http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zadura: Ostrożnie z ironią, szyderstwem, niechęcią

Piotr Śliwiński
2012-01-31, ostatnia aktualizacja 2012-01-31 16:11

Antykapłańskie podejście do pisarstwa uczyniło z Bohdana Zadury postać kluczową dla poezji ostatniego dwudziestolecia, mentora kolejnych roczników, "papę", jak o nim mówią w środowisku młodych pisarzy

Bohdan Zadura
Fot. Albert Zawada / AG
Bohdan Zadura
"Wiersze wybrane"
Bohdan Zadura
WBPiCAK, Poznań


Kiedy Zadura, jeden z naszych najwybitniejszych poetów, wchodzi do pociągu, to pociąg nie zmienia się w wehikuł czasu ani nie staje się maszyną do produkcji metafor, lecz pozostaje mniej więcej pociągiem. W przedziale cztery kobiety, plastikowa klatka na zwierzątko, dzieciak, mężczyzna, jakby nie działo się nic nadzwyczajnego.

W wierszach Zadury chodzi właśnie o to "mniej więcej" i "jakby nic".

Bliżej, niżej, zwyczajniej

"Wiersze wybrane" tego poety, obszerny tom opracowany przez Joannę Orską, daje okazję, aby przyjrzeć się tej twórczości - bogatej i nie do końca znanej. Pierwszy zbiór wydał Zadura przed ponad 40 laty ("W krajobrazie z amfor", 1968), ostatni całkiem niedawno ("Nocne życie", 2010), pomiędzy nimi parędziesiąt - jeśli uwzględnić prozę, tłumaczenia i eseje - książek różnej wagi. Trudno wyobrazić sobie historię polskiej literatury bez wspomnienia o "Pożegnaniu Ostendy", "Zejściu na ląd", "Starych znajomych", "Ciszy", "Kaszlu w lipcu". Inne utwory uzupełniają portret człowieka nieustępliwie zajętego filtrowaniem cudzych i własnych, niezwykłych, ale przeważnie na wskroś zwykłych doświadczeń, w celu wydobycia i utrwalenia ich ulotnej aury.

Bo pisarz według Zadury zajmuje się przede wszystkim samym pisaniem, nie mitologizuje swej pracy, nie buduje osobistej legendy. Pisanie nie jest wprawdzie zajęciem banalnym, lecz nie może być również powodem do przyznawania sobie jakichś specjalnych honorów. Nie służy także do fałszowania życia poprzez uwznioślenie, tak ważne dla poezji, dla niego zaś znaczące tyle, co odzieranie z prostoty, pozbawianie prawdopodobieństwa, odsyłanie tego, co bliskie i drogie, w rejony słabo zrozumiałej i kostycznej abstrakcji.

I dlatego, jak zauważa w "Wierszu dla Marty Podgórnik": "[...] w ogóle nie ciągnęło mnie do starszaków / Stanisław i Julian, Ryszard, Adam czy Krzysztof / to powinna być moja grupa a ja wolę się bawić / z Darkiem, Maćkiem, Tomkiem, Krzyśkiem i Martusią". Imiona, które stanowią aluzję do nowofalowej elity, brzmią zanadto poważnie, obco, odstręczająco. Dla odmiany imiona "maluchów", za którymi kryją się przecież świetni poeci, emanują ciepłem, bezpośredniością i obiecują zabawę mniej pretensjonalną. Ze słów: "a ja wolę się bawić", nie wynika bowiem, że starszaki się nie bawią. Oni jedynie nie chcą się bawić, im jedynie wydaje się, że to, co robią, nie jest zabawą, a - zapewne - zbawianiem świata.

Awantury lingwistyczne

Zamiast wielkiego spektaklu odgrywanego przez lirykę jako moralistykę albo metafizykę Zadura zaproponował lirykę jako konkret, który nie odsyła daleko poza siebie, niełatwo staje się symbolem, lecz jest wart uwagi. To samo dotyczy innych przejawów codzienności - ludzi spotkanych w drodze, utraconych czy zapomnianych, a w szczególności języka.

Zapisuje, jak najdosłowniej, rozmówki, urywki zdań, podsłuchane bon moty, rejestruje sceny i rodzajowe obrazki. Interesują go lingwistyczne mikroawantury, ceni rozmowę, za to źle odbiera debaty, nienawidzi traktowania języka jako narzędzia polityki i władzy, siłowych rozwiązań reklamy, nachalnych perswazji, panoszenia się różnych retoryk, słownych szwindli, mnogich i obowiązkowych emocji. Demaskuje je z szyderczym zapałem, jak w tekście z 15 kwietnia 2010 r.: "Poczęte w czas żałoby / przyjdą na ten świat / z czarną obwódką / pod biało-czerwonymi paznokietkami?". Według niego wolność jest być może odpornością na zaklęcia; "w pewnym wieku / wie się już / że rozpacz / to takie samo słowo / jak inne" - pisze w wierszu "już".

