Wroniec
Jacek Dukaj
Wydawnictwo Literackie,
Kraków W chwili ogłoszenia stanu wojennego Jacek Dukaj miał siedem lat. Jest więc jednym z tych szczęśliwców cieszących się łaską późnego urodzenia, dla których osobisty dramat 13 grudnia sprowadził się do braku "Teleranka". Mariusz Sieniewicz, pisarz z tego samego pokolenia, tak to ujął w swojej debiutanckiej powieści: "Cała
telewizja skoszarowana. ( ) Bajki niestety nie obejrzał. ( ) Zdążył jedynie zobaczyć Ślepego". Fakt, na ekranie zamiast Colargola pojawił się Colabor.
Ten motyw sytuacyjny, zazwyczaj podany żartobliwie, na stałe zagościł w prozie autorów urodzonych w połowie lat 70. Ale na ograniu pojedynczego "telerankowego" grepsu dotąd się kończyło. Dukaj jako autor "Wrońca" dokonał wyłomu.
Przedziwna to bajka magiczna o nocy grudniowej. Pełna okrucieństwa i przemocy. Oto wielki czarny ptak (tytułowy Wroniec) porywa ojca malutkiego Adasia, a wielgaśnym dziobem niemal śmiertelnie rani matkę. Wojacy-Wroniacy, a może Milipanci zabierają z
mieszkania, do którego wtargnęło ptaszysko, babcię, siostrzyczkę i wujka. Adaś został ocalony przez sąsiada, pana Betona. Wraz z nim, gubiąc go kilka razy po drodze, przemierza mroczne miasto w poszukiwaniu swojej rodziny. Niekiedy fruwa nad miastem niesiony przez U-Lotkę.
Przygody Adasia to ponura fantasmagoria. Miasto zostało opanowane przez żelazne Suki (monstra podobne do wielkich psów), Złomoty (mechaniczne smoki machające siedmioma pałami) i GAZ-y (lewiatany wchłaniające ludzi), na każdym kroku czają się Bubeki i Szpicle, a drzewa i dachy obsiadły wredne ptaszyska gotowe w każdej chwili rzucić się na Pozycjonistów, zwanych też Opornymi.
Katalog okrucieństw jest tu obszerny. Nie łagodzą ich nawet świetne ilustracje autorstwa Jakuba Jabłońskiego, dalekie od makabry, stworzone jakby z myślą o dziecięcym odbiorcy. Tyle że dzieci - chyba że dorosłe dziś dzieci stanu wojennego - nie powinny do tej książki zaglądać. Dość powiedzieć, że Wojacy-Wroniacy wrzucają żywcem do wrzących kotłów każdego, kto przyłapany w Godzinie Kruka nie ma przepustki. Pałuje się tu wyłącznie na śmierć, wydłubuje oczy...
Rzecz otwiera motto z Lewisa Carrolla. I rzeczywiście z "Przygodami Alicji w Krainie Czarów" baśń Dukaja ma wiele wspólnego. Po pierwsze, pełno tu Carrollowskiej inwencji językowej, nie tylko słowotwórczej, co jest jedną z atrakcji "Wrońca". W opowieść wcinają się nawet dowcipne rymowanki. Po drugie i ważniejsze, Adaś niczym Alicja za wszelką cenę chce się połapać w tajemniczym świecie dorosłych, oczywiście po to, żeby wykryć rządzące nim prawa. To, że chce odzyskać rodzinę, jest tylko motywacją fabularną. Tak naprawdę - już nie Adaś, lecz Dukaj - chce odzyskać przeszłość.
W pamięci osób z rocznika Dukaja i ludzi odrobinę młodszych pozostały tylko pojedyncze emblematy, wyizolowane znaki odsyłające do PRL-owskiej przeszłości. Tajemnicze persony (Cinkciarz, Mleczarz, Członek), przedmioty i miejsca (Pewex albo
Ameryka - u Dukaja coś w rodzaju środka odurzającego), strzępy niezrozumiałego języka (np. słowo kolejkowiczów "Pantuniestał"). Kapitalna jest tu dywagacja na temat szarzyzny, znaku rozpoznawczego Polski Ludowej - Adaś jest przekonany, że powszechną szarość wytwarza gigantyczna Maszyna, która kradnie kolory.
Najkrócej mówiąc, autor "Lodu" próbuje uporządkować przeróżne ikony i symbole przeszłości, włącza je w narracyjną tkankę, tworzy z nich fabularną sieć. Pragnie zapanować nad tym, co niepojęte. Nie dla niego dziś, lecz dla niego w czasach, kiedy był przedszkolakiem. To jeden z możliwych sensów tego przedsięwzięcia.
Sposobów rozumienia "Wrońca" jest wiele, ale szczerze mówiąc, żaden mnie nie przekonuje. Najprostszą interpretację, zgodnie z którą Dukaj chciał się wpisać w prawomyślną politykę historyczną (stan wojenny to samo zło i czysta przemoc), z góry odrzucam jako obraźliwą dla pisarza. Zarazem jednak wyobrażam sobie, że za kilka lat fragmenty "Wrońca" zostaną włączone do wczesnoszkolnych wypisów i jako obowiązkowa czytanka wykorzystane w wychowaniu obywatelskim.
Swoją drogą ciekawe, co zrozumiałby z tej powiastki niedorosły czytelnik zasiadający w ławie szkolnej. Prawdopodobnie tyle, że tak jak pod Grunwaldem - stan wojenny to przecież prehistoria - w grudniu 1981 r. naprzeciw siebie stanęli źli i dobrzy rycerze. Wprawdzie ci ostatni nie od razu odnieśli zwycięstwo, ale nikt nie może mieć wątpliwości, po której stronie była słuszność.
Bardziej przemawia do mnie wykładnia niejako odwrotna. Wszak zawsze można powiedzieć, iż hiperbolizowanie bolesnych zdarzeń grudniowych jest ich infantylizowaniem. Martyrologiczną narrację o stanie wojennym snuje tutaj
dziecko, którego wyobraźnią zawładnęły opowieści o rycerzach, smokach i piratach. Ponadto jest to dziecko w gorączce, któremu wszystkie te straszne rzeczy po prostu się przyśniły.
Wieloznaczne to wszystko. Ale chyba nie dlatego, że stosunek Dukaja do stanu wojennego jest złożony bądź nieoczywisty. Owa dezorientacja wynika raczej z przyjętej konwencji literackiej. Z bajką magiczną naprawdę można zrobić wiele, to znaczy opowiedzieć ją sobie rozmaicie.
Na szczęście wcale nie trzeba (choć warto) zastanawiać się, co Jacek Dukaj chciał nam powiedzieć. "Wroniec" został także pomyślany jako zabawa literacka, ćwiczenie fantazji i stylu. To absolutnie nieoczekiwany prezent dla wielbicieli talentu tego pisarza.