Bohaterowie opowiadań z tomu "Zima" oszczędzają na szczepieniu zwierząt , kradną kilometry drutu na Słowacji, zaopatrują się w "sekend hendach", marzą o fiacie rocznik 1978. Można tę książkę czytać jako opowieść o biedzie i beznadziei dobrze widocznej w takich miejscach jak Beskid Niski. Ale ta proza to nie tylko realistyczne obrazki z życia prowincji. "Zima" jest też rodzajem traktatu o naturze świata, czyli o rozpadzie materii. Stasiuk nie jest pisarzem, który szuka tematów, przeciwnie, powraca po wielokroć do swoich obsesji. Czy ciała zmartwychwstaną? - pytał wcześniej, a teraz dodaje: Czy rzeczy , które się rozpadną, ktoś potem złoży? W "Zimie" Stasiuk wyśmienicie opisał świat-śmietnisko, świat , w którym krajobrazy przypominają zagracone pola po przejściu niewidzialnych wojsk.
Opowiadania z "Zimy" bezpośrednio nawiązują do "Opowieści galicyjskich", są nawet rodzajem kontynuacji. Z "Opowieści galicyjskich" zapamiętuje się obraz witryny kiosku pełnej kolorowych proszków i dezodorantów, które stały się czymś w rodzaju świętych obrazków wczesnego kapitalizmu. Tę witrynę wielokrotnie później przywoływano jako metaforę przemian początku lat 90. W "Zimie" nasz czas określa zjawisko "sekend hendów" - stoisk z odzieżą używaną, wszędzie na całym świecie tą samą: w Mszanie Dolnej i w Berlinie. Od czasu "Opowieści galicyjskich" Beskid Niski przestał być zakątkiem zapomnianym, stał się jednym z przystanków w wędrówce towarów, jednym z miejsc-bazarów.
Można szybko zapomnieć postacie bohaterów poszczególnych opowiadań z "Zimy": Heńka , Pawła, Edka, za to dobrze zostają w pamięci rzeczy - ciężki powiewający na wietrze skórzany płaszcz, po którym pełzają jaszczurcze błyski, czy "żmijowiska" rajstop, też z "seken hendu". Używane ubrania wydają się trwalsze od ludzi - wydają się formami stałymi , w które wchodzą kolejni jednorazowi ludzie. Ale to tylko złudzenie. Ludzie skupieni wokół zepsutego spychacza w warsztacie sami przypominają jakieś rupiecie. Metafora "sekend hendu" opisuje też jakość naszego świata , który wydaje się już po prostu zużyty. Ludzie nie oczekują żadnych zmian. Dawno minęła euforia początków kapitalizmu. Po śmierci zaś dusze zmęczonych ludzi będą ciągle o piątej rano wsiadać do pekaesu, którym oni codziennie podróżowali za życia. Nawet zaświaty są tu więc drugiej kategorii.
Zima to wielkie oszustwo (opowiadania "Zima" jest chyba najładniejsze z całego tomu) - białe zaspy , biały krajobraz stwarzają wrażenie harmonii i porządku , a tymczasem świat jest chaosem. Odkrył to już bohater innej książki Stasiuka , mianowicie "Dukli". Zapuszczony szalet miejski wydał mu się miejscem całkowitego upadku materii, obrazem świata-śmietnika. W "Zimie" z jednej strony odnajdujemy wyraźne zniechęcenie dzisiejszym nadmiarem rzeczy i marzenie o czasach pogrzebacza, kiedy to człowiek posiadał tylko to, co niezbędne. Z drugiej jednak strony cały świat rzeczy wydaje się fascynujący. Przecież dziś bez przedmiotów jesteśmy niczym, oddaliśmy im część naszych nieśmiertelnych dusz - jak mówi Stasiuk. Człowiek wyrwany ze swojego otoczenia, ze znanych rzeczy, staje się zupełnie bezradny - jak Austriacy w jednym z opowiadań polujący gdzieś w Beskidzie Niskim. Rzeczy są źródłem niespełnialnych pragnień. Może odrywają ludzi od ich własnego życia? Jeden z bohaterów obserwuje rowery w sklepie i zastanawia się, jak to by było wyjechać, wszystko zmienić. Oczywiście nigdzie nie pojedzie. Okazuje się jednak , że ten świat spod znaku jednorazowych kubeczków i używanej odzieży, świat, w którym trwałość jest tylko złudzeniem, jeszcze silniej wzbudza tęsknotę za tym , co niezmienne, przenosi myśl poza to, co dotykalne.
W tych opowiadaniach człowiek należy niejako do wspólnoty materii, podlega tym samym prawom i cóż, nie jest żadną koroną stworzenia. Rzeczy są naszymi siostrami i braćmi w kruchości i w nieuchronnej śmierci. "Zima" budzi niepokój - pozwala niejako usłyszeć czas, czyli powolne rdzewienie, rozpadanie się przedmiotów i nas samych. Kto to usłyszał (przeczytał) - już inaczej patrzy dookoła.