W podziemiach przy Dworcu Śródmieście kupiłem książkę Jerzego Pilcha "Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym". Centralny, jakby ktoś nie wiedział, jest tuż obok, podobnie jak ulubiony przez pisarza Pałac Kultury (wejście od Emilii Plater). Ze śródmiejskiego dworca wszędzie zresztą blisko - na rondo ONZ, Świętokrzyską, Nowy Świat, Miedzianą, gdzie kiedyś mieściła się "Polityka", a nawet na Słupecką, gdzie redakcja jakiś czas temu się przeniosła. Wszędzie to akurat w tym wypadku znaczy: wszędzie tam, gdzie chadzał po Warszawie Pilch, by to później w felietonach opisać. To znaczy nie twierdzę, że chadzał tam wyłącznie w celu zbierania tematów do felietonów, ale tak mu jakoś wyszło, że zbierał głównie w tych miejscach. Dowodem - nowa książka, choć ci, którzy czytają "Politykę", dowody poznali już wcześniej.
Jak wielbiciel Joyce'a
No więc kupowałem "Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym" na Śródmieściu, bo tak sobie wykombinowałem, że fajnie jest się przejść śladami pisarza, a on to miejsce wielokrotnie w swoich tekstach wspominał. Postanowiłem w ten sposób pogłębić swoje związki z twórczością Pilcha, tak jak robią to wielbiciele Joyce'a, którzy chodzą w Dublinie po śladach Leopolda Blooma. Zaraz, zaraz, ktoś powie, Bloom to fikcyjny bohater literacki, a Pilch - autentyczny felietonista. Niby tak. Tyle że po lekturze "Upadku..." różnica pomiędzy nimi nie jest taka oczywista. Ale, wracając do tematu, to wszystko jakoś mi pasowało - i Centralny, i Nowy Świat, i Pałac Kultury, a tym bardziej redakcje; są to miejsca literacko i felietonistycznie płodne, mające obfitą literaturę przedmiotu, że się tak wyrażę. Ale Dworzec Śródmieście?
Proszę państwa, jeśli ktoś nie był na Dworcu Warszawa Śródmieście, to powinien zrobić wszystko, żeby tak już zostało na wieki. Takich miejsc lepiej unikać w dzień, o wieczorze nie wspominając. Nie znam tutejszej statystyki przestępstw, ale na oko musi być wysoka. I nie chodzi o podróżnych, którzy wyglądają jak wszyscy podróżni w podmiejskich pociągach całego kraju, lecz o miejsce. Takie brudne, ciemne, śmierdzące zaułki - kiedyś powiedziano by: zaplute - muszą przyciągać okolicznych meneli i przestępców.
Co zatem przyciąga tu Pilcha? - zadawałem sobie pytanie, kupując książkę. Sprzedawca miał na ten temat pewną wiedzę, którą się ze mną podzielił.
- Pan sobie wyobrazi - zagaił - że ten autor często tu przychodzi i książki kupuje. Dobry klient, nie powiem, ale nie mogłem się temu nadziwić, bo przecież mógłby iść do empiku na przykład, a on do mnie. To go wreszcie zapytałem i wie pan, co mi odpowiedział? Nie zgadnie pan. Że jemu się tu podoba. Myślałby kto, że to ładne miejsce. Jak pan poczyta te jego felietony, to się pan dopiero zdziwi, jak jemu się ta nasza Warszawa podoba. A już Pałac Kultury to najbardziej. Manifestacje lubi sobie pooglądać z bliska. To pewnie przez to, że w Krakowie - bo wie pan, że on stamtąd - chłopi nie łażą wte i wewte po rynku. A u nas owszem, łażą po centrum.
