Jasne, niejasne
Julia Hartwig
a5, Kraków
Pisała Julia Hartwig czterdzieści lat temu:
Pod tą wyspą jest inna wyspa, może jeszcze piękniejsza.
Ku niej płynie uśmiechnięta pływaczka, łącząc błyskawicznym łukiem skałę, powietrze i wodę.
Chciałabym widzieć cię ze wszystkich stron, stworze, fragmencie, zawierucho, wspaniały obłędzie jasnego umysłu.
Przypominam tę dawną prozę poetycką z tomu "Wolne ręce" (PIW, 1969), żeby na jej przykładzie przypomnieć, jak ważna i opłacalna jest wierność poecie. Przyjaźń z poetą, utrzymywana przez jego kolejne książki, wnosi do odbioru każdego nowego tomu wymiar tak przejmujący, że aż trudno go zdefiniować. Na nowe pejzaże, czytane po raz pierwszy, nakładają się jakieś dawne lasy, na nowe portrety - twarze dziwnie pokrewne, których braterstwo narzuca się samo i nie wymaga dowodu, przy wszystkich różnicach biografii i fizjonomii. Jeśli jesteś wiernym przyjacielem poety, czyli jego poezji, tonacja nowej książki przypomina dykcję zbiorów poprzednich, a wrażenia, które mogłyby być doświadczeniem fragmentu, wywołują uczestnictwo w jego życiu ukrytym.
Pomost wstecz, wprost do prozy „Pod tą wyspą..”., przerzucił w mojej pamięci i wyobraźni polifoniczny wiersz z nowego tomu zatytułowany „Zapatrzona”:
Pojona od dzieciństwa mlekiem wdzięczności
wiele trudu poświęcam by nie mówić hymnami
by nie roztopić się w odświętnym blasku jeziora
po którym płynący łabędź zostawia za sobą
ślad godny żeglownego statku
Jak uniknąć zakłamania codziennej mowy
w której tyle jest panaboga
tyle litanii kierowanych przez ludzi i do ludzi
tyle odziedziczonych po praprzodkach
modlitewnych zawołań
w sąsiedztwie bluzgów i złorzeczeń
Źródło: Gazeta Wyborcza