http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie warto sięgać po polityków SLD

Agata Nowakowska
2011-05-18, ostatnia aktualizacja 2011-05-18 17:19

Transfer posła SLD Bartosza Arłukowicza, zapewne lokalnie wzmocni PO w Szczecinie, ale raczej dlatego, że jest on postacią lubianą, a nie dlatego, że Platformie uda się kogoś przekonać, że właśnie przesuwa się w lewo. Inne transfery z lewicowego ogródka mogą już wcale nie przełożyć się na wynik wyborczy Platformy

Agata Nowakowska
fot. AG
Agata Nowakowska
Premier Donald Tusk i poseł Bartosz Arłukowicz ogłaszają wspólnie podjęcie współpracy
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Premier Donald Tusk i poseł Bartosz Arłukowicz ogłaszają wspólnie podjęcie...
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Kto ma rację w sprawie politycznych transferów Platformy?

Wojciech Szacki (nie warto sięgać po polityków PJN)
Agata Nowakowska (nie warto sięgać po polityków SLD)

W najbliższych wyborach sympatycy lewicy mogą obstawić koalicję PO z SLD. Do tego jest im potrzebna słabsza Platforma i mocniejszy Sojusz Lewicy Demokratycznej. Głosowanie na Sojusz wzmocni jego pozycję w ewentualnej przyszłej koalicji z Platformą. Dlatego sięganie po polityków lewicy przez Platformę wcale nie musi być skuteczne, czyli raczej nie poprawi znacząco notowań partii Donalda Tuska.

W 2007 r. PO udało się pozyskać wyborców lewicowych, którym bliżej było do SLD, ale którzy w obawie przed recydywą rządów PiS, zagłosowali, nawet wbrew sobie, na Platformę. Strach był tak silny, że nawet etykietka liberałów nie odstraszyła części wyborców, we wcześniejszych wyborach związanych z Sojuszem. Z politycznej układanki wynikało, że głos na SLD, jest tak naprawdę wsparciem PiS.

Dzisiaj ci lewicowi wyborcy mogą kalkulować tak: nie głosując na PO, mogę sprawić, że Donald Tusk będzie musiał rozszerzyć koalicję z PSL-em, dokooptowując Sojusz. Oczywiście w grę wchodzi ten elektorat, który wyklucza PiS z potencjalnych koalicjantów SLD, bo tylko taki mógł poprzeć w 2007 r. Platformę.

Zatem dla kogoś, komu podoba się liberalizm w sprawach światopoglądowych, a w sprawach społeczno-gospodarczych chciałby silnej, redystrybucyjnej roli państwa, głosowanie na Sojusz jest jak najbardziej racjonalne. Zwłaszcza że wiele spraw ważnych dla tego elektoratu Platforma zawiesiła na kołku, np. wciąż nierozstrzygnięta pozostaje sprawa in vitro i finansowania go przez państwo.

Stąd głośny i medialny transfer posła SLD Bartosza Arłukowicza, który został właśnie pełnomocnikiem rządu, zapewne lokalnie wzmocni PO w Szczecinie - tu będzie kandydował Arłukowicz - ale raczej dlatego, że jest on postacią lubianą, nawet celebrytą (część osób pamięta go z TVN-owskiego programu "Agent"), a nie dlatego, że Platformie uda się kogoś przekonać, że właśnie przesuwa się w lewo.

Inne transfery z lewicowego ogródka mogą już wcale nie przełożyć się na wynik wyborczy Platformy, zwłaszcza że poza Ryszardem Kaliszem pozostali działacze SLD, SdPl czy Unii Pracy nie są tak rozpoznawalni. A poparcie takich osób jak np. Izabella Sierakowska na senatora w Lublinie wręcz może PO zaszkodzić. Jej bardzo lewicowe poglądy mogą odstraszyć liberalnych gospodarczo wyborców PO. A to i tak poobijany elektorat po tym, gdy rząd PO zmniejszył składkę do OFE.

Niewykluczone, że z punktu widzenia PO bardziej skuteczne byłoby skaptowanie polityków Polska Jest Najważniejsza. Nie wierzę, że ugrupowanie Joanny Kluzik-Rostkowskiej samodzielnie wystartuje w jesiennych wyborach. PJN nie ma pieniędzy na kampanię, a jej notowania spadły ostatnio do 1-2 proc. To ci wyborcy, którzy podobnie jak politycy PJN odwrócili się od PiS-u, i teraz znaleźli się na lodzie. Oni mogliby przewędrować za Kluzik i Pawłem Poncyljuszem do Platformy. Choć i to rozwiązanie ma swoje minusy, bo wzięcie na pokład kolejnych konserwatywnych polityków, i to po tym gdy z partii odszedł Janusz Palikot, mogłoby wzmocnić konserwatywny wizerunek PO.

Na razie PJN podbija swoją cenę, twierdząc, że wystartuje samodzielnie. Najwyraźniej czeka, kto zaoferuje więcej: PO czy PSL. Chodzi o to, by cała piętnastka posłów PJN znalazła się na listach, i to na w miarę dobrych miejscach. Liderzy czują się odpowiedzialni za tych mniej znanych polityków, których namówili do zaryzykowania i odejścia z PiS.

Jest spora szansa, że to jednak PSL wygra walkę o duszyczki PJN. Dla ludowców to łakomy kąsek: są popularni na wsi, ale już nie w dużych miastach. Wystawiając w nich PJN-owców, mogliby urwać jakieś mandaty np. w Katowicach (Kluzik) czy Warszawie (Poncyljusz).

W interesie Platformy jest, by PSL wszedł do Sejmu i do przyszłego rządu, a im więcej miejsc wywalczy, tym mniejsze prawdopodobieństwo dobierania do rządu SLD. Minus jest taki, że to byłaby tak naprawdę koalicja trzech partii: PO, PSL i PJN. A to zawsze więcej chętnych na ministerialne posady.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':