http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Powieść made in Poland

Zbigniew Basara, Nowy Jork
2007-06-18, ostatnia aktualizacja 2007-06-18 19:27

Najbardziej opiniotwórczy amerykański dziennik zamieścił entuzjastyczną recenzję powieści Andrzeja Stasiuka "Dziewięć". Irvin Welsh, autor "Trainspotting", kończy ją apelem o kolejne przekłady autorów z Europy Wschodniej

Czy polska literatura przestanie się kojarzyć amerykańskim czytelnikom wyłącznie z wielką trójcą poetów (Miłosz, Szymborska, Herbert) oraz książkami Kapuścińskiego? W ostatnim wydaniu "New York Times Book Review", najbardziej wpływowego wysokonakładowego dodatku o książkach na tutejszym rynku, zamieszczono całostronicową entuzjastyczną recenzję powieści "Dziewięć" Andrzej Stasiuka w tłumaczeniu Billa Johnstona (tłumaczył m.in. "Inne rozkosze" Jerzego Pilcha).

„Oficyna Harcourt, wydawca Stasiuka, określa jego powieść jako »egzystencjalną powieść kryminalną « , której akcja toczy się w Warszawie - rozpoczyna recenzję Irvin Welsh, szkocki pisarz znany najbardziej z punkowej powieści „Trainspotting", na podstawie której nakręcono popularny film. - Słowa »Warszawa « i »egzystencjalizm « rymują się w anglojęzycznym umyśle równie nieodmiennie z przymiotnikiem »ponury « jak »hamburger « z »frytkami «, ale tym razem nie powinno to odstraszyć czytelników. »Dziewięć « uprzytamnia nam bowiem, jak wiele anglojęzycznych powieści wydawanych w USA i Wielkiej Brytanii to mdłe ramoty".

"Jednym ze znaków rozpoznawczych autentycznego pisarskiego talentu jest zdolność przywołania słowem miejsca, które dla większości z nas było do tej pory egzotyczne, ale teraz jawi się jako bliskie i dziwnie znajome - pisze Welsh w tekście zatytułowanym "Warszawski underground". - Polski pisarz jest wytrawnym stylistą, który ma niezwykłą zdolność do wyławiania znaczących detali, dzięki którym postaci oraz sytuacje jawią się jak żywe".

Welsh opisuje perypetie trzech bohaterów „Dziewięć" starających się przetrwać w świecie postkomunistycznego dzikiego kapitalizmu i porównuje styl Stasiuka („precyzyjny jak skalpel, ale jednocześnie poruszający wyobraźnię") do pisarstwa Knuta Hamsuna, Jean Paul Sartre'a, Jeana Geneta oraz Franza Kafki. „ »Dziewięć « to ważne dzieło współczesnego powieściopisarstwa rysujące portret wykorzenionego oraz niespokojnego młodego pokolenia wschodnich Europejczyków, a także portret miasta, które powoli akceptuje postkomunizm wyglądający inaczej niż kolorowe reklamy - zauważa Welsh i konkluduje: - Ta książka z pewnością zaskarbi Stasiukowi wielu wielbicieli w USA, a przy odrobinie szczęścia otworzy drogę innym tłumaczeniom najbardziej ekscytującej literatury z tego rejonu Europy".

Recenzje w magazynach branży wydawniczej są także pełne superlatywów. "Ta książka oferuje otrzeźwiający wizerunek nowego oblicza środkowej Europy dzięki narracji, która jednocześnie jest wizyjna, zapadająca w pamięć i pełna rozpaczy" - czytamy w "Publishers Weekly". Są jednak także oceny ambiwalentne. "Technika pisarska Stasiuka jest zaprawdę godna mistrza, a autor od pierwszej do ostatniej strony precyzyjnie podtrzymuje atmosferę zagrożenia oraz strachu - czytamy w branżowym "Kirkus Review". - A jednak ostateczny efekt tych zabiegów robi wrażenie nużącej powtarzalności".

Stasiuk wyrzucił „szóstkę”

"Dziewięć" jest pierwszą powieścią Stasiuka wydaną na amerykańskim rynku. - Niemiecki wydawca Stasiuka Suhrkamp zwrócił na tę powieść uwagę Drenki Willen, naszej redaktorki specjalizującej się m.in. w polskiej literaturze, w tym poezji Szymborskiej oraz książkach Kapuścińskiego - mówi "Gazecie" Sal Robinson, wicedyrektor Harcourt. - Pierwszy nakład wyniósł 5 tys. egzemplarzy, ale po recenzji w "NYT" pewnie będziemy dodrukowywać.

