ks. Boniecki.

I krytykuje list biskupów o wychowaniu z okazji nowego roku szkolnego. ''List ten - niech mi wybaczą Autorzy - nie dotyka żadnego z wielkich problemów. (...) Bezwarunkowa, nostalgiczna pochwała dawnych metod wychowawczych (np. bicia; stosunku do spraw płci; wizji kobiety) lekko niepokoi. Nawet podanie Matki Bożej jako wzoru ? miłości wychowawczej ?... Rodzice młodocianego narkomana czy anorektyczki pewnie pomyślą, że też by sobie radzili, gdyby ich dziecko było Panem Jezusem, a oni bez grzechu pierworodnego poczęci''. Kolejny przykład - sierpniowy komunikat biskupów diecezjalnych, w którym czytamy, że ''obowiązkiem katolika jest wybieranie ludzi i środowisk, którzy gwarantują obronę godności człowieka i życia od poczęcia do naturalnej śmierci''. Naczelny ''Tygodnika'' zastanawia się: ''Czy mamy głosować na partię, która do Sejmu wniosła projekt całkowitego zakazu aborcji, doskonale wiedząc, że nigdy nie zostanie przyjęty? Co z nieodparcie nasuwającym się przypuszczeniem, że chodziło o to, by się znaleźć wśród tych, na których poleca głosować Episkopat?''.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej