Wisława Szymborska wróciła. Po dziewięciu latach milczenia mamy jej nowy tom zatytułowany "Chwila". Cieszmy się tą chwilą. Powraca w nim dawna Szymborska, czujna, wrażliwa, precyzyjna, wnikliwa, nie schlebiająca sobie ani światu. Wciąż ta sama, co witamy z ulgą, bo taką właśnie ją znamy i takiej chcemy.
Na tom składa się dwadzieścia kilka wierszy. Dużo czy mało? Nieważne. Krótkie czy długie? Oto najkrótszy, który mnie zachwycił:
Trzy słowa najdziwniejsze
Kiedy wymawiam słowo Przyszłość,
pierwsza sylaba odchodzi już do przeszłości.
Kiedy wymawiam słowo Cisza,
niszczę ją.
Kiedy wymawiam słowo Nic,
stwarzam coś, co nie mieści się w żadnym niebycie.
Czytając taki wiersz, przyjmuję go z poczuciem, jakby ktoś tu dla mnie dokonał odkrycia, pokazując, jak słowo wypowiedziane zaprzecza niejako własnemu sensowi. Paradoksalne, a prawdziwe. Szymborska jest mistrzynią w tworzeniu takich lapidarnych, czasem niewiarygodnie prostych, a odkrywczych sformułowań brzmiących jak mocne uderzenie. Poetka umieszcza je często na początku utworu, niczym tezę, po której następuje pełen niespodzianek wywód. Wystarczy przypomnieć z jej dawnych utworów takie wersy jak: Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie, czy: Dla takich, którzy myślą, święte nie jest nic, lub: Na urodziny dziecka świat nigdy nie jest gotowy, czy też: Po każdej wojnie ktoś musi posprzątać, albo: Nie ma takiego życia/ które by choć przez chwilę/ nie było nieśmiertelne.
Przewrotne pytania
Jak to się dzieje, że pozorna oczywistość i prostota tych stwierdzeń stają się zarazem czymś olśniewająco nowym? To jedna z tajemnic tej poezji, która ma też swoją drugą twarz, bo Szymborska potrafi wprowadzić nas w nie byle jaką konfuzję, zarzucając lawiną pytań, nierzadko przewrotnych, niemal zawsze zaskakujących, jak choćby w znanym wierszu "Zdumienie": Czemu w zanadto jednej osobie?/ Tej a nie innej? I co tu robię?/ W dzień co jest wtorkiem? W domu nie w gnieździe? W skórze nie w łusce? Z twarzą nie liściem? () Podobny temat powraca w nowym wierszu "W zatrzęsieniu": Jestem kim jestem/ Niepojęty przypadek/ jak każdy przypadek, podczas gdy w garderobie natury/ jest kostiumów sporo./ Kostium pająka, mewy, myszy polnej./ Każdy od razu pasuje jak ulał/ i noszony jest posłusznie/ aż do zdarcia.
Sprawa kostiumu i roli przydzielonej wszystkiemu, co nas otacza, niepokoi poetkę niejednokrotnie. Nawet pejzaż przechodzi przez taką próbę w wierszu "Chwila": Las pod pozorem lasu na wieki wieków i amen,/ a w górze ptaki w locie w roli ptaków w locie.
Kto wie, czy tak wielka rola przypisywana przypadkowi nie jest jednym ze świadectw głębokiej laickości tej poezji, choć poszukiwanie racjonalnego wytłumaczenia zjawisk i wydarzeń kończy się zazwyczaj zawodem i zawód ten wyraża się na różne sposoby, nierzadko poprzez żart, odwrócenie sytuacji, nagromadzenie innych możliwości, z których życie nie skorzystało. Gra sensów, w którą wciąga nas poetka, poszerza przestrzeń wyobraźni, jej umiejętność dziwienia się stanowi znak autorskiej tożsamości: Mogłabym być sobą - ale bez zdziwienia,/ a to by oznaczało,/ że całkiem kimś innym.
Lekcja finezji
Czytając wiersze Wisławy Szymborskiej, nie możemy oprzeć się refleksji, jak wiele rzeczy uznajemy za oczywiste, choć wcale oczywiste nie są. Nie jest to jednak lekcja relatywizmu, ale lekcja finezji wynikająca z chęci oglądania rzeczy z sześciu stron, nieważne, czy dotyczy to krajobrazu, chmur, duszy, czy Platona. Wiersz Szymborskiej jest od razu rozpoznawalny, w jej nowym tomie widzimy kontynuację tematów, które powracają w sposób naturalny, jak myśl powraca do podjętego wcześniej wątku. Jest jakiś związek między nowym wierszem "Chmury" i wcześniejszym "Niebem", nie tylko dlatego, że oba rozgrywają się w górze; "Negatyw" i "Słuchawkę" łączy więź z "Kotem w pokoju"; scenka poetycka "Ze wspomnień", mówiąca o pięknej dziewczynie, która wchodzi do pokoju, budząc konfuzję zebranych tam kobiet, przypomina przypuszczalnym miejscem akcji wiersz o Tadeuszu Borowskim, "Przyczynek do statystyki" z "Chwili", podobnie jak "Wielka liczba" z tomu o tym samym tytule, mówi o trwałym niepokoju o jakość ludzkiej natury, która w statystycznym rachunku daje obraz raczej przygnębiający.
Ugoda z losem
Akcenty tematyczne rozłożone są w tomie w harmonijnej proporcji. Osobisty elegijny ton "Negatywu" i "Pożegnania widoku" dający o sobie znać również w "Chmurach" wyczuwalny jest w całym zbiorku. Gdzie znikły te szczęśliwe łąki z dawnych wierszy, które były odwiedzane niesamotnie? Cień przebytych doświadczeń pada nawet na wspomnienie pierwszej miłości, a kiedy w wierszu "Bal" Szymborska zachęca nas do ugody z losem, który przypadł nam, żyjącym tu, na ziemskiej planecie, w miejscu, które zostało nam wyznaczone, więcej wyczuwamy w tej zachęcie stoicyzmu niż zapału: Nie wiem jak komu -/ mnie to zupełnie wystarcza/ do szczęścia i do nieszczęścia:/ niepozorny zaścianek,/ gdzie gwiazdy mówią dobranoc/ i mrugają w jego stronę/ nieznacząco. W podobnym duchu utrzymana jest "Notatka" stanowiąca pochwałę prostych człowieczych doświadczeń.
Zapis czujności
Wciąż jakby nie dosyć zauważone są wiersze Szymborskiej przemawiające w sprawach publicznych, de publicis. Ten, kto pamięta "Schyłek wieku" przywołujący historię zamierzonych, a niespełnionych ambicji minionego stulecia, kto pamięta "Obóz głodowy pod Jasłem", wiersz "Jeszcze", "Tortury", "Terrorysta on patrzy" czy "Nienawiść", znajdzie w tomiku "Chwila" potwierdzenie nieustającej czujności poetki na wydarzenia naszego czasu, który nie tylko - jak sama napisała - "jest polityczny", ale też często wskutek tej polityczności zbrodniczy. Wiersz "Jacyś ludzie" to wszechobecny dziś dramat uchodźstwa i wojny, tułaczki i bezdomności; wiersz "Fotografia z 11 września" to zapis stanowiący dowód poetyckiej odwagi, na którą nie zdobył się jak dotąd nikt inny.
Co czuję, co myślę, odkładając po lekturze tom "Chwila"? Czy naprawdę jest to ta sama Wisława Szymborska, której ostatni tom czytaliśmy przed dziewięciu laty? Z pewnością. A przecież ten nowy zbiorek wydaje mi się jakby bardziej stonowany niż poprzednie, leży na tych wierszach jakaś mgiełka melancholii, przyćmienia, osłabł jakby impet stawianych pytań (choć z kolei krajobraz nabrał tu nowego dramatyzmu), przekorność jest bardziej poskromiona. Ale sedno jest nadal twarde, a pytania jak zawsze ważne.
To, co urzeka mnie u tej poetki, to dyscyplina myślenia, bez której nie ma dobrej, a co dopiero świetnej poezji, inteligencja i przebłyskująca poprzez poetyckie uroki wiedza, wspomagająca każdą sztukę, poczucie humoru, niezgoda na bylejakość życia i ta przejmująca dyskrecja w dzieleniu się z nami tym, co najbardziej osobiste.