Komiks ten to po prostu coś w rodzaju obrazkowej autobiografii. Autorka opisuje w nim swoje dzieciństwo i młodość w kraju rządzonym przez szacha, a potem przez reżim ajatollahów. Opuściła Iran w 1983 r. w wieku 14 lat - rodzice, słusznie przeczuwający, że dla zbuntowanej nastolatki w tym kraju nie ma przyszłości, wysłali ją do europejskich szkół.
Satrapi występuje tutaj w roli ambasadora swojej kultury - o Iranie opowiada nam językiem nowoczesnej opowieści graficznej. Nie wyrzeka się przy tym swoich korzeni. To nie jest opowieść emigranta o tym, jak uciekł ze znienawidzonego piekła - raczej nostalgiczna opowieść o kraju mającym przedziwną skłonność do ściągania na siebie nieszczęść. A to czyni tę opowieść bardzo bliską dla polskiego czytelnika.
Polski czytelnik w ogóle będzie odczytywał ten komiks w szczególny sposób. Kto pamięta lata 80., ten musi pamiętać swoisty fetysz panujący wśród polskiej młodzieży na punkcie zachodnich reklam, plakatów czy opakowań. Zbieraliśmy puste puszki i katalogi domów towarowych. Coś, co w normalnych warunkach uważane jest za śmieć, w szarej Polsce lat 80. było jedynym kontaktem z lepszym, kolorowym życiem.
Wśród perskiej młodzieży było podobnie. Ba, jak wynika z tego komiksu, zakupową mekką dla mieszkańców Iranu też była Turcja, do której jechali po płyty, kasety, dżinsy i kurtki "prawie-jak-zachodnie". Aż się łezka w oku kręci od wspomnień...
Autorce zależało na pokazaniu uniwersalności tej historii. Często wypowiada się publicznie na łamach prasy francuskiej (Paryż stał się jej drugim domem) i amerykańskiej na tematy związane z Iranem i ewentualną przyszłą amerykańską interwencją. Podkreśla, że konflikty dzisiejszego świata nie toczą się między Wschodem a Zachodem, islamem a chrześcijaństwem, tylko między fanatykami i "ludźmi inteligentnymi".
Satrapi mówi wprost, że jej zdaniem prezydent Bush ma więcej wspólnego z islamskimi fanatykami w Iranie niż ona sama. Różnice między ludźmi gotowymi narzucać innym swój światopogląd siłą a zwolennikami pokojowej tolerancji są ważniejsze od różnic między kulturami czy religiami.
Satrapi daleka jest od bezkrytycznej afirmacji USA i Europy Zachodniej. Zwraca uwagę na to, że Iran nie ma monopolu na religijny obskurantyzm, nietolerancję czy absurdalne zakazy.
"Persepolis" jak mało który komiks inspiruje do myślenia. Oglądamy za pośrednictwem autorki kulturę pozornie bardzo odmienną - a jednak tak podobną do naszej. Różnimy się od Iranu właściwie tylko proporcją, w jakiej wymieszano u nas "inteligentnych" i "fanatyków". Czy zresztą ta różnica w proporcjach jest taka znowu wielka? Porównanie prezydenta Iranu i niektórych naszych oficjeli rządowych każe w to powątpiewać...
Persepolis
Marjane Satrapi
przeł. Wojciech Nowicki, Post, Kraków