Są w tym podobni do propagatorów całkowitego zakazu aborcji i eutanazji też dowodzących bezwzględnej niedopuszczalności takich praktyk oraz domagających się kar dla tych, którzy w jakikolwiek sposób by ten zakaz złamali. Jednych i drugich łączy nieczułość na skomplikowane dylematy moralne ludzkiego życia indywidualnego i zbiorowego.
Pryncypialista ma skłonność zgodzić się, by świat cały zginął, byle reguły nie zostały złamane, a zasady pozostały nienaruszone . Autor moralnego imperatywu kategorycznego Immanuel Kant twierdził, że formalna czystość zasad wymaga, by zawsze i wszędzie mówić prawdę. Benjamin Constant zwrócił uwagę, że oznacza to ujawnienie kryjówki ofiary ścigającemu ją prześladowcy. Kant pozostał niewzruszony, bo wszelkie łamanie reguł uważał za rujnujące dla moralnego i społecznego ładu.
Leszek Kołakowski zauważył, że w zgodzie z tak pryncypialnie rozumianym dogmatem prawdomówności należało ujawniać miejsce ukrycia Żydów poszukującym ich gestapowcom.
Współczesna badaczka Sissela Bok w swej książce poświęconej kłamstwu wskazała kilkanaście rodzajów i form okłamywania nie tylko dozwolonego, ale wręcz wskazanego - począwszy od nieszczerych, lecz uprzejmych towarzyskich powitań i komplementów ("miło cię widzieć", "świetnie wyglądasz"), a kończąc na ratowaniu w warunkach wojennych całych społeczeństw przez nieprawdziwe przedstawianie im sytuacji (służące podtrzymaniu morale, którego upadek mógłby spowodować lub przyspieszyć klęskę militarną).
Mieszczą się w tym zestawie także pokrętne i pełne uników sposoby prowadzenia rozmów z osobami nieuleczalnie chorymi, które trzeba jakoś pocieszać i podnosić na duchu, nie całkiem prawdziwie przedstawiając im ich stan i perspektywy jego rozwoju ("kłamstwa terapeutyczne"). Ale pryncypialiści wiedzą i czynią swoje. Ludzie mogą cierpieć i ginąć, byle prawda zwyciężyła (bo przecież "prawda nas wyzwoli", jak brzmi motto niektórych pracowników
IPN i zwolenników lustracji).
Nakaz prawdomówności nie jest najwyższą normą moralną. Tę stanowi warunek ochrony życia, z którym prawdomówność niekiedy - jak widzimy - popada w kolizję. Ale i sama reguła "nie zabijaj" też nie może być traktowana bezwyjątkowo. Maria Ossowska w swym przeglądzie norm moralnych zanalizowała siedem dyskutowalnych wyjątków dopuszczających pozbawienie życia, wśród których są ewidentne, jak np. zabicie napastnika w obronie własnej, ale też i wysoce kontrowersyjne, jak niektóre przypadki aborcji (na życzenie kobiety) i eutanazji (pozbawianie człowieka życia bez jego woli).
Pryncypialni pacyfiści i antyaborcjoniści są jednak niewzruszeni. Ci pierwsi gotowi byliby w imię nienaruszalności swoich zasad poddać świat dyktatorom i terrorystom, więc stanowczo potępiają zgładzenie ben Ladena, ci drudzy nakazują ciężarnym kobietom znosić każdy ból i cierpienie, byle nienaruszona pozostała zygota zagnieżdżona w ich ciele. Doktrynalni przeciwnicy eutanazji każą ludziom umierać w bólu i cierpieniu, nie podając nawet żadnego powodu takiego poświęcenia, poza domniemaną (przez nich) wolą boską.
Tortury to rzecz okropna, nawet jeśli nie prowadzą do śmierci czy choćby trwałego okaleczenia delikwenta. Można jednak przywołać znane nie tylko teoretykom przypadki pochwyconego kidnapera czy terrorysty, którzy nie chcą ujawnić miejsca przetrzymywania porwanego dziecka czy podłożenia bomby, by zawahać się co do bezwzględności zakazu tortur stosowanych w celu wydobycia zeznań.
Zwłaszcza gdyby chodziło o własne dziecko, a bomba została podłożona w naszym mieście. Niekiedy wobec łotrów i złoczyńców trzeba się posłużyć metodami, którymi się brzydzimy, aby uratować niewinne ludzkie życie. A współcześni terroryści przeważnie zabijają niewinnych ludzi, i to masowo.
Moralni pryncypialiści mogą bronić bezwzględności głoszonych przez siebie zasad poprzez zawężenie zakresu ich znaczenia, a więc i obowiązywania. Tak robią niektórzy z nich, ograniczając użycie słowa "kłamstwo" tylko do przypadków świadomego oszukiwania w złej wierze, "zabójstwo" do morderstwa z premedytacją, a "przemoc" do dręczenia bez powodu. Ale inni wręcz przeciwnie - rozszerzają obowiązywalność swych dogmatów poza granice sensownego rozumienia.
Wielu antyaborcjonistów pod miano "aborcji" podciąga techniki zapłodnienia in vitro, a dogmatyczni przeciwnicy tortur określają tym słowem puszczanie więźniom głośnej muzyki, przesłuchiwanie ich w obecności psa lub wręcz sadzanie im na kolanach kobiet (co ma być ponoć straszną torturą psychiczną dla prawowiernego muzułmanina). W ten sposób nie umacniają, ale kompromitują zasady przez siebie pryncypialnie głoszone i bronione.
To wszystko nie oznacza, że należy w ogóle odrzucić zakazy zabijania, torturowania czy okłamywania ludzi lub pozwolić na nieograniczone stosowanie aborcji lub eutanazji. Z pewnością świat, w którym każdy każdego może zabić, torturować czy okłamywać byłby straszny i nieludzki. Ale świat, w którym nikt nikogo nigdy nie może zabić, torturować czy okłamać (a więc wszyscy wszystkim zawsze mówią prawdę) też byłby trudny do zniesienia, o ile by w ogóle przetrwał.
Odrzucenie moralnego pryncypializmu, dogmatyzmu i doktrynerstwa nie jest równoznaczne z odrzuceniem wszelkich zasad, reguł i norm moralnych. Jednak przysparzanie dobra, a zwłaszcza zapobieganie złu, wymaga niekiedy stosowania metod i środków przykrych, a nawet brutalnych (gwałtowne szarpnięcie przechodnia niebacznie wkraczającego na jezdnię pod pędzący
samochód, choćby i kończące się zwichnięciem ręki czy połamaniem żeber, ale ratujące mu życie). Doktrynalne i pryncypialne zakazy naruszania nietykalności cielesnej, stosowania przemocy czy używania siły mogą przysparzać wielu nieszczęść i krzywd, choć deklaratywnie miałyby przed nimi chronić.
*Janusz A. Majcherek jest profesorem w Instytucie Filozofii i Socjologii krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego. Wkrótce ukaże się jego książka "Etyka powinności"