http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wybuchowe mango, Hanif, Mohammed

Jerzy Jarniewicz
2009-07-21, ostatnia aktualizacja 2009-07-20 18:19

Groteskowy obraz wojska z "Paragrafu 22" plus mroczny świat wszechpotężnych instytucji z "Procesu". Taka jest zankomita fikcja osnuta wokół prawdziwej śmierci pakistańskiego generała



Wybuchowe mango

Mohammed Hanif

przeł. Olga Masoń-Kędzierska

Znak, Kraków



Bohater debiutanckiej powieści Mohammeda Hanifa porywa się na wiele - chce wtargnąć do historii i wymierzyć jej sprawiedliwość. Rzecz w tym, że bohater ten jest fikcyjną kreacją w tej wypełnionej historycznymi postaciami powieści. A do tego, jako narrator, ma wiele wspólnego z autorem książki - obaj służyli w lotnictwie pakistańskich sił zbrojnych.

Wśród postaci historycznych powieści rolę pierwszoplanową gra generał Zia Ul-Hak, prezydent Pakistanu w latach 1977-88. Jego tajemnicza śmierć w wypadku lotniczym jest ramą "Wybuchowych mango", od niej zaczyna się i do niej zmierza opowieść Hanifa. W sierpniu '88 samolot wiozący generała rozbił się wkrótce po bezproblemowym starcie. Nie ma zgody co do przyczyny tej katastrofy - dla ekspertów amerykańskich była nią awaria systemu sterowania, komisja pakistańska uznała jednak katastrofę za akt sabotażu. Nie znaleziono śladów bomby, ale wysnuto przypuszczenie, że zamachu dokonano za pomocą gazu, którego ślady znaleziono w przewożonych na pokładzie owocach mango. Śmierć dyktatora wpisała się wkrótce w szereg niewyjaśnionych politycznych zagadek, które sprzyjają powstawaniu najrozmaitszych teorii spiskowych, od wnikliwych analiz po paranoiczne domysły. A ponieważ mało co potrafi tak rozbudzać wyobraźnię, nic dziwnego, że podobnie jak zabójstwo Kennedy'ego, niewyjaśniona śmierć generała Zii stała się inspiracją dla powieściopisarzy.

Trzeba przyznać, że generał miał dość przeciwników, którzy mogliby życzyć mu śmierci. Zia Ul-Hak rozpoczął urzędowanie od egzekucji swojego poprzednika Alego Bhutto, rzucając wyzwanie zszokowanemu tą decyzją światu, a potem rozpoczął okres brzemiennego flirtu z Amerykanami, z którymi wspomagał finansowo i militarnie afgańskich mudżahedinów. Amerykanie wspierali wówczas islamskich fundamentalistów, widząc w nich siłę zdolną powstrzymać ofensywę komunizmu - a Zia ten fundamentalizm uosabiał w sposób niemal doskonały.

Fanatyzm Zii staje się u Hanifa głównym obiektem satyry. Widzimy Zię, jak sięga co dzień do Koranu niczym do horoskopu, pielgrzymuje klika razy w roku do Mekki, ale też ukazuje swoje groźne oblicze - odpowiada między innymi za wprowadzenie zasad prawa koranicznego. Hanif ukazuje absurd tego prawa w losach pewnej niewidomej kobiety, która staje się powieściową nemezis generała. Kobieta padła ofiarą zbiorowego gwałtu, ale została skazana na śmierć przez ukamienowanie za cudzołóstwo.

Rządy Zii to jednak nie tylko religijny fanatyzm, ale też czas nadużyć władzy, gwałcenia zasad demokracji i praw człowieka, kiedy niewygodni działacze związkowi przepadali bez wieści, przeciwnicy polityczni ginęli w skrytobójczych zamachach, a do więzienia wtrącano bez wyroków. Hanif znakomicie odtwarza upiorną atmosferę tego państwa bezprawia, w którym absurd gra o lepsze z pogardą dla człowieka i bezwzględnością walki politycznej. Taką rzeczywistość trudno opisywać inaczej niż za pomocą groteski, stąd też historia Hanifa z jednej strony śmieszy, z drugiej mrozi krew w żyłach, przywołując groteskowy obraz wojska z "Paragrafu 22" Hellera, ale też mroczny świat wszechpotężnych instytucji z Kafkowskiego "Procesu".

