Okazało się, że Macierewicz wziął nieprecyzyjne dane i wyciągnął z nich fałszywe wnioski. Okazało się też, że żadni "amerykańscy eksperci" dla niego nie pracowali.
Niestety bzdura o 15 metrach żyje dalej. Dziś w TOK FM kolportował ją rzecznik
PiS Adam Hofman. Oto fragment rozmowy:
Hofman: Na 2 sekundy przed ziemią przestały działać przyrządy pokładowe. Trzeba to zbadać i wyjaśnić.
Łukasz Grass: Samolot był już wtedy odwrócony. Hofman: I to znowu sytuacja niejasna, że był odwrócony. Ja jestem ciekaw, dlaczego na 15 metrach samolot przestał działać, dlaczego zasilanie zostało odłączone.
Maciej Lasek, członek komisji Millera, nazywa w TOK FM sprawę delikatnie: "To nieporozumienie". I skutecznie "obezwładnia" tezę Macierewicza: "Zasilanie samolotu pracowało do momentu zderzenia z ziemią. Jeden z rejestratorów (tzw. rejestrator szybkiego dostępu), rzeczywiście kończy zapis 1,5 sekundy przed upadkiem, bo kompresuje on dane przed zapisem, aby ich więcej pomieścić. I cześć danych - właśnie kompresowana tuż przed uderzeniem - nie zdążyła się zapisać. Ale drugi rejestrator (tzw. katastroficzny) zapisywał wszystko do końca. Zasilanie działało, samolot nie został obezwładniony".
Wypada prosić polityków PiS, aby przestali robić swoim wyborcom wodę z mózgu. Przynajmniej w tej jednej sprawie.