http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kultura >  Książki

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kultura RSS

Księżyc nad Zakopanem , Nurowska, Maria

Dariusz Nowacki
2006-08-21, ostatnia aktualizacja 2006-08-21 19:02





Księżyc nad Zakopanem

Maria Nurowska

W.A.B., Warszawa





"Księżyc nad Zakopanem" sprawia wrażenie autobiografii wymuszonej, napisanej chyba wbrew sobie, bez wiary pisarki w siłę tego atrakcyjnego przecież gatunku. W tej opowieści nie ma ognia. Żadnych poważnych porachunków z bliźnimi ani przejmujących obrachunków z własnym życiorysem. Wieje nudą.

Maria Nurowska wielokrotnie sygnalizuje, że jest kobietą po przejściach i pisarką z burzliwą przeszłością. Ale tylko sygnalizuje. Ilekroć bowiem zawiązuje się tu jakiś ekscytujący wątek, tylekroć jest tłumiony w zarodku.

Dziwna to autobiografia. Jej narratorka ożywia się tylko wtedy, gdy snuje opowieści remontowo-budowlane. To nie pomyłka! W "Księżycu nad Zakopanem" znajdziemy mnóstwo informacji o nabywaniu, zbywaniu, modernizowaniu i ozdabianiu mieszkań i domów. Dość powiedzieć, że gawęda o operacji osuszania starego domu pod Gubałówką ciągnie się przez bodaj 20 stron.

Gdyby sporządzić indeks osób pojawiających się na kartach tej książki, okazałoby się, że najważniejszymi postaciami w życiu Marii Nurowskiej byli i nadal są robotnicy budowlani i pośrednicy w handlu nieruchomościami. Koledzy po piórze i wydawcy przemykają tu i ówdzie. Pierwszy plan okupują hydraulicy, murarze, stolarze, złote rączki oraz osoby, z którymi pisarka robi interesy (pozaliterackie). Nurowska chce nas przekonać, że wtedy, kiedy nie pisze, użera się z fachowcami i inwestorami. I że te dwie namiętności wypełniają całe jej życie.

Trzeba uszanować wybór autorki "Listów miłości". Postawiła na powściągliwość i dyskrecję, wykonała unik, dając rozwlekłą opowieść o budynkach mieszkalnych. Są i inne zastępcze historie. Między innymi opowieść o urodzie Zakopanego i trudnym charakterze mieszkańców Podhala. W efekcie opowieść się rozłazi, grzęźnie w niezrozumiałych dygresjach, z rozdziału na rozdział staje się coraz bardziej dziwaczna.

Jest jednak coś, co tę autobiografię wyróżnia. "Księżyc nad Zakopanem" to dzieło skandalicznie megalomańskie. Autorka wrzuciła do książki wszystkie możliwe świadectwa własnej kariery literackiej. Mamy więc wyimki z pochlebnych recenzji, listy od zachwyconych czytelników z kraju i zagranicy, mnóstwo opowieści o tym, jak bardzo kochane są jej książki w Niemczech i jak najlepsi niemieccy wydawcy walczą między sobą o to, by Nurowska związała się z ich domami wydawniczymi.

Nie ma powodu, żeby pisarce nie wierzyć. Niech będzie tak, jak o tym pisze: odniosła gigantyczny sukces literacki i komercyjny nad Renem. Ale jeśli idzie o krajową recepcję, to trochę autorkę "Panien i wdów" poniosło. Dowiadujemy się na przykład, że pierwsze, napisane zresztą od niechcenia, opowiadanie Nurowskiej zostało powitane przez redaktorów "Twórczości" (w tym Jarosława Iwaszkiewicza) jako arcydzieło nowelistyki polskiej. A dalej to już było z górki.



Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

INDEKS ALFABETYCZNY KSIĄŻEK: