W XX w. jacyś teoretycy literatury twierdzili, że liczba fabuł na świecie jest ograniczona, ponieważ nie możemy wyjść poza kondycję ludzką. Każdy jest czyimś synem, córką, matką, babką, siostrą, bratem, prawnukiem. Korzyści i komplikacje stąd wynikające miały być przewidywalne.
Tamci teoretycy nie znali jednak świetnej debiutanckiej powieści amerykańskiej malarki Julii Glass, której powieść w tej mierze jest naprawdę odkrywcza. Przedstawia nieprawdopodobną ilość jawnych i ukrytych uczuć, różnorodnych punktów widzenia, zaskakujących wydarzeń opowiedzianych w sposób stroniący od sensacji, cicho i konsekwentnie. A mamy tu wiele rodzajów miłości: rodzicielskiej, synowskiej, braterskiej, miłości heteroseksualnej, miłości homoseksualnej i miłości-przyjaźni.
Jak teoretycy literatury mogli przewidzieć skutki rozwoju genetyki i medycyny dla relacji rodzinnych i uczuciowych? Julia Glass w bardzo pomysłowy sposób te skutki nam uświadamia. Modny w dzisiejszych czasach bohater - ojciec biologiczny - to nie zawsze taka prosta rola, jak się niektórym wydaje. A zakwestionowane w naszej współczesności drzewo genealogiczne? Także i o tym musimy pomyśleć, czytając tę powieść.
Nie trzeba się bać. Czyta się świetnie.
Za każdym z uczuć opisanych przez Julię Glass kryją się następne, w innych związkach lub w innym czasie. Bo czas tej powieści, mimo pewnych ram, naprawdę pulsuje w rytm przeżyć bohaterów, w rytm refleksów rzucanych na wydarzenia przez uczucia nieraz dawno, wydawałoby się, zapomniane i teraz odkryte. Autorka pisała powieść etapami: część "Owczarki szkockie" powstała w 1989 r., "Człowiek z zasadami" - w 1995, "Chłopcy" - w 1999. Główne role grają synowie Paula i Maureen: Fenno - nowojorski właściciel księgarni, David - lekarz weterynarii w ich rodzinnej okolicy w Szkocji żonaty z Liliane, Dennis - szef kuchni, właściciel małej restauracji we Francji żonaty z Veronique.
"Trzy czerwce" to dziejąca się w Grecji, Szkocji i Nowym Jorku opowieść o dwóch pokoleniach szkockiej rodziny McLeodów. Ojciec Fenna, Dennisa i Davida Paul jest spadkobiercą i kontynuatorem działalności wydawniczej swego ojca. Matka Maureen hoduje i tresuje szkockie owczarki pasterskie collie. Wiele tu o miłości do zwierząt, z zastrzeżeniem, że to nie żadne dzieci swych państwa.
Pełno tu tajemnic, powiedzmy "mimowolnych", bo życie nigdy nie bywa do końca przezroczyste, a także zamierzonych. Ujawniają się tragiczne rysy współczesności, np. AIDS - raz z oddali, raz jako śmierć najbliższego. Kiedy cała rodzina spotyka się po śmierci Paula, liczba odsłanianych tajemnic rośnie, tak jak już było po śmierci Maureen. Kulminacja następuje, kiedy z holu znika skrzyneczka z prochami Paula. Tutaj też ujawnia się nieco surrealistyczne, ale bardzo dyskretne poczucie humoru autorki. Oczywiste jest, że zniknięcie szkatułki jest wyrazem uczuć rodzinnych, i wcale nie tej osoby, którą bohaterowie powieści o to podejrzewają.
Julia Glass mistrzowsko pokazuje, jak różnią się sposoby przeżywania i pamiętania tych samych wydarzeń przez różnych, nawet bliskich sobie ludzi. Mówi o tym, jak trudno zaakceptować inność. A nawet jak trudno uwierzyć, że się jest akceptowanym. Ale cokolwiek się tu zdarzyło, końcowe zdanie powieści określające poczucie wracających do Nowego Jorku Fern i Fenno brzmi: "Oto jesteśmy - mimo zwłoki, chaosu i ciemności po drodze - wreszcie, a może chwilowo, tu, gdzie nam było pisane".
Julia Glass "Trzy czerwce", tłumaczenie Elżbieta Zychowicz, W.A.B., Warszawa