W tej chamskiej i kretyńskiej odzywce było coś symbolicznego. U kresu swoich dni otrzymał Czesław Miłosz obelgę od kołtuna, a ta obelga stała się znakiem wierności, którą poeta przyrzekł w swojej przysiędze poetyckiej. Przez całe życie był Miłosz obiektem nienawiści ze strony kołtunerii wszelkich barw politycznych. Od domorosłych faszystów po snobistycznych anglofilów i frankofilów; od komunistycznej czerwieni po klerykalne fiolety. Zwykle był osamotniony, ale zawsze mówił głosem własnym, wolnym i suwerennym. O swym credo pisał:
"Pomóż mi stworzyć miłość wiecznie żywą
Z mojej wytrwałej ze światem niezgody,
Natchnień i czynów jedyne ogniwo
Nieznane tworom bezmyślnej przyrody.
Rzecz tylko ludzką, w którą elektronów
Rój obojętnie pociskami praży,
Dzieło istoty która w wielkim domu
Samotna mieszka z pleśnią swojej skazy.
Punkt nieruchomy, co dziejom na przekór
Na złe i dobre dzieli to co płynne -
Pomóż mi matko umocnić w człowieku,
Ty, co znasz moje przysięgi dziecinne.
Spraw, niech mojego nie składam ciężaru
Niech wiatr od Wisły biegnie oceanem.
Żeś chciała życia udzielić mi daru
Bądź pozdrowiona w imię Boga. Amen".