Autorami ksiąg pamięci rzadko są historycy, ale rozsiani po świecie Żydzi, którzy przeżyli wojnę. Literaturoznawca prof. Monika Adamczyk-Garbowska, historyk dr Adam Kopciowski i historyk sztuki prof. Andrzej Trzciński z Zakładu Kultury i Historii Żydów UMCS zebrali fragmenty 80 ksiąg. Tłumaczyli je z hebrajskiego, jidysz i angielskiego. To pierwsza taka antologia w Polsce, a druga na świecie.
- Ksiąg pamięci powstało ponad 700, więc wybór jest ogromny. Np. księga Zamościa ma ponad 1 tys. stron, a Słonimia około 2 tys. - mówi prof. Adamczyk-Garbowska.
Tradycja pisania ksiąg pamięci sięga średniowiecznych Niemiec. Wtedy były to spisy nazwisk ofiar pogromów, listy te odczytywano w synagogach w trakcie rocznic tych wydarzeń. Po II wojnie światowej księgi pamięci znowu stały się ważne, bo miały upamiętnić Holocaust. "Nie ma bożnicy, nie ma szkoły, nie ma biblioteki. Pozostał jedynie cmentarz, jeden z najstarszych żydowskich cmentarzy w Polsce. Ale nikt o niego nie dba i macewy także znikają. Jedyną macewą jest nasza książka, w której wydrukowano te słowa" - tak pisze o pustce po Zagładzie Josef Jeremiasz z Nadarzyna.
Szczególnie cenne dla historyków są księgi pisane tuż po wojnie, jeszcze w Niemczech. Autorzy ksiąg pamięci z imienia i nazwiska wymieniają nie tylko najbardziej poważanych mieszkańców miasteczek, ale też ubogich szewców, nosiwodów i żebraków. Bardzo często twórcy plastycznych portretów zaznaczają, że osobiście znali te osoby albo brali udział w wydarzeniach, o których opowiadają. Fascynująca jest galeria - przedstawianych z sympatią - miejscowych dziwaków, m.in. z Chełma i Łomży. Pesymista Awrumil nawet do dzieci mówił "proszę pana" i wstydził się poprosić przechodniów o całego papierosa. A kiedy raz takiego dostał - zmienił swoje nastawienie do życia i stał się optymistą. Boruch Zelik uwielbiał patrzeć na ludzi rąbiących drewno, a szalony Nechumke Pietruszka o "łagodnej duszy" jak nikt inny kochał muzykę, więc w trakcie występów miejscowej orkiestry stawał obok kapelmistrza i naśladował jego gesty.
W księgach, szczególnie we fragmentach dotyczących czasów sprzed Holocaustu, nie brakuje historii opowiadanych z humorem i dystansem. Im więcej lat mija od końca wojny, tym łatwiej idealizować przeszłość i opowiadać o "złotym wieku" diaspory. Historie tworzenia się syjonistycznych organizacji na prowincji są tak samo ważne jak legendy rodem z ludowego folkloru - o dybuku czy cudach czynionych przez cadyków. Na równych prawach funkcjonują eseje zawodowych historyków, legendy, wiersze oraz reprodukcje artykułów z przedwojennych gazet.
W pamięć zapada przedstawiona w antologii historia Żydów z Kutna, których Szalom Asz, pisarz tworzący w jidysz, unieśmiertelnił w swoich utworach. Ludzie ci wcale nie czuli się z tego powodu szczęśliwi. Abraham Lustigman w księdze pamięci Kutna z 1968 roku pisze: "Wiele razy jacyś chłopcy z ferajny chcieli całą zgrają wygarbować pisarzowi skórę, ale (...) za każdym razem któryś z osiłków stawał po jego stronie". Zły na Asza za to, że został "wpakowany do jego książek", był na przykład krewki woźnica Berel Mocny Wojtek. Autor księgi dodaje ważny szczegół: Berel miał autorytet wśród innych furmanów, bo znał na pamięć kilka cytatów z Tory.
