http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mniej niż ktoś. Eseje , Brodski, Josif

Aleksander Kaczorowski
2006-01-23, ostatnia aktualizacja 2006-01-23 20:23

Gdyby Josif Brodski nie był poetą, i tak zasłużyłby na literackiego Nobla. Na fenomen tego twórcy składa się bowiem nie tylko znakomity dorobek poetycki, lecz także pierwszorzędna eseistyka. Przypomina o tym ukazujący się w dziesiątą rocznicę śmierci poety tom "Mniej niż ktoś. Eseje"

ZOBACZ TAKŻE






Jak na autora urodzonego "w czasach, kiedy łatwiej było za wiersze zginąć, niż dostać za nie honorarium" (Nadieżda Mandelsztam), Josif Brodski (1940-96) może się wydawać nieprawdopodobnym szczęściarzem. W 32. roku życia wydostał się z ZSRR i zamieszkał w Nowym Jorku, gdzie szybko zyskał uznanie w kręgach literackich, a i jego powodzenie wśród kobiet było wręcz przysłowiowe. W przeciwieństwie do wielu rosyjskich emigrantów znakomicie odnalazł się na Zachodzie, czego ukoronowaniem była literacka Nagroda Nobla (1987), której był jednym z najmłodszych laureatów.

Na emigracji pozostał poetą rosyjskim, lecz eseje pisał po angielsku, co pozwoliło mu zachować zdrowy dystans wobec siebie samego. To ważne, gdyż niepoetycka twórczość Brodskiego miała w dużej mierze charakter autobiograficzny. Czasem wprost, jak w klasycznych już tekstach "Mniej niż ktoś" czy "W półtora pokoju", częściej zaś w sposób mniej nieoczywisty, jak w znakomitych "Katastrofach w powietrzu" będących zapisem wystąpienia poświęconego XX-wiecznej prozie rosyjskiej.

Być może jest to cecha samouka, jakim został w 15. roku życia, gdy na zawsze uciekł ze znienawidzonej szkoły. Sam znalazł sobie najlepszego nauczyciela w osobie Anny Achmatowej, która pierwsza poznała się na jego talencie. Zawdzięczał jej wiele - to ona odkryła przed nim to, co najlepsze w poezji rosyjskiej XX wieku (i czego nigdy nie znalazłby w szkolnej bibliotece) - twórczość Osipa Mandelsztama, Mariny Cwietajewej i swoją własną.

Życie Brodskiego było pasmem prób i wyzwań, jakim nie podołałby nikt o mniejszej sile woli i talencie. Świat usłyszał o nim w 1964 roku, gdy został skazany na pięć lat łagru za "pasożytnictwo". Jego "winą" było pisanie wierszy; odsiedział półtora roku, a proces 24-letniego wówczas poety zamknął epokę chruszczowowskiej odwilży. Z kolei jego przymusowa emigracja w 1972 roku stała się początkiem pisarskiego exodusu z ZSRR - równie wielu twórców opuściło bolszewicką Rosję tylko raz, na początku lat 20.

Brodski znalazł się na Zachodzie wraz z Aleksandrem Sołżenicynem czy Wasilijem Aksionowem, ale nie miał z nimi - i nie chciał mieć - wiele wspólnego. Więcej łączyło go z twórcami urodzonymi "przed tym, co bezmyślna hołota nazywa Rewolucją, a co dla nich i dla wielu pokoleń oznaczało zniewolenie" ("W półtora pokoju"). Był niezwykle krytyczny wobec powojennej rodzimej literatury; wielka rosyjska poezja skończyła się według niego na Achmatowej, Cwietajewej i przede wszystkim na Mandelsztamie, a proza - na Andrieju Płatonowie. Reszta równie dobrze mogłaby nie istnieć.

Już sama lista bohaterów esejów Brodskiego wskazuje, że interesowali go jedynie twórcy najwybitniejsi; mając do wyboru lekturę książki dobrej, może nawet znakomitej czy też interesującej ze względów pozaliterackich lub napicie się wódki w dobrym towarzystwie, wybierał raczej to drugie. Kim więc byli ci, których czytał najchętniej? W.H. Auden, Dante, Kawafis, Mandelsztam, Achmatowa, Cwietajewa - eseje poświęcone tym twórcom stanowią niemal połowę tomu.

W przypadku Brodskiego sprawdza się powiedzenie, że literatura jest prawdziwą ojczyzną pisarza. Dodajmy, że tylko prawdziwa literatura, będąca czymś innym niż literatura "bulwarową", jak ją nazywał. Nie darował sobie żadnej okazji, by bezlitośnie chłostać twórców, których postrzegał jako literackich uzurpatorów, takich jak herold pierestrojki Jewgienij Jewtuszenko czy np. Milan Kundera, z którym spierał się o Dostojewskiego (brak artykułu "Dlaczego Kundera myli się co do Dostojewskiego" to chyba jedyny, w sumie bagatelny mankament tej znakomitej książki).

Pod względem skłonności do wydawania apodyktycznych, a co za tym idzie, często dyskusyjnych ocen dorównywał Brodski Nabokowowi (którego skądinąd uważał za efekciarza o wybujałych ambicjach). Miał klarowne i sprecyzowane gusta literackie, które w jego przypadku były czymś więcej - samodzielnie sformułowanym światopoglądem, jedynym godnym tego miana. Zbrodniczy charakter komunizmu sowieckiego był dla niego czymś oczywistym, lecz w jego ocenie zbrodnią było również "przemilczenie dwóch powieści Płatonowa", które "nie tylko cofnęło całą literaturę o jakieś pięćdziesiąt lat; zahamowało także rozwój psychiki narodowej". To cały Brodski ze swoją wiarą w zbawczą moc twórczości literackiej i pierwszeństwo estetyki wobec etyki i polityki.

Jeśli dziś brzmi to anachronicznie, to nie dlatego, że Brodski się mylił. Problem w tym, że nie pojawił się po nim nikt, nie tylko w Rosji, kto byłby dość śmiały i utalentowany (lub, jak zapewne powiedziałby sam Brodski - kto miałby dość jaj i talentu), by móc powiedzieć to samo i nie narazić się na śmieszność.



Mniej niż ktoś. Eseje

Josif Brodski

przeł. Krystyna Tarnowska, Andrzej Konarek, Andrzej Mietkowski, Agnieszka Pokojska, Ewa Krasińska, Adam Pomorski, Stanisław Barańczak, Renata Gorczyńska, Anna Husarska

Znak, Kraków





Autor jest zastępcą redaktora naczelnego tygodnika "Forum"



  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Problem dziewczynki w ciele chłopca

Pięcioletni chłopczyk z brytyjskiego Essex od trzeciego roku życia czuje się dziewczynką. To coraz częstsze zaburzenie nawet u tak małych dzieci