Wypowiadam wam moje życie. Melancholia Zuzanny Ginczanki, Araszkiewicz, Agata

Krystyna Kłosińska
29.01.2002 18:08
A A A Drukuj
Dzięki podejrzliwemu i rewizjonistycznemu spojrzeniu Agata Araszkiewicz ocala twórczość Zuzanny Ginczanki, poetki dziś zapomnianej.


Przetrwała o niej właściwie tylko legenda przedwojennego życia literackiego stolicy. Debiutowi Ginczanki (Zuzanny Poliny Gincburg, polskiej Żydówki z rodziny litwaków, czyli Żydów z Rosji) patronował Julian Tuwim, była "pierwszą damą dworu przy kawiarnianym stoliku Witolda Gombrowicza". Jej utwory publikowały "Wiadomości Literackie", współpracowała ze "Szpilkami". Wzbudzała zachwyt swą niezwykłą, egzotyczną pięknością. Nazywano ją "żydowską gazelą", "Sulamitą" z "Pieśni nad Pieśniami", "Gwiazdą Syjonu". "Zachwycano się jej wierszami, w których - jak w jej urodzie - było coś z kasydy perskiej".

Dramat czaru

W tych na pozór pochlebnych określeniach czai się dramat - ulukrowana legenda podszyta jest ambiwalencją. W książce "Wypowiadam wam moje życie. Melancholia Zuzanny Ginczanki" Agata Araszkiewicz burzy ten wizerunek sklejony z literackich kalek i klisz. Odsłania nową twarz Ginczanki.

Idąc tropem biografii poetki, autorka dociera do źródeł jej twórczości - porzucenia przez matkę jeszcze w Równem Wołyńskim, gdzie Ginczanka się urodziła. Samotność dojrzewającej Zuzanny staje się impulsem do swoistej ucieczki w poezję - przestrzeń wolności i autonomii.

Tak będzie także w Warszawie lat 30., gdzie Ginczanka przyjechała na studia, ale studiować nie mogła na skutek antysemickich prześladowań na uniwersytecie. W tym kontekście narzucona jej maska "pięknej Żydówki" to złowrogi stygmat podwójnej obcości - kobiety i Żydówki. Tak postrzegana Ginczanka "mogła odegrać jedynie rolę martwej albo demonicznej piękności".

"Piękno i piętno" - ta formuła Araszkiewicz znakomicie oddaje ów mechanizm pozornie uwznioślającej symbolizacji. W tragicznym finale "z Gwiazdy Syjonu także pozostają ruiny w postaci opaski na rękawie ze zdegradowanym symbolem gwiazdy Dawida, jak piekące piętno, blizna po oparzeniu".

Nienasycona melancholia

Tym, co nadaje jednolity język nowego odczytania Ginczanki i jej tekstów poetyckich, jest dla Araszkiewicz melancholia - dręcząca przypadłość opisywana przez psychiatrów i psychoanalityków, odrywająca swe ofiary od przyszłości i rzeczywistości.

Melancholia służy autorce do wyłuskania z poezji Ginczanki kobiecej perspektywy i symboliki. Araszkiewicz, posiłkując się teoriami feministycznymi (Julia Kristeva, Anne Jouranville), próbuje rozwikłać splot związany z pisaniem, obcością i kobiecą melancholią - wieczną żałobą po matce.

Jak z wykluczenia skonstruować tożsamość? Okazuje się, że możliwa do osiągnięcia jest tylko tożsamość podwojona, prowizoryczna. Sytuacja kobiety piszącej polega bowiem na rozszczepieniu: jest w niej bunt wobec zastanych norm społecznych, także norm pisania, a zarazem pokusa samounicestwienia.

Wyzwoleńczy gest twórczości igra ze śmiercią w nieustannym konflikcie zmysłowości i duchowości, "męskiego" racjonalizmu i "kobiecej" skłonności do przywracania znaczenia ciału. Ale i ta cielesność może być zagrożeniem, bo wyzwolone zmysły nigdy nie osiągną pełni zaspokojenia.

Marzenie o androginicznej jedności Ginczanka zapisała w alegorii centaurów (tytułowy wiersz jej jedynego tomiku z 1936 r.): "oto głoszę namiętność i mądrość ciasno w pasie zrośnięte jak centaur". Wojna je przekreśla, tworząc inny, tragiczny podział na "rzeczy żydowskie" i "rzeczy polskie" - jak w jej ostatnim, genialnym tekście "Non omnis moriar". To wiersz-testament czasów Holocaustu parodiujący zarazem (śladem Villona) wielkie testamenty poetyckie Horacego i Słowackiego, jak i sam siebie - drwiąc i szydząc z własnej formy i treści. "Inny obwieszcza swoją odmienność - pisze Araszkiewicz - z samego serca poezji i literatury polskiej".

Umowa z polskością

Losy jej ostatniego wiersza - dotarł do nas w postaci zmiętej kartki papieru, więziennego grypsu - są "najdoskonalszą figurą losu Ginczanki", twierdzi Araszkiewicz. Polska mowa, polska poezja odsuwały ją od żydowskości. "Jednakże w obliczu Zagłady to właśnie poezja - w paradoksalnym geście uchronienia przed całkowitą śmiercią - odsyła ją ku żydostwu i zamyka w żydowskim losie". Ukrywająca się przez całą wojnę we Lwowie, a potem w Krakowie Ginczanka ginie rozstrzelana przez hitlerowców w 1944 r., tuż przed wyzwoleniem.

"Umowa, którą zawarła z polskością - pisze Maria Janion we wstępie do książki Araszkiewicz - zostaje wypowiedziana raz na zawsze. >Nie pozostawiłam tutaj żadnego dziedzica<, pisze Ginczanka, porzucając polszczyznę i ciało, a raczej ciało-polszczyznę. Ale wiersz ten został napisany po polsku - i będzie trwał jako niedający się odrzeć z polskości najwyższej miary poetycki moment tragicznej obcości".

Napisana z pasją książka ocala z popiołu i tułactwa poezję Ginczanki. Intelektualne zadanie podjęte przez Araszkiewicz lokuje się w tej intelektualnej tradycji, która nie chce krzepić, ale "rozdrapuje rany, aby nie zabliźniły się błoną podłości".

Agata Araszkiewicz, "Wypowiadam wam moje życie. Melancholia Zuzanny Ginczanki", Fundacja OŚKA, Warszawa 2001

* dr hab. Krystyna Kłosińska, historyk literatury, wykłada na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, w podyplomowej Szkole Nauk Społecznych w Warszawie oraz na Gender Studies Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Jej książka "Ciało, pożądanie, ubranie. O wczesnych powieściach Gabrieli Zapolskiej" znalazła się w finale nagrody NIKE 2000.

Brak komentarzy