Do tego gatunku należy "Fado" - zbiór szkiców z podróży domkniętych kilkoma wspomnieniami. Książka zwarta, błyskotliwa, miejscami przejmująca. Ma w sobie coś z egzystencjalnego wyznania, a zarazem manifestu.
Można "Fado" interpretować jako esej filozoficzny poświęcony wyobraźni. Albo jako opowieść o Europie Środkowej. Wybieram to drugie, bo Stasiuk traktuje Europę Środka jako naszą większą ojczyznę. Ojczyznę w stanie zagrożenia.
Mity zjednoczeniowe Kiedy rozpoczynał się proces jednoczenia Europy, towarzyszyły nam trzy mity. Pierwszy mówił, że kontynent będzie jednością administracyjną i wielością kulturową. Europa małych ojczyzn miała być obszarem, na którym wszyscy będziemy w ciągu dnia zajmować się marketingiem i franchisingiem, zaś popołudniami i w weekendy będziemy kultywować swoją lokalną tradycję.
Mit drugi mówił, że Europa Zachodnia może nam wiele dać, ale równie wiele od nas zyskać - w zamian za rozwinięte technologie i specjalistów wniesiemy do wspólnego dobra naszą duchowość. Wymiana będzie sprawiedliwa, dysproporcja darów nikogo nie upokorzy. Nastąpi historyczne wyrównanie - my odzyskamy miejsce w mocnej strukturze, Zachód zaś przypomni sobie o wartości wiary i ważności metafizycznych wiązań. Modernizacja za tradycję.
Mit trzeci mówił, że dysproporcja pomiędzy Zachodem i Wschodem nie jest tak znaczna. Oprócz "wsadu duchowego" nasza cywilizacja ma bowiem również swoje zdobycze kulturowe - architekturę, typ organizacji społecznej, republikański (nieco anarchistyczny) model uczestnictwa w życiu publicznym, więź społeczną. Prawdę naszej części Europy wyrażają duchowe stolice - Lwów, Praga,
Budapeszt czy Kraków - nie zaś pustynie, które zostawił realny socjalizm.
Trzy razy nie "Fado" nie jest spójnym esejem na temat Europy Środkowej. A jednak książka ta, wespół z "Zimą" oraz "Jadąc do Babadag", sprawia wrażenie mocnej polemiki z mitami zjednoczeniowymi.
Autor pisze, że jeśli istnieje "prawda" Europy Środkowej, to widać ją nie w stolicach duchowych, lecz na prowincji. Tam, w miejscach, o których nikt nie słyszał, w przestrzeniach "postindustrialnej rozpierduchy", rozpościera się prawda naszego życia. To prawda wiecznego rozpadu. Zachód tworzył od początku rzeczy wieczne, na Wschodzie zaś bez względu na podejmowane wysiłki wszystko zawsze podlegało prawu znikania: "butwiejące wieże strażnicze na pustkowiach", "cykliści prowadzący pordzewiałe rowery", kraje, które wiodą "swoje nieco nierealne żywoty poza głównym nurtem dziejów i zdarzeń". Klęska i zanik. Materia naszej historii to kruszywo. Dlatego podtykanie Zachodowi pod nos naszych wspaniałych miast czy innych zdobyczy cywilizacyjnych, wynika z kompleksów.
Po wtóre, Stasiuk mówi, że ruch jest jednostronny - my oczekujemy od Zachodu pieniędzy, Zachód od nas nie chce niczego. Nie tylko dlatego, że bogatsi sprawiają wrażenie sytych i pysznych, więc niezainteresowanych przyjęciem czegokolwiek. Także dlatego, że my nie próbujemy niczego dać. My, którzy "nigdy nie potrafiliśmy zaakceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy", czujemy się emigrantami u siebie, więc marzymy o tym, by być kim innym gdzie indziej.