Przedstawiony w "Wybuchających mango" obraz Pakistanu pod rządami Zii to piorunująca mieszanka grozy i absurdu, ale sam Zia daleki jest od budzących trwogę wielkich potworów politycznych. Raczej wzbudza politowanie: to lichy dyktator, który w pałacu prezydenckim czuje się jak w oblężonej twierdzy, pogrąża się w paranoicznej nieufności nawet do najbliższych współpracowników, nie znajduje uznania u żony, a na domiar złego cierpi na swędzenie odbytu i trawiące go od wewnątrz robaki. Hanif maluje Pakistan czasów stanu wojennego takimi barwami, że nawet ewidentne zło jest tu pożałowania godną farsą. Wzorem dla Zii czyni więc nie wielkich dyktatorów stulecia, ale trzecioligowego satrapę, żałosnego Ceau escu. W zabawnej scenie powieści pakistański prezydent wysłuchuje wypowiadanych po rumuńsku rad Ceau escu, który imponuje mu tym, że tak długo potrafił utrzymać się przy władzy. Tymczasem mamy rok 1988 - dni obu panów są już policzone.

W udzielanych wywiadach Hanif twierdzi, że Pakistan lat 80. nie różni się od współczesnego, a rządzący do niedawna krajem generał Musharraf był po prostu nowym wcieleniem Zii. Logika władzy pozostaje ta sama: podstawą polityki kraju jest wątpliwy sojusz z Amerykanami, z tą różnicą, że teraz oczekują oni od Pakistanu pomocy w zwalczaniu islamskiego terroryzmu. Hanif, który swoją powieść napisał na kilkunastoletniej emigracji w Londynie, przygląda się konsekwencjom tej proamerykańskiej polityki kolejnych rządów Pakistanu z oddali, nie traci jednak ostrości widzenia. W scenie przyjęcia w ambasadzie amerykańskiej umieszcza pośród gości, poprzebieranych w afgańskie turbany i plemienne stroje na znak solidarności z mudżahedinami, samego ben Ladena, któremu szef CIA gratuluje dotychczasowych sukcesów: "Dobra robota. Tak trzymać". Gdyby scena ta nie ilustrowała tak trafnie rzeczywiście uprawianej polityki, moglibyśmy oskarżyć autora o przeszarżowanie.

W "Wybuchowych mango" Hanif snuje dwie naprzemienne historie, które zbliżając się do siebie i oddalając, zmierzają nieuchronnie do tego samego końca. Pierwsza, oparta na faktach, opowiadająca o generale Zii, splata się z drugą, fikcyjną, o młodym lotniku, który mszcząc się za śmierć ojca, najprawdopodobniej ofiary generała, chce dyktatora zgładzić. I rzeczywiście, tuż przed feralnym lotem rani generała szablą z zatrutym ostrzem, w przekonaniu, że tym samym wymierza mu sprawiedliwość. Hanif jednak nie godzi się na zbyt jednoznaczne rozwiązania: opowieść o zemście młodego lotnika, o którym nie słyszała historia, jest tylko jedną z możliwych przyczyn śmierci Zii, dorzuconych do kilku już istniejących teorii. Hanif niczego tu nie dopowiada. Prezydent mógł zginąć w wyniku spisku jego służb specjalnych, których funkcjonariusze wnieśli na pokład skrzynie z nafaszerowanymi trującym gazem owocami mango. Ale samolot mógł ulec katastrofie wskutek sił mniej wymiernych, takich na przykład jak wrona niosąca przekleństwo niewidomej ofiary reżimu Zii.

W ten sposób, korzystając z wyjątkowych praw, jakie daje mu fikcja, Hanif umożliwił wszystkim ofiarom i przeciwnikom Zii współudział w jego eliminacji, a przede wszystkim wprowadził do gry swojego bohatera, o którym uporczywie milczy historia. To przewrotny zabieg o wyrazistym znaczeniu: swój udział w historii mogą mieć nawet ci, których lekceważą potężni dyktatorzy, a których nazwisk nie odnotowują oficjalnie spisywane dzieje.





Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':