http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tęcza grawitacji, Pynchon, Thomas; Cryptonomicon , Stephenson, Neal

Wojciech Orliński
2002-02-20, ostatnia aktualizacja 2002-02-21 14:43

Książka z górnej półki i książka z dolnej, a obsesja ta sama

ZOBACZ TAKŻE
Niemal jednocześnie w księgarniach pojawiły się dwie podobne książki - "Cryptonomicon" Neala Stephensona i "Tęcza grawitacji" Thomasa Pynchona.

Dzieli je niemal ćwierć wieku ("Tęcza grawitacji" - 1972, "Cryptonomicon" - 1999) i należą do dwóch różnych, rzadko się przenikających obiegów literackich. Pynchon to mistrz postmodernistycznej prozy należącej do kultury "wyższej", zaś Stephenson to czołowy autor najnowocześniejszego nurtu science fiction zwanego cyberpunkiem.

Stephenson nie ukrywa inspiracji Pynchonem. Obie książki pokazują drugą wojnę światową ze specyficznego punktu widzenia - obsesji na punkcie techniki wojskowej. W "Tęczy grawitacji" przedmiotem owej obsesji są rakiety V-2, w "Cryptonomiconie" - szyfry. Nie jest to jednak plagiat, lecz polemika. Stephenson zdaje się odpowiadać na pytanie postawione przez Pynchona - dlaczego kraje Osi mimo swoich nowoczesnych maszyn szyfrujących, łodzi podwodnych o rekordowych parametrach, rakiet V-2 i odrzutowych myśliwców przegrały wojnę. Chociaż Niemcy po raz pierwszy rozbili jądro uranu, to nie Niemcy pierwsi zdetonowali bombę jądrową. Dlaczego? Bo nauka i technika - dowodzi Stephenson - kwitnie tam, gdzie panuje wolność słowa sprzyjająca nieskrępowanej wymianie idei. I pokazuje, jak śmiałe naukowe projekty były w państwach Osi utrącane przez rozrośniętą, niewydolną biurokrację.

Jak w komiksie

Stephenson prowadzi narrację swojej książki dwutorowo - część akcji rozgrywa się w czasie drugiej wojny światowej, a część współcześnie, w czasach komputerowych hakerów walczących o nieskrępowaną swobodę internetu.

To ryzykowna paralela, ale bardzo ciekawa - hakerzy ukazani są jako spadkobiercy (metaforycznie, a pod koniec książki również dosłownie) bohaterskich antyfaszystów. W dodatku walczą o słuszną sprawę rozwoju całej ludzkości - nieskrępowany obieg idei, wolny od wszelkiej cenzury, ma przynieść korzyści dla wszystkich. Tutaj jednak objawia się wyższość książki Pynchona - może mniej ma do powiedzenia o technice wojskowej, ale uwikłania drugiej wojny światowej rozumie dokładniej od Stephensona. Dla autora "Cryptonomicona" wojna jest prosta jak komiks, jest konfliktem "dobrych facetów", którzy walczą ze "złymi facetami".

Cena swobodnego obiegu idei

Stephenson dodatkowo ułatwił sobie zadanie, lokując większość akcji na Pacyfiku, gdzie konflikt toczy się między Japonią i USA. Wprowadzenie do tej układanki Stalina i ZSRR oczywiście psułoby metaforę, bo czołgu T-34 raczej nie można przedstawić jako produktu "swobodnego obiegu idei". Trzeba jednak pamiętać, że Stephenson pisał swoją powieść w chwili, gdy w USA toczyły się zaciekłe dyskusje na temat kontroli internetu. "Swobodny obieg idei" oznacza przecież nie tylko "lepszy rozwój nauki", ale również to, co powszechnie znamy jako mroczną stronę internetu - piractwo, pornografię dziecięcą, ułatwienia w praniu brudnych pieniędzy. Bohaterowie jego książki uważają, że wszystko to jest nieistotną ceną, którą trzeba zapłacić za wolność - cena za ograniczanie wolności zawsze byłaby większa.

Tę linię argumentacji przynajmniej częściowo unieważniły zamachy z 11 września. Niezależnie od tego, czy ben Laden rzeczywiście używał internetu do organizowania zamachów, oczywiste stało się, że cena za całkowity brak kontroli nad "obiegiem idei" (wliczając w to idee odwołujące się do terroru) może być dużo wyższa, niż to przypuszczano w roku 1999.

Wysokie wędruje w dół

Napisana 30 lat temu "Tęcza grawitacji" znosi próbę czasu, o dziwo, dużo lepiej. Paradoksalnie robi dziś wrażenie książki aktualniejszej od "Cryptonomiconu" - opis mieszkańców Londynu ze strachem spoglądających w niebo, panicznych ewakuacji i akcji ratowniczych w gruzach aż nadto dokładnie przypomina to, o czym niedawno czytaliśmy w gazetach. Jeśli chodzi o detale techniczne, Stephenson niezaprzeczalnie góruje nad Pynchonem, ale jeśli chodzi o zrozumienie człowieka i jego cywilizacji, pierwszeństwo należy się Pynchonowi. Piszę to z żalem, bo spojrzenie Pynchona na człowieka i na to, do czego chce on używać swojej wolności, jest dużo bardziej pesymistyczne - ale i, niestety, trafniejsze.

Obie książki przez swoje podobieństwo nadają się do porównania kultury masowej i kultury "wysokiej". Pynchon jest trudny w lekturze i w 1972 roku nikt by nie uwierzył w to, że po 30 latach takim stylem będzie się pisać thrillery - w dodatku dobrze się sprzedające. Ste- phensonowi udała się ta sztuczka, napisał bestseller w stylu Pynchona, ale z całą pewnością przyjemniejszy w lekturze. Tyle że jego książka już po trzech latach miejscami trąci myszką, gdy Pynchon po tych 30 latach tylko zyskał.

* Neal Stephenson "Cryptonomicon", przeł. Wojciech M. Próchniewicz Prószyński i S-ka, Warszawa 2001, s. 704; Thomas Pynchon "Tęcza grawitacji", przeł. Robert Sudół, Prószyński i S-ka, Warszawa 2001, s. 599

  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':