http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Terytorium Komanczów, Pérez-Reverte, Arturo

Adam Raczyński
2001-08-15, ostatnia aktualizacja 2007-12-13 17:04

Wojna w Jugosławii, oglądaliśmy ją w telewizji. Na ekranie widzieliśmy zniszczo- ne miasta. "Terytorium Komanczów" jest w zasadzie komentarzem do wieczornych "Wiadomości".

Autor książki przez wiele lat był korespondentem wojennym. Może chciał uporządkować w głowie to, co widział. Nie dowiadujemy się niczego nowego. Potępia bezdusznych i pustych polityków i innych "turystów", którzy kilometry od linii frontu pozują na bohaterów. Mówi o niebezpiecznym życiu dziennikarzy, o szczęściu i przypadku, o tym, jak ich praca wciąga. Życiorysy się wikłają. Awanturnicy wzbudzają podziw. Dużo się pije, mało je, czekając na to jedyne ujęcie. W końcu nie sposób odróżnić stron konfliktu. Są żołnierze i cywile, a ktoś na tym wszystkim robi pieniądze. Biblioteki płoną. Patrioci nie wierzą już w ojczyznę. Snajperzy udzielają wywiadów. Masowe groby są pokryte świeżą ziemią. Narody podzielone na wiele lat. Pośród tego wszystkiego pojedynczy ludzie chcą przeżyć. Pozbawieni idei, przekonań, złudzeń. Zostały potrzeby elementarne i przerażający brak bezpieczeństwa.

Książkę czyta się dobrze, mimo opisów ludzi wchodzących na miny. Można przy niej odpoczywać. Przyzwyczailiśmy się przecież do scen widzianych w telewizji.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':