Wydania współczesnej prozy polskiej na rynku amerykańskim zdarzają się niesłychanie rzadko, jeszcze rzadziej zauważają je opiniotwórcze dzienniki czy magazyny. Ostatnia recenzja z polskiej powieści przed amerykańskim debiutem Stasiuka pojawiła się dwa lata temu i dotyczyła "Wojny polsko-ruskiej" Doroty Masłowskiej. Amerykańscy miłośnicy literatury kojarzą Polskę niemal wyłącznie z wielką trójcą poetów (Miłosz, Szymborska, Herbert) i Kapuścińskim. Nie wynika to z uprzedzeń wobec polskiej kultury, ale z coraz mniejszego zainteresowania amerykańskich wydawnictw tłumaczeniami z innych języków.

Wydanie książki w stosunkowo niewielkim nakładzie kilku tysięcy egzemplarzy kosztuje ok. 40 tys. dol., a większość tłumaczeń ambitnej literatury przynosi straty rzędu 20 tys. dol. Tłumaczenia książek dla dorosłych stanowią niespełna jeden procent spośród około 170 tys. nowych tytułów wydawanych rocznie w USA. Z zestawienia przeprowadzonego przez niezależną oficynę wydawniczą z Illinois Dalkey Archive Press wynika, że w latach 2001-06 na amerykańskim rynku ukazało się 13 polskich powieści oraz zbiorów opowiadań z okresu od początku modernizmu po literaturę najnowszą. To mieści się w europejskiej "strefie średniej" i odpowiada zarówno skali naszego kraju, jak i jego miejscu w nieformalnym rankingu "kulturalnych wpływów". Polskim autorom daleko co prawda do pisarzy francuskich (52 tytuły w ostatnich pięciu latach), włoskich (39), niemieckojęzycznych (36) czy nawet Rosjan (29 tytułów), ale plasują się na tym samym poziomie co np. Hiszpanie czy Czesi (12 tytułów). Są też w znacznie lepszej sytuacji niż Szwedzi (7), Rumuni (3) czy Litwini (jedna książka).

Wśród 13 książek z ostatniej "pięciolatki" były m.in. tłumaczenia "Innych rozkoszy" Jerzego Pilcha oraz "Domu dziennego, domu nocnego" Olgi Tokarczuk wydane przez Nortwestern University Press w nakładach po 500 egzemplarzy. Takie niedochodowe uniwersyteckie oficyny przez lata promowały tłumaczenia, ale ostatnio także i one porzucają swą misję na rzecz maksymalizacji zysków. Trudno powiedzieć, czy to amerykańscy czytelnicy przejawiają coraz mniejsze zainteresowanie literaturą nieanglojęzyczną, czy też wybierają po prostu z tego, co oferuje im system literackich gwiazd oraz giganci wydawniczego rynku stawiający na bestsellery rozchodzące się w nakładzie od 100 tys. do kilku milionów egzemplarzy.

Jeśli obcokrajowiec odnosi na tutejszym rynku wydawniczym autentyczny sukces, jest to na ogół pokłosiem prestiżowej nagrody literackiej. Jednak nawet Nobel nie jest gwarancją wysokiej sprzedaży, jak przekonała się wspomniana Nortwestern University Press, która przed przyznaniem nagrody Węgrowi Imre Kertészowi sprzedała 3,5 tys. egzemplarzy tłumaczenia jego "Losu utraconego". Po ogłoszeniu decyzji Szwedzkiej Akademii Nauk rozeszło się kolejne 36 tys. - nieźle, ale bez rewelacji.

- To jeden z największych paradoksów amerykańskiego życia - powiedziała w wywiadzie dla "New York Times" Esther Allen, dyrektor Ośrodka ds. Tłumaczeń Literackich na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, która przez wiele lat była szefem komisji ds. tłumaczeń amerykańskiego PEN Clubu. - Z jednej strony uważamy się za kosmopolitów, lubimy wybrać się do meksykańskiej restauracji taksówką, której kierowca mówi w suahili. Wydaje nam się, że mieszkamy w eksplodującym możliwościami multikulturalnym świecie, ale tak naprawdę wszystko sprowadza się do różnych wersji bycia Amerykaninem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów