http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Za grosze, Ehrenreich, Barbara

Aleksander Kaczorowski
2006-08-25, ostatnia aktualizacja 2006-08-26 20:20

"Za grosze" Barbary Ehrenreich wreszcie po polsku. To oskarżenie współczesnego kapitalizmu na miarę "Drogi na molo w Wigan" George`a Orwella

Co to za kraj, w którym samotna kobieta, pracując sześć dni w tygodniu po dziesięć godzin na dobę, nie jest w stanie przeżyć bez pomocy opieki społecznej? Kraj, w którym miliony ciężko pracujących żyją w motelach lub przyczepach kempingowych, bo nie stać ich na wynajęcie mieszkania - a co dopiero na jego kupno? Kraj, w którym co piąty bezdomny w wielkich miastach pracuje w pełnym lub niepełnym wymiarze godzin? Kraj, w którym dopiero dziesięć lat temu wprowadzono ogólnokrajowe prawo pozwalające robotnikowi na skorzystanie z toalety w czasie pracy?

To Stany Zjednoczone.

Za 7 dol. na godzinę

Barbara Ehrenreich, znana publicystka współpracująca z "The Nation" i "New Republic", zrobiła rzecz najprostszą pod słońcem. Postanowiła sprawdzić, jakim cudem 4 mln kobiet, które znalazły się na rynku pracy w wyniku reformy zasiłków socjalnych (jeszcze za rządów Billa Clintona), zdołają się utrzymać, zarabiając 7 dol. za godzinę (czyli nieco powyżej ówczesnej płacy minimalnej).

Wnioski, do jakich doszła, nie byłyby szczególnie odkrywcze, gdyby jej badania dotyczyły nielegalnych imigrantów. Praca ponad siły, terror psychiczny ze strony pracodawców, a przede wszystkim wyzysk - to nic nowego dla tych, którzy pracują na czarno. Dlaczego więc książka "Za grosze" stała się w USA bestsellerem i przełożono ją już na kilka języków? Ponieważ autorka udowadnia w niej, że miliony obywateli amerykańskich pracują w warunkach, które opisuje tak: "Niezbyt możemy się chwalić, że jesteśmy przodującym państwem demokratycznym świata, jeśli ogromna liczba obywateli spędza połowę dnia w systemie, który - mówiąc wprost - jest dyktaturą".

Eksperyment w garkuchni

Ehrenreich przez kilka miesięcy pracowała jako sprzedawczyni w supermarkecie Wal-Mart w Minnesocie, sprzątaczka w stanie Maine i kelnerka na Florydzie. Największym atutem jej książki nie są przytaczane statystyki (z których wynika np., że niemal 30 proc. siły roboczej w USA pracuje za 8 dol. na godzinę lub mniej; dane z 1998 r.), lecz na drobiazgowym opisie, jak to z absolwentki dobrej uczelni, przedstawicielki klasy średniej, dla której lunch za 30 dol. we francuskiej restauracji jest czymś oczywistym - stała się "skarbem", "blondaskiem", a najczęściej po prostu "dziewczyną".

Przez cały czas trwania eksperymentu autorka obawiała się, że ktoś ją rozpozna i zada pytanie, czemu wykształcona osoba z jej klasy postanowiła roznosić posiłki w garkuchni w Key West. Próżne obawy - bez pliku kart kredytowych, dyplomu uczelni i stosu nominowanych do prestiżowych nagród publikacji okazała się po prostu kobietą w średnim wieku zabiegającą o przywilej sprzątania kibli za marne stawki.

Niemal wszędzie, gdzie próbowała znaleźć pracę, a było tych miejsc kilkadziesiąt, kazano jej wypełniać idiotyczne kwestionariusze i poddawano testom na obecność narkotyków. Autorka dowodzi, że nie służą one niczemu innemu jak tylko poniżeniu przyszłego pracownika i wskazaniu mu, gdzie jego miejsce: skoro ubiegasz się o tak nisko opłacaną pracę, to widocznie jesteś zerem. A skoro jesteś zerem, to nie powinno ci przyjść do głowy, że za mało zarabiasz.

Pracodawców wspiera na tym polu współczesna kultura masowa. „W społeczeństwie, które nieustannie wychwala miliarderów z przemysłu komputerowego i sportowców zarabiających setki milionów, stawka w wysokości 7 dol. za godzinę stanowi oznakę wrodzonej niższości” - pisze Ehrenreich. Dodajmy, że „liczba rodzin w stanie Wisconsin otrzymujących bony żywnościowe z tytułu » krańcowego ubóstwa «- definiowanego jako mniej niż 50 proc. federalnego minimum socjalnego - w ostatnim dziesięcioleciu potroiła się i wynosi ponad 30 proc.” (dane z okresu prezydentury Clintona).

Wiece hipokryzji

Najbardziej szokujące nie są tu opisy, z których dowiadujemy się o sposobach upadlania nisko opłacanych pracowników. Ani te, które pozwalają czytelnikowi wczuć się w beznadziejne położenie ludzi przeznaczających całe zarobki na czynsz, jedzenie i dojazdy do pracy; pracowników, których nie stać na ubezpieczenia, opiekę lekarską ani na zapewnienie lepszej przyszłości swoim dzieciom. Szczytem podłości jest towarzysząca temu hipokryzja, to, że ludzi tych traktuje się jak idiotów, nazywając ich "wspólnikami", jak w Wal-Marcie, lub zmuszając do uczestnictwa w praktykach przypominających północnokoreańskie wiece poparcia dla "czcigodnego przywódcy".

Założyciel Wal-Martu Sam Walton wpadł na pomysł organizowania masowych zebrań z pracownikami. „ » Powiedzcie mi W «- krzyczał, pracownicy zaś odkrzykiwali » W! «, i tak dalej przez wszystkie litery nazwy Wal-Mart. W miejscu dywizu Walton wołał: » Dajcie mi zawijasa «, po czym przykucał, równocześnie kręcąc biodrami, pracownicy zaś go naśladowali”.

Sieć supermarketów Wal-Mart jest największym pracodawcą w USA, zatrudnia prawie 1,7 mln osób, a w zeszłym roku zarobiła na czysto ponad 10 mld dol. (przy przeciętnym wynagrodzeniu pracownika poniżej 10 dol. za godzinę). Rzecz jasna, związki zawodowe są tam zakazane.

Dlaczego tak się dzieje? Czemu coraz więcej Amerykanów nie jest w stanie żyć godziwie z wykonywanej pracy, podczas gdy "górne 20 proc. społeczeństwa (...) sprawują władzę nad życiem mniej zamożnych, a szczególnie nad życiem ubogich, określają bowiem, jakie świadczenia socjalne będą dla nich dostępne - i czy w ogóle będą - ile wynosi płaca minimalna i jakie prawa rządzą rekrutowaniem siły roboczej"?

To proste - ponieważ taka jest logika wolnego rynku. Pracodawca może rozdać pracownikom talony na zakupy w sieci (w której ma udziały), może uszczęśliwić ich koszulkami z logo firmy (za które i tak zapłacą), ale nie zapłaci im więcej pieniędzy.

Nędzarze i filantropi

Najmniej zarabiający Amerykanie zarabiają dziś mniej, niż w 1973 r. Stosunkowo zamożni pracownicy, zarabiający ok. 20 dol. za godzinę, "obecnie dostają 106, 6 procent kwoty zarobków z 1973 r.". W tym samym czasie zarobki osób najlepiej uposażonych, owej "klasy profesjonalno-menedżerskiej", do której Ehrenreich zalicza "decydentów, osoby kształtujące opinie, twórców kultury" - wzrosły niebotycznie (płacą mniejsze podatki niż w przeszłości).

Ehrenreich pisze: "Amerykanie z klasy średniej, którzy czytają prasę, przyzwyczaili się myśleć o biedzie jako o skutku bezrobocia". I dodaje: "Dorastałam, słysząc nieustannie, aż do znudzenia, że sukces zależy od ciężkiej pracy. (...) Nikt nigdy nie mówił, że można ciężko pracować - ciężej, niż kiedykolwiek uważałam za możliwe - a jednak coraz bardziej tonąć w długach i pogrążać się w biedzie".

Jej zdaniem "pracujący ubodzy", a są ich miliony, "są w naszym społeczeństwie prawdziwymi filantropami". Oni, a nie ludzie pokroju Billa Gatesa czy Warrena Buffeta. "Zaniedbują własne dzieci, by dzieci innych miały właściwą opiekę, gnieżdżą się w mieszkaniach o niskim standardzie, by domy innych były lśniące i doskonałe, godzą się na wyrzeczenia, by inflacja pozostała niska, a ceny akcji wysokie".

Na koniec osobista refleksja. Po lekturze książki Ehrenreich przed kilkoma laty zaproponowałem - jako ówczesny szef działu publicystyki w "Gazecie" - zorganizowanie akcji przeciwdziałania mobbingowi, czyli nękaniu pracowników, w Polsce. Skala problemu okazała się większa, niż komukolwiek mogło przyjść do głowy - opinia publiczna usłyszała m.in. o kasjerkach supermarketów zmuszanych do pracy w pampersach.

Od tamtej pory wzrosło w Polsce bezrobocie, co zapobiegło wzrostowi płac i pomogło zbić inflację do najniższego poziomu w Europie. Około miliona osób zbędnych naszej gospodarce znalazło zatrudnienie za granicą (co przyczyniło się do zapobieżenia wzrostowi płac także w tych krajach). Do pełni szczęścia brakuje nam już tylko Wal-Martu, ale i ten ponoć lada miesiąc pojawi się nad Wisłą.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego tygodnika "Forum".

Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć

Barbara Ehrenreich

przeł. Barbara Gadomska, W.A.B., Warszawa

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją