http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tequila, Varga, Krzysztof

Michał Cichy
2001-11-20, ostatnia aktualizacja 2001-11-20 12:55

Staram się unikać kumoterstwa, ale w drodze wyjątku muszę pochwalić kolegę, bo napisał świetną książkę. I to u mnie w domu, gdzie kiedyś kątem pomieszkiwał

ZOBACZ TAKŻE
Krzysztof Varga ma sporo przyjaciół i równie wielu krytyków, a zwłaszcza krytyczek, zaliczających jego obfitą twórczość (szósta książka pisarza w wieku Chrystusowym to w krajowej lidze dużo) do subkategorii prozy chłopackiej, banalistycznej albo nawet "masturbacyjnej" (to w zemście za "lirykę menstruacyjną"). Ale tym razem Varga pobił rekord życiowy. "Tequila" to jedna z najgorętszych książek ostatnich lat. Pierwsza udana transmisja młodzieżowego idiomu do polskiej prozy. Dawno nie zdarzyło mi się, żebym czytając książkę ciągle słyszał żywy ludzki głos. Przez 110 stron język utrzymuje rytm i energię mowy prawie bez spadku napięcia, a to jest w literaturze jedna z najtrudniejszych konkurencji, tutaj jedno "lecz" albo "ponieważ" zamiast "ale" i "bo" może położyć całą kwestię, zresztą w naszych książkach dialogi na ogół trącą sztucznością na kilometr.

Język to przede wszystkim nazwa mięśnia obracającego się w ustach, dopiero setki pokoleń później przyszedł pierwszy znak pisma, pierwsza książka i pierwsza gramatyka. "Tequila" czerpie z pierwotnej mocy mowy pełną szpaltą. Jest całkowicie fonetyczna, tu nawet zamiast pizzy jest picca, a zamiast rocka - rok. No i oczywiście cały praktyczny słownik młodzieżowej polszczyzny mówionej AD 2001. Młodzieży się spieszy, więc co się da skraca do monosylaby typu impra, muza, w porzo czy na ra. Język służy młodzieży do wydawania wyraźnych komunikatów, jest jak wzmacniacz, który można nastawić tylko na min albo na max - zero łysienia czyli ful włosów i w ogóle total, oporowo i na maksa. Jest to też język w takim samym stopniu amerykański, w jakim Polska dziś udaje Amerykę.

Jak jest osobny język, to znaczy, że jest plemię. Młodzież to już nie jest kategoria wiekowa, to od 50 lat jest osobna klasa społeczna z własną cywilizacją i kulturą, w której nazwy zespołów i płyt są takimi samymi drogowskazami jak w literaturze słynne tytuły. W końcu nie przypadkiem Varga bawi się odwracaniem tych drogowskazów i w "Tequli" "Ucieczka od wolności" to "najszybszy numer z płyty >Bunt mas<", zespół Proces wydaje płytę "Wyrok", a Lunatycy - "Auto da fe" i tak dalej.

Ale książka Vargi nie jest apologią młodzieżowej kultury. Główny bohater, wokalista rockowy, nie jest postacią pozytywną. Negatywną też zresztą nie. Kiedyś tak jak wszyscy był buntownikiem, a teraz tak jak wszyscy jest karierowiczem. Handluje swoim buntem i stara się mieć jak najwięcej klientów i dobrą cenę. Niosąc trumnę ze swoim perkusistą nie hamuje się przed kabotyńskimi rozważaniami o łysieniu i farbowaniu, ani nawet przed myślą, że "taka śmierć to jest trochę bonus dla grupy, głośniej się robi, jakieś zdjęcia, njusy w pismach, mały ruch w interesie". Nie przypadkiem chyba nie poznajemy imienia tego idola bez właściwości.

Varga zawsze miał obsesję śmierci i rozkładu, ale w "Tequili" potrafił nadać jej sens ogólniejszy. Pogrzeb, którego świadkami jesteśmy, jest też pożegnaniem starego, dobrego rocka, tej wysokiej sfery w kulturze masowej, gdzie kiedyś się służyło nie tylko mamonie i sławie, ale jeszcze tęskniło za wolnością, prawdą i miłością. A teraz "gram i biorę kasę, procent od biletów, od płyty, tantiemy, o to chodzi, a nie o jakieś lawendpis".

"Tequila" jest też pogrzebem pokolenia, pożegnaniem młodości własnej i cudzej, nieuchronnie kończącej się, i tak rozciąganej już do granic. 50 lat temu dorosłym stawał się osiemnastolatek, dzisiaj w wieku dwa razy starszym ciągle się jest łysiejącą i tyjącą w pasie młodzieżą.

"My nie jesteśmy lost dżenerejszyn, my jesteśmy w sumie wygrani na maksa. Jesteśmy pierwszą generacją, która jest mocno do przodu", myśli bohater, ale wie, że kiedy wszystko wyszło tak wspaniale, wolność straciła smak. "Możesz wybrać: pepsi albo kolę, kamele albo malborasy, koks albo amfę, masz wolność wyboru, czyli wolną wolę". "To ryba wędzona, a to jej skład: mięso wieprzowe, mięso wołowe, łój, konserwant, kultury starterowe".



Ryba wieprzowa. Tak. Pisanie to jest stwarzanie świata, a czytanie to jest odkrywanie świata. Wszystkie cztery czynności są trudne i na ogół kończą się fiaskiem, ale tym razem zdarzył się szczęśliwy wyjątek. Dozwolony nie tylko dla młodzieży świeżej i przeterminowanej. W małych dawkach można zażywać nawet na emeryturze. Skoro jest w dobrym tonie interesować się kulturą dzikich z Trobriandów, szkoda byłoby odwracać oczy od dzikich z własnego podwórka.

  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':