http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Drogie dziatki, lenistwo to sztuka!

Dorota Jarecka
2012-01-10, ostatnia aktualizacja 2012-01-10 12:47

''S.Z.T.U.K.A.'', tekst Sebastian Cichocki, ilustracje Aleksandra i Daniel Mizielińscy, wyd. Dwie Siostry, Warszawa
''S.Z.T.U.K.A.'', tekst Sebastian Cichocki, ilustracje Aleksandra i Daniel Mizielińscy, wyd. Dwie Siostry, Warszawa
Fot. Dwie Siostry

"S.Z.T.U.K.A.", czyli "Szalenie Zajmujące Twory Utalentowanych i Krnąbrnych Artystów", to kolejny tytuł w nowatorskiej serii książek o współczesnej kulturze wizualnej, adresowanej do dzieci. Jest mądrze, pięknie, pomysłowo. I drogo

''S.Z.T.U.K.A.'', tekst Sebastian Cichocki, ilustracje Aleksandra i Daniel Mizielińscy, wyd. Dwie Siostry, Warszawa
Fot. Dwie Siostry
''S.Z.T.U.K.A.'', tekst Sebastian Cichocki, ilustracje Aleksandra i Daniel...
''S.Z.T.U.K.A.'', tekst Sebastian Cichocki, ilustracje Aleksandra i Daniel Mizielińscy, wyd. Dwie Siostry, Warszawa
Fot. Dwie Siostry
''S.Z.T.U.K.A.'', tekst Sebastian Cichocki, ilustracje Aleksandra i Daniel...
SERWISY
SONDAŻ
Jak wydawać książki dla dzieci?

Porządnie i ładnie, mimo że to musi kosztować
Przede wszystkim tanio, nawet kosztem atrakcyjności wizualnej. To nie powinny być książki dla bogatych
Ma być taniej i powinno tu wkroczyć państwo (zerowy VAT, granty, dotacje, może jakieś nowe rozwiązania)
Niech rządzi niewidzialna ręka rynku

"S.Z.T.U.K.A."
Tekst Sebastian Cichocki
Ilustracje Aleksandra i Daniel Mizielińscy
Dwie Siostry, Warszawa


"Okazało się, że sztuką może być wiele różnych, zaskakujących rzeczy i wydarzeń. Na przykład spacer, znaleziony na strychu przedmiot, audycja radiowa, dom przekrojony na pół, szkielet wieloryba czy nawet... nierobienie niczego". Czytam i nie mogę uwierzyć. Ale mam tę książkę dla dzieci w ręku i jednak uwierzyć muszę. Sztuka konceptualna trafiła pod nasze strzechy z blachodachówki. Opowieść Sebastiana Cichockiego, na co dzień krytyka sztuki i kuratora w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, jest lekka, zabawna, napisana z polotem. O najtrudniejszych sprawach opowiada tak, że dziecko się zainteresuje, a i dorosły czegoś nowego się dowie. Wyzwanie było duże, bo nie chodziło o klasykę nowoczesności, ale o prace współczesne, powstające od lat 60. do dziś.

Cichocki mówi więc o tym, jak Christo i Jeanne-Claude opakowują ogromne budynki, o "Spiralnej grobli" Roberta Smithsona usypanej na Jeziorze Słonym w Utah, o tym jak Joseph Beuys w trakcie swego performance'u w Nowym Jorku rozmawiał z kojotem, i o tym, że sztuka współczesna niekoniecznie służy do oglądania. Np. laureatka nagrody Turnera Susan Philipsz tworzy wyłącznie dźwiękowe instalacje. Cichocki prowadzi nas jedną ze ścieżek sztuki najnowszej - tą wynikającą z tradycji awangardy i kontestacji. Stąd nie ma tu ani Maurizio Cattelana, ani Damiena Hirsta. I bardzo dobrze. W wyborze artystów widać światopogląd autora. A opowieść o 51 artystach w tyluż krótkich rozdziałach jest doskonale spleciona z narracją wizualną Aleksandry i Daniela Mizielińskich.

