Zabawa zorganizowana przez "Politykę" to jeszcze jedna kreacja medialna. Skalkulowana, jak to dziś bywa, bardzo skromnie: "Ogólnonarodowy Konkurs na Opowiadanie jest jednym z najistotniejszych, a najpewniej najistotniejszym zdarzeniem socjologiczno-literackim III RP". Tak w momencie startu ocenił przedsięwzięcie komisarz konkursu, jedyny arbiter i selekcjoner Jerzy Pilch.
O tym zaś, co ta zabawa naprawdę była warta i czym zaowocowała, możemy się przekonać, zaglądając do książki "Pisz do Pilcha. Opowiadań współczesnych trzydzieści i trzy".
Najważniejszy z punktu widzenia organizatorów był oczywiście rozmach. Jak czytamy we wstępie Pilcha, na konkurs nadeszło ponad trzy tysiące prac. Zważywszy, iż w najpoważniejszych zawodach tego typu (np. konkurs wydawniczy Znaku) rozpatruje się nie więcej niż 300 propozycji, to wynik imponujący. Pewną niespodzianką może być to, iż ilość nie przeszła w jakość (artystyczną); rzekłbym - przeciwnie.
Co nie jest żadną wymówką, bo wymówką być nie może. Pilch od początku podkreślał, że "intencja konkursu nie jest literacka, lecz socjologiczna" i że nie idzie o "wyławianie talentów" ani tym bardziej o artystyczną wynalazczość. Antologia gromadzi jednak "najlepsze opowiadania". Rozumiem, że najlepsze w aspekcie socjologicznym. Ale cóż to u licha znaczy?
Zgon ulubiony
Mamy tedy 33 teksty napisane przez 32 autorów (Łukasz Dębski został wyróżniony podwójną prezentacją). W książce pojawia się 14 żeńskich i 18 męskich podmiotów wykonawczych, co przeczy obiegowemu wyobrażeniu, że uprawianie epiki jest ulubionym zajęciem panów. Co do wieku autorów, którego wolno się domyślać na podstawie fabuł, to jest z tym różnie. Na dobrą sprawę ze wszystkim jest tu różnie, co nie oznacza, iż w zbiorze "Pisz do Pilcha" nie da się wyśledzić jakiejś dominanty. Okazuje się na przykład, że najchętniej przywoływanymi postaciami są dziadek i babcia (względnie prababka). Osiem czy nawet dziewięć opowiadań ma takich bohaterów. Ulubionym zaś motywem jest zgon babci lub dziadka. Dominuje narracja wspomnieniowo-nostalgiczna, anegdoty czy raczej scenki wydobyte z dzieciństwa bądź wczesnej młodości.
Konopnicka wraca
We wprowadzeniu do zbioru Pilch powiada: "Polacy nie bardzo lubią i potrafią opowiadać o zdarzeniach, ale lubią i potrafią opowiadać o ludziach. (...) Być może lekko zapomniany gatunek literacki, jak portret czy charakter, jest naszą specjalnością prozatorską". Mnie się z kolei wydaje, że inny zapomniany gatunek doszedł tu do głosu, a mianowicie obrazek, którego mistrzynią była Maria Konopnicka. Niezbyt to atrakcyjna forma, ale - przypomnę - nie o atrakcje lekturowe w tej zabawie chodziło. "Szło o teksty z
realistyczną prostotą opowiadające o prawdziwych wydarzeniach i nieprzekraczające 7000 znaków" (ze wstępu).
Na dobrą sprawę tylko w jednym opowiadaniu (Justyny Radczyńskiej) pojawia się dowcip, widać radość czerpaną z anegdoty. Aż trudno uwierzyć, że temu przedsięwzięciu patronuje autor "Wyznań twórcy pokątnej literatury erotycznej".
"Pisz do Pilcha. Opowiadań współczesnych trzydzieści i trzy", Świat Książki, Warszawa