http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pomoc to nie darowizna

Rozmawiała Anna Wacławik-Orpik, Radio TOK FM
2011-05-05, ostatnia aktualizacja 2011-05-05 13:24

Trzeba zadać sobie pytanie: co się dzieje, że przez dziesięć lat ktoś nie nauczył się żyć samodzielnie? - mówi Michał Boni, szef doradców premiera

28 kwietnia, Sejm. Michał Boni (oparty na łokciu). Głosowania nad wotum nieufności wobec ministrów Rostowskiego i Grada
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
28 kwietnia, Sejm. Michał Boni (oparty na łokciu). Głosowania nad wotum...
Anna Wacławik-Orpik, Radio TOK FM: Wie pan, że wypłacenie 50 zł zasiłku kosztuje państwo 100 zł?

Michał Boni: To wynik tego, że ciągle mamy za dużo biurokracji. Dopiero niedawno udało nam się przekonać resort pomocy społecznej, żeby ubiegający się o wsparcie nie musieli przedstawiać pliku zaświadczeń i że wystarczą oświadczenia.

System pomocy społecznej, który działa od 20 lat, wymaga radykalnego przeglądu. W jego ocenie powinno się brać pod uwagę efektywność i skuteczność.

80 proc. osób, które korzystają w Polsce z pomocy społecznej, bierze zasiłek od ponad dziesięciu lat. Są takie miejsca, na przykład Kętrzyn, gdzie prawie 80 proc. mieszkańców żyje z pomocy społecznej. To chyba nie jest skuteczny system...

- Mam wątpliwości, czy ten system umie wydobywać człowieka z różnych życiowych opresji i pomaga w usamodzielnianiu. Wszyscy w Polsce lokalnej wiedzą, jak jest naprawdę, tylko z punktu widzenia centralnego państwa ciągle udajemy, że tego nie widzimy.

Miesięczny koszt pobytu dziecka w domu dziecka to średnio 4 tys. zł, a przecież wiadomo, że domy dziecka produkują sieroty społeczne. Gdyby połowę tej sumy przeznaczyć dla rodziny biologicznej - nie w postaci zasiłku, ale w różnych formach sensownego wsparcia - efekty byłyby lepsze.

- Mamy ustawę o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej [przyjętą przez Sejm 28 kwietnia], która zmienia ten model. Oby udało się ją wdrożyć.

Ale błędem jest myślenie, że z wprowadzeniem ustawy kłopoty się skończą. Jedną z najsłabszych rzeczy w polskim systemie polityki społecznej jest wiara w to, że ustawy rozwiązują realne problemy. Potrzebni są ludzie, ich umiejętności, trafność podejmowanych decyzji, umiejętność nawiązywania kontaktu - realna praca z rodziną.

Kwestionariusz wywiadu środowiskowego liczy 18 stron. Czy to jest naprawdę potrzebne?

Wiadomo już, że nie jest.

- OK, tylko proszę pamiętać, z czego to się brało: do 1989 r. korzystanie z pomocy społecznej nie było prawem. Było pewnego rodzaju darowizną, jaką władza mogła dać, jeśli ktoś o nią wystąpił. Po 1989 r. zasady przyznawania pomocy zostały unormowane, ale panowało wtedy przekonanie, że ludzie mogą oszukiwać. I były ku temu powody. Niektórzy do dziś pamiętają, jak mercedesem podjeżdżano wtedy po zasiłek z pomocy społecznej.

Teraz nie ma już tak drastycznych zjawisk. Jeśli zdarzają się wyłudzenia, to ich skala jest o wiele mniejsza. A brak zaufania do obywatela jest cały czas wpisany w polskie prawo.

Urzędnik albo instytucja, którzy pomaga człowiekowi, nie powinni go kontrolować. U nas się tak dzieje, dlatego między innymi pomoc nie jest skuteczna.

- Pomoc materialna dla potrzebującego powinna wiązać się z realizacją określonych warunków. Na przykład: matka dostanie pomoc, jeśli przypilnuje, żeby jej dziecko chodziło do szkoły. Na świecie nazywa się to kontraktowaniem, czyli warunkowaniem pomocy społecznej. Chodzi o zmianę życiowych nawyków klienta, a nie tylko bezrefleksyjne dawanie pieniędzy.

Bo problemem ludzi nie jest tylko ubóstwo, ale również - na różne sposoby i z wielu powodów - wykluczenia ze społeczeństwa. Na przykład ktoś nie może znaleźć sobie pracy. Dlaczego? Bo nie umie budować relacji międzyludzkich. Można mu dawać pieniądze przez dziesięć lat lub pomóc mu zdefiniować słabości i rozbudzać w nim potencjał.

Dawniej tylko dawano pieniądze, bo chodziło o wyrównywanie dochodów. A we współcześnie definiowanej pomocy społecznej chodzi o to, żeby zmienić czyjąś sytuację życiową, zachęcić do tego, żeby był odpowiedzialny za siebie. Pomoc społeczna powinna sobie zadać pytanie: Co się dzieje, że przez dziesięć lat ktoś nie nauczył się żyć samodzielnie? Wyłącznie dając pieniądze, uzależniamy potrzebującego od różnego rodzaju pomocy.

To tak jak w polityce wobec osób niepełnosprawnych. Albo będziemy takich ludzi traktować jak osoby z deficytem, albo stwierdzimy, że mają również potencjał, i zaczniemy go rozwijać. Przy współczesnych technologiach osoby z niepełnosprawnością, czy to fizyczną, czy intelektualną, mogą wykonywać bardzo dużo różnych zawodów.

Sens współczesnej polityki społecznej polega na tym, by godzić wsparcie dochodowe z rozwojowym, takim, które przywraca wykluczonego społeczeństwu.

Jednym z ważniejszych celów ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej jest stworzenie nowego modelu pomagania i wprowadzenie "asystenta rodziny", osoby spoza systemu społecznego, która będzie pomagała rodzinie, zanim ta popadnie w kłopoty i na przykład straci dzieci. Jednak środowisko pomocy społecznej broni się przed tą zmianą. Czy nie powinniśmy odebrać pomocy społecznej tych zadań, zostawić jej wypłacania zasiłków, a pomaganie oddać ludziom, którzy naprawdę się na tym znają?

- Uważam, że część usług dobra publicznego powinna być realizowana na przykład przez organizacje pozarządowe, które robią to fantastycznie. Mają lepsze kompetencje i pasję w pomaganiu niż administracja samorządowa czy jakakolwiek inna.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 2
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':