To już czwarta książka dla dzieci o współczesnej kulturze wizualnej z serii wydawanej przez Dwie Siostry. Pierwszy był "D.O.M.E.K.", czyli "Doskonałe Okazy Małych i Efektownych Konstrukcji" (2008), zaprojektowany i napisany przez Mizielińskich. Pomysł był autorski i szalenie prosty, co zresztą najczęściej decyduje o sukcesie. To była opowieść o współczesnej architekturze pokazująca 35 przykładów zbudowanych ostatnio nowatorskich budynków mieszkalnych: od domu z zasłonami zamiast ścian Shigeru Bana, poprzez dom z ruchomą podłogą Rema Koolhaasa, aż do "Pojazdu dla bezdomnych" Krzysztofa Wodiczki, który też jest przecież swego rodzaju mieszkaniem, choć przenośnym. I tylko prototypem. Nie szkodzi. Książka miała pokazywać różnorodność architektury i fantazję jej twórców. Jak powiedziała mi Ewa Stiasny z wydawnictwa Dwie Siostry, sprzedało się już ponad 10 tys. egzemplarzy. O tej popularności zadecydował nie tylko tekst, ale i koncepcja graficzna. Każdy "domek" zamiast zdjęć ma swoją opowieść rysunkową, równie zabawną i skrótową jak tekst, silnie działającą na wyobraźnię.

Potem były "D.E.S.I.G.N.", czyli "Domowy Elementarz Sprzętów i Gratów Niecodziennych" (2010), też projektu Mizielińskich z tekstem Ewy Solarz; "M.O.D.A.", czyli "Metki, Obcasy, Dżinsy, Adidasy" (2011), z tekstem Katarzyny Świeżak i rysunkami Katarzyny Boguckiej, a wreszcie "S.Z.T.U.K.A.", która od debiutu w księgarniach na początku grudnia 2011 r. sprzedała się już w 3 tys. egzemplarzy, choć w ostatniej chwili jej dystrybucji odmówił Empik. - Właśnie robimy dodruk - powiedziała Stiasny.

Ewenementem jest także powodzenie serii za granicą. Okazuje się, że już nie tylko polskie wydawnictwa kupują sprawdzone zagraniczne serie książek dla dzieci, które łączą świetną literaturę z oryginalną, bez trudu rozpoznawalną ilustracją, takie jak seria o Misiu i Tygrysku z tekstem i ilustracjami Janoscha czy książeczki holenderskiej autorki Annie M.G. Schmidt "Julek i Julka" z czarno-białymi, uwodzącymi humorem i lekkością obrazkami holenderskiej graficzki Fiep Westendorp. Nas także kupują na świecie. "D.O.M.E.K." i "D.E.S.I.G.N." ukazały się już Niemczech, "D.E.S.I.G.N." we Francji, a "D.O.M.E.K." niedługo zadebiutuje w USA.

Dla wydawnictwa i autorów to wielki sukces. Dzieci, które dostaną książkę, mogą być zadowolone, ja na ich miejscu skakałabym pod sufit. Trochę gorzej z rodzicami, bo dla niektórych problemem może być cena ("S.Z.T.U.K.A." kosztuje 45 złotych). Nie jest to cena zaporowa, skoro książki tej serii tak świetnie się rozchodzą, choć Stiasny zdaje sobie sprawę z tego, że kupują je lepiej sytuowani. Druk książki barwnej, pomysłowej, plastycznie dopracowanej nie może być tani.

To także rezultat o procesu, który się toczy w Polsce od kilku lat - podnoszenia się atrakcyjności wizualnej książek. Razem z nią, naturalnie, podnosi się cena. To ciekawe zjawisko - kultura sama w sobie jest coraz mniej elitarna, demokratyzuje się niejako od środka - przypomnijmy nastawione na partycypację społeczną akcje artystyczne Pawła Althamera, w których zapraszał swoich sąsiadów w złotych strojach do podróży po świecie, czy Katarzyny Kozyry, gdzie każdy mógł wziąć udział w castingu do filmu. A jednocześnie staje się niszowa w samym procesie dystrybucji, który musi być i jest siłą rzeczy rynkowy. Na przykładzie tej serii widać ten paradoks szczególnie, właśnie dlatego że jest edukacyjna, a więc najbardziej potrzebna tym, których na nią nie stać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':