"Biały zamek", Orhan Pamuk, przeł. Anna Akbike Sulimowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków Wczesna książka tureckiego noblisty potwierdza jego zdumiewającą zdolność do pisarskiej metamorfozy. Powstała bezpośrednio po przetłumaczonym na początku tego roku realistycznym "Domu ciszy" (osadzonym w gorącym politycznie okresie początku lat 80. XX w.) i jest historyczną fantazją o spotkaniu Wschodu i Zachodu, rozegraną w scenerii XVII-wiecznego Stambułu. Co ciekawe, nie przypomina też bestsellerowego kryminału historycznego Pamuka "Nazywam się Czerwień". Nie tylko dlatego, że jej akcja rozgrywa się kilkadziesiąt lat później, gdy sułtańska
Turcja wyszła z epoki politycznej potęgi, wkraczając do krainy zmierzchu, ale także dlatego, że rządzi nią logika snu - choć kolejne sceny następują po sobie niemal bez związku, są nieuchronne jak wyrok przeznaczenia.
Bezimienny wenecki uczony zostaje porwany przez tureckich piratów, ale dzięki sprytowi udaje mu się uniknąć losu galernika. Trafia do Stambułu, na dwór paszy, gdzie pewnego dnia poznaje swego sobowtóra Hodżę, tureckiego uczonego ekscentryka. Sprowadzony do jego domu zostaje jego niewolnikiem, interlokutorem, pomocnikiem, doradcą, przyjacielem. Stają się nierozłączni, próbując zgłębiać tajemnice astronomii, geografii, nauk przyrodniczych, metafizyki. Kolejne ryzykowne przedsięwzięcia, których wykonania się podejmują - wielki pokaz sztucznych ogni, zegar, którego nie trzeba codziennie nakręcać, machina wojenna - Turkowi mają zapewnić pozycję na sułtańskim dworze, a Wenecjaninowi - wolność i możliwość powrotu do ojczyzny.
W najbardziej powierzchownej warstwie "Biały zamek" ilustruje punkt zwrotny w stosunkach między Turcją i Zachodem. Podczas gdy na Zachodzie Kartezjusz w symboliczny sposób otworzył epokę wyzwolenia myśli spod supremacji religii, wielkich odkryć naukowych, technicznych i geograficznych, konsolidowania państw narodowych, turecka ekspansja na Zachód została powstrzymana. Sułtan Mehmed IV, w którego epoce rozgrywa się akcja, zostaje przedstawiony przez Pamuka jako władca dekadencki, podatny na dworskie intrygi słuchacz fantastycznych opowieści, dla którego wojenne wyprawy do Europy Środkowej są tylko okazją do polowania w słowiańskich puszczach. To on stał na czele imperium osmańskiego, gdy klęska pod Wiedniem rozpoczęła historyczny odwrót Turków.
Podczas gdy dwór sułtana pogrąża się w zabobonie i astrologicznych rozważaniach, uczony Hodża jest wściekły na głupotę swych rodaków, bo świetnie rozumie, że jedyna droga do odbudowy potęgi i prestiżu Turcji leży w przyswojeniu nauki i techniki wroga.
Starcie dwóch światów przybiera dramatyczny obrót w trakcie rozprzestrzeniającej się w Stambule epidemii dżumy. Podczas gdy rosną góry trupów, a muzułmanie chcą pozostawić chorobę swemu biegowi (uznając ją za dopust boży), Hodża i jego wenecki sobowtór wprowadzają w życie plan ratunkowy oparty na zachodnich zasadach higieny.
Czy jeśli Turcja ma przetrwać, musi się zeuropeizować, wyrzekając się swojej tożsamości? Bohaterowie przeczuwający kres imperium wyobrażają sobie, "jak pewnego pięknego dnia stambulczycy wstają ze swych ciepłych posłań zupełnie odmienieni: nie wiedzą, jak mają nosić ubrania, nie pamiętają, do czego służą minarety". Innymi słowy, wyobrażają sobie rewolucję kulturalną Mustafy Kemala Atatürka, która dwa i pół wieku później przypieczętuje europeizację Turcji.
Ale konflikt Wschodu i Zachodu nie jest tak naprawdę głównym tematem powieści. "Od wczesnego dzieciństwa miałem poczucie, że gdzieś w Stambule, w identycznym mieszkaniu, jak nasze, mieszka drugi Orhan, który jest podobny do mnie jak dwie krople wody" - brzmią pierwsze słowa "Stambułu". Pamuk przyznawał w wywiadach, że "Biały zamek" został wysnuty z towarzyszącemu mu od dzieciństwa poczucia rozdwojenia, z dziecinnej rywalizacji z bratem, który zawsze był od niego mądrzejszy.
Miłosno-nienawistny stosunek Wenecjanina i jego tureckiego sobowtóra, rywalizujących ze sobą, próbujących udowodnić sobie swoją wyższość i niemogących bez siebie żyć, można odczytywać jako mistyczny, platoniczny romans, w którym punktem docelowym nie jest komunia dwóch kultur, ale raczej dwóch osobowości. Motto książki, zaczerpnięte od Prousta, mówi o tym, że początkiem miłości jest zainteresowanie odmiennością, którą chcemy przeniknąć i zawłaszczyć. Bohaterowie podejmują komiczne i bezowocne wysiłki, by odpowiedzieć na pytanie: "Kim jestem?". Ale skoro nie wiedzą nawet, kim sami są, to czy mogą poznać siebie nawzajem?
Czym jest biały zamek, którego nie uda się zdobyć tureckim wojskom w trakcie wyprawy na Polskę? Symbolem triumfu Zachodu? Symbolem klęski zachodniej nauki (wymyślona przez bohaterów maszyna wojenna grzęźnie w błocie i zawodzi)? Symbolem klęski poznawczej? Miłosnej? Po tej katastrofie Wenecjanin i stambulczyk zamieniają się ubraniami i życiami, rozjeżdżają się na dwie strony świata, ale komunia się nie dokonuje. Wenecki niewolnik ubrany w szaty tureckiego dostojnika do końca życia będzie rozmyślał o przyjacielu. "Zrozumiałem, że nigdy go nie zapomnę i będę za nim tęsknił do końca moich dni".
Może biały zamek symbolizuje po prostu rzeczywistość, od której literatura odpada, nie będąc w stanie jej posiąść? Pod koniec nie wiemy już, "kto mówi" i czy Wenecjanin kiedykolwiek opuścił swoją Republikę. Może cała opowieść była jedynie jego fantazją wymyśloną po to, by "przeciwstawić się uprzykrzonej nudzie tego świata".
Bohaterowie Pamuka marzą o wymyśleniu historii, która "nic nie oznacza i nie daje nic oprócz przyjemności z jej czytania lub słuchania, tak jak muzyka". Jej początek "powinien być jak bajka, środek przypominać senny koszmar, a zakończenie wzruszać jak miłosna historia, w której zakochani się rozstają". Porwanie przez piratów, zaraza, rozstanie - wszystko się zgadza. W swej solipsystycznej opowieści Pamuk kłania się Kafce, Borgesowi, Calvino i przede wszystkim Flaubertowi. Jego świat, choć wewnętrzny i wymyślony, okazuje się równocześnie zadziwiająco pojemny, zrozumiały i bliski.