Ale powiem panu, że pisać to chłop umie. Na przykład o tym gościu, co wyrżnął głową w schody na Centralnym, to ja przy tym byłem, a on nie, ale sam bym lepiej tego nie opisał. Jak o tym panu Jureczkowi mówiłem, to aż podskoczył z wrażenia i powiedział, że zrobi z tego felieton. Albo o piłce nożnej - długo dyskutowaliśmy o tym wypadku na greckim promie i podobieństwie tej sytuacji do "Latarnika" Sienkiewicza. No i, powiem panu, o swojej rodzinie bardzo ciekawe rzeczy pisze. Ale powiedział mi w tajemnicy, że trochę zmyśla.
O Tischnerze też pięknie napisał. Powiem panu, że poznałem księdza Tischnera, jak jeszcze książki sprzedawałem na Świętokrzyskiej jako bukinista.
Sprzedawca dalej mówił, ale już nie słuchałem. Już wiedziałem, co tak ciągnie Pilcha w podziemie Dworca Śródmieście - Duch Opowieści, którego można spotkać wszędzie. Wystarczy wiedzieć, jak go szukać. A Jerzy Pilch wie.
Felietonista złagodniał
Bo też, powiedzmy szczerze, jego felietony z "Polityki" z ostatnich trzech lat, zebrane w "Upadku człowieka...", to nie tylko, jak pisze we wstępie, "książka osobista w większym stopniu niż się zdaje", to literatura - w większym stopniu niż się zdaje. Dla Pilchowej felietonistyki przeprowadzka do Warszawy, dzięki której, jak mówi, zdobył "nowy punkt obserwacyjny z widokiem na nowy świat przedstawiony", to był łyk świeżego powietrza. To prawda, że czasem można odnieść wrażenie, że pisarz jakby jeszcze nie do końca się w stolicy zadomowił, że jest po trosze turystą. Ale jego poznawanie tego miasta i ludzi dało kilkanaście świetnych tekstów, bo w Warszawie tchnie inny Duch Opowieści niż w Krakowie.
Oczywiście wracają w nowych felietonach stare tematy: rodzinna mitologia z Wisły rodem czy piłka nożna, co do której podzielam zdanie pisarza, że jest sprawą bardzo poważną. Uderza jednak, że Pilch, znany z ostrego pióra, wyraźnie złagodniał. Prawie nie ma w jego nowej książce bieżących połajanek i prowokacji. Choć kiedy się czyta felietony na temat Tomasza Burka, Ryszarda Legutki, a zwłaszcza publicysty "Życia" Pawła Paliwody ("Ciastko z pianą"), to człowiek się cieszy, że nie znalazł się na jego linii strzału. Ale takie teksty można policzyć na palcach jednej ręki.
Nowe felietony to rzeczywiście rodzaj dziennika "w porywach intymnego". Dlatego Jerzy Pilch pisze tyle o sadowieniu się w nowym miejscu, rozmyśla o ważnych dla siebie pisarzach (Iwaszkiewicz, Schulz, Płatonow, Gombrowicz) czy bardziej ogólnie - o roli twórczości i artysty.
Autor powieści "Pod Mocnym Aniołem" nagrodzonej NIKE 2001 w swoich felietonach zawsze balansował pomiędzy tekstem dziennikarskim (bo to w końcu taka forma) i literackim. W tej książce znalazł się jednak zdecydowanie po stronie literatury, podobnie jak w świetnej "Bezpowrotnie utraconej leworęczności".
Dlatego większość felietonów w "Upadku człowieka pod Dworcem Centralnym" to nie felietony sensu stricto, lecz prozatorskie miniatury albo krótkie eseje. I dobrze. Muszę się zgodzić ze sprzedawcą z Dworca Śródmieście: pisać to chłop umie. Mógłbym też podeprzeć się opinią księdza Tischnera (wspólnego znajomego sprzedawcy i Jerzego Pilcha) z felietonu "Mgła nad Łopuszną": "Wy mi się, kurwa, lutrze czy kalwinie, coraz bardziej podobacie".
Jerzy Pilch "Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 278