Od dandysa do czułego barbarzyńcy

W młodości zaliczano Zadurę do mentalnych starców niezdolnych do okazania troski otaczającej rzeczywistości, obojętnych na świat prawdziwych ludzi, do eskapistów i azylantów, szukających świętego spokoju w bibliotekach i muzeach. Tak przedstawił go Stanisław Barańczak w "Nieufnych i zadufanych" (1971), słynnym krytycznoliterackim manifeście Nowej Fali.

Młody Zadura zaczytywał się w klasycystach, ortodoksyjnych i umiarkowanych, głównie w Iwaszkiewiczu, lecz i Rymkiewicz był dla niego ważny. Gustował w eleganckim, chłodnym sonecie, polerował powierzchnie nienagannych form: "niechby się zawiązała w owoc światła rana / nim starość barki nasze zegnie i pochyli / odbita w stu zwierciadłach jedna góra szklana / trwać będzie niby pamięć o straconej chwili" ("Nad Słowackim").

Doskonalił sztukę dystansowania się od płynnej codzienności. Pielęgnował rozumiejące spojrzenie. Trzeba jednak uczciwie dodać, że nie była to cała jego twórczość z lat 60. i 70. Jeszcze przed debiutem Zadura napisał sporo wierszy dość podobnych do tego, co robi ostatnio, a potem w jego klasycyzmie dawało się wyczuć rodzaj stale obecnej arytmii, jakby pod spodem języka odbywały się akcje dywersyjne, które w końcu doprowadziły do rozmontowania dobrze działającego systemu. Jego ślady można dostrzec w liryce faktu, uprawianej przez Zadurę obecnie. Paradoks polega na tym, że w rezultacie tej przemiany dzisiaj z trudem nie pisze się o nim "młody polski poeta".

Joanna Orska w komentarzu do "Wierszy wybranych" nawiązuje do słynnego szkicu "Daj mu tam, gdzie go nie ma", w którym poeta wspomina pewien deblowy pojedynek w ping-ponga. Grali poeci, Piotr Sommer i Zadura, przeciwko sobie, mając do pary synów. W pewnym momencie Sommer wykrzyknął do swego partnera słowa (stały się tytułem owego szkicu) w niezgrabnym i jednocześnie genialnym skrócie mówiące o niespodziance, zaskoczeniu, suspensie, niewiedzy, nieprzygotowaniu jako zasadzie tej gry. Dzięki Zadurze stały się one mottem do poezji współczesnej.

Czułość - tak, rozczulenie - nie

Jednak czy poezja to naprawdę tylko gra, czyli coś nie w pełni poważnego?

Weźmy te wszystkie sceny literackie ("Burza" Szekspira) czy filmowe ("Siódma pieczęć" Bergmana), w których życie przypomina teatr, a śmierć jest nałogową szachistką. To właśnie dopiero gra obdarza nas podmiotowością i mobilizuje siły. Wiersz, który proponuje czytelnikowi rozegranie partii, daje mu powód i pole do aktywności, zmienia go z odbiorcy we współtwórcę, a czasami pomaga mu podzielić się doświadczeniem własnym lub skorzystać z cudzego. Tam, gdzie nie ma twoich myśli, uczuć, gdzie jeszcze nie zostałeś zaprowadzony przez wyświechtane konwencje, tam zaczyna się myślenie i przyspiesza tętno.

Nauka o wierszu otwartym udzielona poezji polskiej przez poetów amerykańskich, a wcześniej przez Różewicza, została przez Zadurę przyswojona w dwojaki sposób. Za własną przyjął możliwość pozostawienia wiersza w postaci niemal surowej, upodobnienia go do ready made ("Bóg, Honor, Ojczyzna // Widzew psy Legia kurwa Śląsk ponad wszystko"). Ale po swojemu zrealizował ideę uaktywnienia czytelnika. Najogólniej mówiąc, przybliżył do siebie, lecz nie uzależnił drugiego człowieka, pokazał go w detalach, usłyszał, zacytował, ze swoich wierszy uczynił pieśń niepospolitej przyjaźni, zaludnił je postaciami ze środowiska lub bohaterami na chwilę, z przypadku.

Zwłaszcza poematy zdają się sprawozdaniami z ludzkich stosunków: "Szliśmy we trzech, Henryk Bereza, mój syn i ja / i przy pawilonie 'Chemia' jakiś skretyniały staruszek // (w moim wieku) widząc, że zapalam papierosa, rzucił dobrodusznie / Dziś jest Międzynarodowy Dzień bez Papierosa" ("Noc poetów: Warszawa pisarzy").

Czułość nie prowadzi Zadury do rozczulenia. Przyjaźń - jak w filozofii Derridy - jest też odmianą polityki, stanem samotności, respektem dla niezrozumiałych przestrzeni rozciągających się między ludźmi, świadomością okropności społecznych instytucji. Poeta zwalcza horror odhumanizowania, ale ostrożnie dozuje najmocniejsze środki - zabójczą ironię, bezwzględne szyderstwo, jednoznaczną niechęć. Poezji musi bowiem wystarczyć empatii i wiary w solidarność, w której ramach przemycają się stare prawdy o przemijaniu i lęku.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':