Twórcy ksiąg pamięci dumni są z Żydów, którzy po latach stali się sławni, i chętnie przypominają, z jakiego miasteczka te osoby pochodzą. Największą wartością ksiąg jest jednak to, że unieśmiertelniają anonimowych bohaterów, o których czynach wiedzieli wcześniej nieliczni. Taką nietuzinkową postacią był Pejsach Altmann, piekarz z Rawy Ruskiej. W 1919 roku w czasie wojny polsko-ukraińskiej ukrył w swoim domu zagrożonego polskiego oficera. "Kiedy Ukraińcy weszli do piekarni i znaleźli tam świeże szabasowe chały, zupełnie zapomnieli, po co przyszli, nabrali naręcza chał, pchnęli drzwi i odeszli" - pisze Jechiel Kesl. W nagrodę za ten akt odwagi Altmann został odznaczony przez polskie władze Krzyżem Niepodległości.
W księgach są też opowieści o polskim antysemityzmie i powtarzających się przez wieki pogromach. Anana Polak-Pas, która przed wojną mieszkała w Zakopanem, zapamiętała, że nad wejściem do willi doktora Chałubińskiego przez lata wisiał napis "Żydom wstęp wzbroniony".
Głównym tematem XX-wiecznych ksiąg pamięci jest jednak Zagłada, czyli relacje ocalonych Żydów. W antologii znajdziemy m.in. opowieści o powstaniu w Sobiborze. Ale też o polskim arystokracie, który w czasie okupacji pomógł wyjechać z Polski do Stanów, a potem Jerozolimy cadykowi z Góry Kalwarii, czy o Stanisławie Sobczaku z Frampola, który w swojej stodole w czasie wojny przechowywał 12 Żydów. Sobczak pisze w liście wysłanym do Izraela, że tuż przed końcem okupacji dowiedzieli się o tym polscy partyzanci, przyszli do jego domu i dotkliwie go pobili. Tłumaczyli, że to kara za przechowywanie Żydów.
- Zastanawiamy się, jaka może być recepcja naszej antologii. Czy wszystkim spodoba się, że na przykład autor księgi o Biłgoraju na początku pisze, że było to żydowskie miasto? Naszym marzeniem byłoby, żeby dzisiaj Polacy wydawali u siebie żydowskie księgi pamięci swoich miast i miasteczek - mówi prof. Adamczyk-Garbowska.
Większość ksiąg jest bogato ilustrowana, głównie rodzinnymi fotografiami, które udało się ocalić z wojennej pożogi. Dla współczesnego czytelnika te zdjęcia są szczególne atrakcyjne. - W antologii zamieszczamy 153 ilustracje, większość z nich to reprodukcje z ksiąg. Mieliśmy z czego wybierać, bo na przykład księga białostocka miała ich 1200 - opowiada Andrzej Trzciński.
Charakterystycznym elementem żydowskich ksiąg pamięci są też rysowane odręcznie, najczęściej z pamięci, szczegółowe plany przedwojennych miasteczek. Żydzi zaznaczali na planach, kto mieszkał w każdym z domów, gdzie była synagoga, mykwa, cheder. Rzadziej - którędy przebiegała granica getta w trakcie okupacji czy miejsca, gdzie Żydzi byli wówczas mordowani. Ale i od tej zasady zdarzały się wyjątki. Olga Goldberg-Mulkiewicz w swojej książce "Stara i nowa ojczyzna. Ślady kultury Żydów polskich" wspomina, że na rysowanym planie Jedwabnego została zaznaczona stodoła, w której spłonęli żydowscy mieszkańcy tej miejscowości.
Tam był kiedyś mój dom...Księgi pamięci gmin żydowskich
wybór, opracowanie i przedmowa Monika Adamczyk-Garbowska, Adam Kopciowski, Andrzej Trzciński
Wydawnictwo UMCS, Lublin
Źródło: Gazeta Wyborcza