Co się wydaje Paweł Kozacki OP, były naczelny dominikańskiego miesięcznika, nie zwala całej winy na wrogi świat, choć sporo jej widzi w "światowych" mediach (czy nie za dużo, nie będę się tu kłócił). Zajmuje się przyczynami braku kleryków, także w Polsce. Są różne, wymienia też dwie rzadko widziane:
Radio Maryja i religia w szkole.
"Ważnym powodem, dla którego zmniejszyła się liczba powołań, jest niewątpliwie klimat społeczny i kulturowy kształtowany przez środki społecznego przekazu. Nie trzeba znać tytułów antyklerykalnych gazet czy rozgłośni, by stwierdzić, że przedstawiany w nich ksiądz to nudny kaznodzieja, beznadziejny moralista, człowiek nienowoczesny, niepasujący do naszych czasów. Jeśli ten obraz znajdzie swoje potwierdzenie w spotkaniu z nijakim duchownym, który nie potrafi rozmawiać ani z ludźmi o Bogu, ani z Bogiem o ludziach, to nie trzeba już wiele, by młody człowiek zniechęcił się do kapłaństwa i Kościoła. Ten niekorzystny obraz pogłębiają wybuchające co jakiś czas afery z udziałem duchownych, zawsze starannie odnotowywane przez media, a nieudolnie komentowane przez hierarchów.
Co gorsza, najpotężniejsze medium elektroniczne, które nosi etykietkę «katolickie », czyli Radio Maryja, jest w swoim przekazie wrogie nowoczesnemu światu, zgorzkniałe wobec zmian, które się w Polsce dokonały, podejrzliwe wobec wartości oferowanych przez społeczeństwa zachodnie. Tym samym potwierdza ono stereotyp, że Kościół i świat stoją na przeciwstawnych biegunach. Tymczasem media pokazują inne drogi rozwoju człowieka, które dają wymierne korzyści, takie jak pieniądze, satysfakcja z wykonywanej pracy, kompetencja, uznanie społeczne. Na takim tle droga powołania wygląda naprawdę szaro i mizernie. Świat się rozwija, zaprasza do dynamicznej przyszłości, a Kościół jawi się jako instytucja, może nawet zasłużona i czcigodna, ale odchodząca w przeszłość. Nie ma nic ciekawego do zaoferowania dzisiejszym pokoleniom oprócz obrony tego, co było ważne w pokoleniu kombatantów II wojny światowej i skłóconych pogrobowców Solidarności. (...)
Nie pamiętam też, bym od któregokolwiek z braci wstępujących do naszego zakonu usłyszał, że marzy on o roli katechety. Nie jest to wina katechetów, ale sytuacji w szkołach, w których jedynym pragnieniem wielu kapłanów jest przetrwanie do dzwonka kończącego lekcje, a nie głoszenie przesłania Ewangelii, mówienie o osobistym spotkaniu ze Zmartwychwstałym i wyjaśnianie, czym jest życie w Duchu Świętym. Patrząc realnie, a nie idealnie, nawet jeśli katecheta ma twardą rękę i potrafi ujarzmić młodzież, może wyegzekwować od niej porcję wiedzy o prawdach wiary, etyce i wartościach chrześcijańskich, ale ma niewielkie szanse, by wprowadzić uczniów w umiłowanie słowa Bożego czy życie Eucharystią, zaangażowanie w działalność wspólnot czy posługę na rzecz potrzebujących".
Święte słowa Jegomości!