http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kultura >  Książki

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kultura RSS

Powolny człowiek , Coetzee M. J.

Jerzy Jarniewicz
2006-10-23, ostatnia aktualizacja 2006-10-24 08:55

Nowa powieść J.M. Coetzeego intryguje i irytuje zarazem - autor splótł ją z wielu wątków, których wzajemne relacje pozostają do końca niejasne

J.M. Coetzee z Republiki Południowej Afryki (z lewej) odbiera literacką nagrodę Nobla z rąk Króla Szwecji Karola Gustawa.
JONAS EKSTROMER AP
J.M. Coetzee z Republiki Południowej Afryki (z lewej) odbiera literacką nagrodę...
ZOBACZ TAKŻE
Powolny człowiek

J.M. Coetzee

przeł. Magdalena Konikowska, Znak, Kraków

Najnowsza powieść południowoafrykańskiego noblisty zaczyna się mocnym uderzeniem, hukiem i serią szybko następujących po sobie obrazów, by po chwili spowolnić, odwrócić się plecami do zewnętrznego świata, zajrzeć w głąb kłębiących się myśli i przeczuć tytułowego bohatera.

Coetzeego interesuje bowiem szczególna sytuacja egzystencjalna, która dla czytelników jego prozy nie powinna być niespodzianką. To sytuacja starzejącego się człowieka, który uświadamia sobie, że znalazł się w potrzasku, ma coraz bardziej ograniczone możliwości ruchu, a jego życie pozbawione racji spowolnione zostało do wegetacyjnego rytmu. Traci władzę nad ciałem, które przeradza się w obszar obcy, wręcz wrogi, w źródło bólu, wstydu i upokorzenia.

W "Powolnym człowieku" sytuacja ta jest bezpośrednim skutkiem wypadku drogowego, w którym bohater, emerytowany fotografik z Australii, stracił nogę. Dla mężczyzny ta amputacja oznacza wyeliminowanie go z życia i ubezwłasnowolnienie. Potrzebuje nieustannej opieki, ponieważ najprostsze życiowe czynności sprawiają mu trudność. Jednocześnie, nie widząc sensu walki z własnym losem, nie zgadza się na założenie protezy.

Ale bohater powieści Coetzeego wyeliminował się z życia sam, i to dużo wcześniej. Wypadek i utrata nogi tylko uwydatniły ten stan głębokiego wyobcowania - po rozwodzie żył w pojedynkę, bez rodziny, przyjaciół czy stałego zajęcia, "nie zostawiając po sobie żadnego śladu". Coetzee wykreował w tej postaci nowego "człowieka bez właściwości", który siebie samego postrzega jako białą plamę, a swoje życie - jako "czas niewykorzystany". Dojmującemu poczuciu pustki towarzyszy świadomość zbliżającego się końca; człowiek ten żyje w przekonaniu, że przyszłość dramatycznie się dla niego skurczyła i że już nic istotnego mu się nie przydarzy.

Pozbawiony dostatecznej racji dalszego istnienia staje jednak wobec możliwości innego życia, które uosabia postać z daleka: imigrantka z Chorwacji. Urzeka ona starego mężczyznę swoją fizycznością, witalnością i praktycyzmem. Kiedy wiadomo, że fascynacja ta nie może rozwinąć się w romans, mężczyzna usilnie próbuje wejść do rodziny Chorwatki, chce zostać ojcem chrzestnym jej syna, płacić za jego edukację. Wie bowiem podświadomie, że jedynym wyjściem z egzystencjalnej matni, w jakiej się znalazł, jest związanie swojego okrojonego życia z pulsującym życiem innych.

W swoich poprzednich, pisanych w Południowej Afryce, książkach Coetzee ukazywał degradację świata białych, zderzając go ze światem rzekomych "barbarzyńców"; tu też odwołuje się do podobnego mitologizującego chwytu, dostrzegając możliwe źródło ożywczej energii w przybyszach z dalekiej, peryferyjnej kultury, pozornie prostej, niewyrafinowanej i pozbawionej historii. W tej rozgrywającej się w Australii przypowieści czarnych Afrykanów zastąpili bałkańscy imigranci.