Po trzecie, Stasiuk przekonuje, że nowoczesność i tradycja nie znają kompromisów - modernizacja pozbawia tradycji, a zachowanie tożsamości lokalnej wyklucza nowoczesność. Dlatego ideałem stosunku do historii są dla Stasiuka europejskie "ludy pierwotne i koczownicze". Ci pierwsi, na przykład górale, niczego od stuleci nie zmieniają, ponieważ żyją w warunkach całkowicie odpornych na nowoczesność ("Słowaccy, polscy, ukraińscy i rumuńscy pasterze owiec niewiele zmienili się od stuleci"). Ci drudzy to Cyganie - przedmiot szczególnej fascynacji pisarza. Ta nomadyczna społeczność od sześciuset lat przemierza kontynent, traktując kulturę europejską jako zbiór rzeczy przydatnych lub ciekawych - nigdy ważnych. Pozostają nieczuli na osiągnięcia narodów, wśród których przebywają. Tysiące lat naszej cywilizacji traktują "co najwyżej jako źródło zysku i miejsce pod obozowisko".
Cyganie - nieważni, przepędzani - przetrwali. My zaś, pragnący zakotwiczenia w geografii Europy, wcale nie powinniśmy być pewni swojej przyszłości.
Koniec historii Historycy starożytnej Grecji - Vernant, Naquet - piszą, że około VIII w. p.n.e. rozpoczął się proces przechodzenia od społeczeństwa daru do społeczeństwa rachunkowości. Podstawową cechą pierwszego było kultywowanie ofiary, bezproduktywnej destrukcji. Drugie stara się niczego nie wydatkować za darmo i na darmo.
Kiedy czytam Stasiuka, mam wrażenie, że opisuje on dopełnianie się owego procesu. Po trzech tysiącach lat Europa nie dzieli się już na imperium i resztę, lecz chce w całości przekształcić się w Imperium. Do tego celu potrzebuje perfekcyjnych zasad gospodarczych i nie może pozwolić sobie na zachowanie "części przeklętej" - tej cząstki naszych majątków, które powinny być przez nas samych składane w ofierze na znak, że kiedyś wszystko oddamy nicości. Ekonomia daru zostaje wyparta przez ekonomię wymiany. Jest to, w ujęciu Stasiuka, aneksja bezwarunkowa, apokaliptyczna i diabelska: "W świecie, który nadciąga, niewiele rzeczy będziemy mieli na własność. Większość z nich będzie podlegała prawom ekonomii (). Prawdopodobnie nawet uczucia staną się przedmiotem handlowej wymiany. Będzie można kupować miłość i sprzedawać nienawiść na skalę dotąd niespotykaną".
Zjednoczenie Europy odbywa się tedy kosztem wartości nierynkowych: bezinteresowności, marzycielstwa, świadomości istnienia w człowieku cząstki zwierzęcej, a nade wszystko - metafizycznej więzi ze śmiercią. Stratą podstawową staje się sama utrata - jako trwały składnik świadomości, forma duchowości zbudowana na akceptacji przemijania. Pisarz widzi przyszłość Europy jako czas duchowej pustyni. Rdzewienie, butwienie, gnicie, przemijanie - rozumiane nie tylko jako procesy materialne, lecz przede wszystkim jako zjawiska metafizyczne - są eliminowane z "przestrzeni rachunków, dziedziny buchalterii".
Stasiuk jawi się więc jako prawdziwy, nieupozowany i zasługujący na poważne potraktowanie apokaliptyk współczesności. Wieszczy powolną zagładę duchowości europejskiej, która następować będzie tym szybciej, im pokaźniej rosnąć będzie PKB nowych i starych członków Unii, a także im sprawniej Europa rozwiązywać będzie praktyczne problemy społeczne.
Jedyne pocieszenie w tej wizji wynika z kompletności zagłady: "Nasze ojczyzny, nasze kraje znikną jako duchowe, kulturowe punkty odniesienia. Zniknie
Polska, znikną Włochy, zniknie
Francja. () Zostanie Fiat, Coca-Cola,
Microsoft, Nike i Johnny Walker. () Bardzo możliwe, że w ten sposób Zachód nareszcie połączy się ze Wschodem. Bezdomność duchowych emigrantów stanie się na koniec wspólnym domem". Stasiuk zapowiada koniec kultury, w której zgoda na rozpad - w sensie egzystencjalnym, a stąd i ekonomicznym - była warunkiem zachowania pamięci o tym, że jesteśmy śmiertelni i że kiedyś będziemy musieli oddać siebie w całości i bez reszty.
Poganin Książka Stasiuka jest piękna. Pisarzowi nie brakuje ani argumentów, ani obrazów, a jego władza nad stylem bywa chwilami olśniewająca.