Niejednoznaczna relacja między starzejącym się, kalekim i samotnym mężczyzną a młodą, dobrze zbudowaną i praktyczną kobietą, uosabiającą nieznany mu świat i obcą kulturę, jest jednym z ciekawszych wątków tej powieści. Fascynacja erotyczna miesza się tu z dramatycznymi próbami nadania ładu własnemu życiu, darczyńca okazuje się beneficjentem, a bezinteresowna troska o dobro innych - zawoalowanym egoizmem. Poczucie jałowości istnienia każe mężczyźnie udowadniać sobie i innym, że jest potrzebnym, choć w rzeczywistości to on sam potrzebuje innych, by swoją powolność przełamać.

Różnicę dwu światów, których konfrontację opisuje Coetzee, podkreśla jedyna pasja tytułowego bohatera: jest on kolekcjonerem XIX-wiecznych fotografii. Ufa im bardziej niż opowieściom, gdyż wierzy, że w przeciwieństwie do narracji zdjęcia raz utrwalone już się nie zmieniają. Ten człowiek bez tożsamości nie chce lub nie umie poprowadzić swojej historii, bliżej mu do świata zamrożonego w bezruchu dawnych obrazów. Ironicznym komentarzem do takiej postawy jest to, że bohater żyje w świecie, w którym fotografie dzięki komputerowej obróbce można poddawać najrozmaitszym przekształceniom. On jednak, straciwszy kontakt z nowymi technologiami, nic o tym nie wie. Wiedzą natomiast przybyli z Chorwacji imigranci. Dlatego, jak podkreśla Coetzee, to oni tworzą historię; on może być tylko biernym kolekcjonerem śladów minionych wydarzeń.

Te ciekawe wątki nie wyczerpują jednak tematyki "Powolnego człowieka". Kiedy bowiem wydaje się nam, że przeczytawszy pierwsze rozdziały powieści, stoimy na rozpoznanym gruncie, Coetzee dokonuje zaskakującej wolty i wprowadza postać ze swojej poprzedniej książki Elizabeth Costello. Realistyczna narracja ulega rozwarstwieniu, a wykreowany świat zaczyna niebezpiecznie chybotać, gdyż Costello to postać z zupełnie innego, metaliterackiego poziomu: jest pisarką, autorką powieści, którą właśnie czytamy, a tytułowy "powolny człowiek" - tworem jej wyobraźni. Zaniepokojona marazmem, w jaki wpadł jej bohater, wkracza do swojej powieści, by wyrwać go ze stanu niebytu i zmusić do działania.

Wprowadzenie autora do powieści to dość ryzykowny, bo już mocno ograny zabieg literacki. W jego wyniku "powolny człowiek" szukający racji dla swojego życia zamienia się w "papierowego człowieka", złożonego z wystukanych na maszynie liter. Nie do końca jasne są powody, dla których Coetzee dokonał takiego zabiegu, ale jednym z jego skutków jest z pewnością porównanie sytuacji tytułowego bohatera z pustką, jakiej musi stawić czoło autorka, a wraz z nią, jak możemy się domyślać, sam autor. Costello nie panuje nad swoim bohaterem, podobnie jak jej bohater nie panuje nad swoim życiem. Łączy ich bezdomność, samotność i starość. Costello próbuje przełamać ten stan, szukając dla siebie domu w jego świecie, wprowadza się do jego mieszkania, chce się z nim - bezskutecznie - związać. Być może kruchy związek autora z bohaterem jego fikcji, przypominający równie kruchą relację między świadomością a cielesnością, to także związek dwu stron osobowości twórcy: tej, która tworzy, i tej, która żyje, cierpi, starzeje się i umiera.

Wieloznaczna powieść Coetzeego, która spotkała się ze skrajnie odmiennymi reakcjami, intryguje i irytuje zarazem. Nie daje się łacno okiełznać, gdyż autor splótł ją z wielu różnorodnych wątków, których wzajemne relacje pozostają do końca niejasne. Mamy tu alegoryczną opowieść o wyobcowaniu i utracie racji życia, a na innym poziomie - historię spotkania kultur i krytykę pogrążającego się w niemocy indywidualizmu. Mamy też rozważania na temat relacji między prawdą a fikcją, między życiem wymyślonym a życiem prawdziwym. Być może jednak "Powolny człowiek" jest przede wszystkim osobistą opowieścią o nieuniknionej bezdomności pisarza, któremu nie udaje się zadomowić nawet w wykreowanym przez siebie świecie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

INDEKS ALFABETYCZNY KSIĄŻEK: