http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Trzeba wymyślić miasto na nowo

Rozmawiał Michał Wybieralski, Poznań
2011-04-19, ostatnia aktualizacja 2011-04-19 14:46

Miasta europejskie nie mają już tradycyjnego przemysłu, który przeniósł się do Azji i Afryki. W ten sposób Europa straciła napęd gospodarczy - mówi dr Krzysztof Nawratek*

17 października 2007 r. Hiszpania, Bilbao, Muzeum Guggenheima. Francuski artysta Daniel Buren w dziesiątą rocznicę otwarcia muzeum pokolorował znajdujący się w pobliżu most La Salve
Fot. RAFA RIVAS EAST NEWS/AFP
17 października 2007 r. Hiszpania, Bilbao, Muzeum Guggenheima. Francuski...
ZOBACZ TAKŻE
Michał Wybieralski: Czy istnieje miasto idealne, przyjazne ludziom i środowisku? Możemy je zaplanować i zbudować?

Krzysztof Nawratek: Myślę, że nie. Najsłynniejszym takim pomysłem jest Masdar zaprojektowane przez Normana Fostera, które powstaje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ma być w pełni ekologiczne, fajnie wygląda, ale to utopia dla bogaczy. Koszty mieszkania tam będą bardzo wysokie; to tylko wyrafinowana forma zamkniętych osiedli. Nie ma żadnych gwarancji, że takie sztuczne miasto się przyjmie.

Jeśli miasta idealnego nie można zaplanować, to może ono samo powstanie na bazie istniejących miast? Zorganizują się one tak, by odpowiadać na potrzeby mieszkańców?

- Są takie koncepcje, by nie ingerować w miasto, pozwolić mu samemu narastać i organizować się. Ale jeśli nie kontrolujemy rozwoju miasta, prowadzi to do powstawania slumsów. Sztandarowym przykładem takiego zjawiska jest nigeryjskie Lagos, które zbadał i sfilmował holenderski architekt Rem Koolhaas.

Usiłował dowieść, że rozrastanie się miasta jest efektem nieformalnego negocjowania przestrzeni przez wspólnotę. W rzeczywistości rządzą układy, naciski, korupcja, prawo silniejszego. Polecam książkę Mike'a Davisa "Planeta slumsów", która przestraszyła mnie bardziej niż horrory. Pokazuje szkodliwość utopii samoorganizacji, niekontrolowanego rozwoju miasta.

Kończy się to ostrą hierarchią, która tworzy się w slumsach. Ci, którym udało się wybudować tam dom, zająć kawałek ziemi, z czasem wynajmują ją innym mieszkańcom za horrendalną cenę. Warunki życia w slumsach są okropne, a ich mieszkańców nie stać na nic innego. Tak powstaje następna warstwa wyzysku.

Wykładał pan na uniwersytecie w Rydze, a potem opracował alternatywny plan zagospodarowania stolicy Łotwy. Jakie były jego założenia?

- To był "zryw serca" kilku ludzi, którzy uznali, że to, co proponują urzędnicy, jest dla Rygi niebezpieczne. Przede wszystkim zakwestionowaliśmy pomysł, by osłabić istniejące centrum miasta. Zaproponowaliśmy coś przeciwnego - budowę miasta zwartego, które będzie się przestrzennie kurczyło, nie rozlewało. Szczególnie, że Ryga traci ok. 10 tys. mieszkańców rocznie. Zaproponowaliśmy też oparcie miasta na sieci ogólnodostępnego transportu pod hasłem "5-10-15 minut". Dotyczyło ono odpowiednio dostępu do przystanku komunikacji miejskiej, sklepu i parku, dostępu do centrum oraz wyjazdu poza miasto.

Planowanie miasta jest w pewnym sensie utopią. Plany powstają latami i w tym czasie się dezaktualizują, bo zmieniają się warunki gospodarcze czy społeczne.

- Przyszłości nie można przewidzieć, ale można ją kształtować. Potrzeby mieszkańców, na które powinno odpowiadać planowanie, nie zmieniają się tak szybko. Jestem coraz większym zwolennikiem postawienia przede wszystkim na kapitał mieszkańców i lokalnych firm.

Nie wszystkie zewnętrzne inwestycje są dobre. Weźmy przykład centrów handlowych. Kiedy w Poznaniu powstało pierwsze skrzydło Starego Browaru, ożył zaniedbany fragment miasta. Ale już rozbudowa Browaru doprowadziła do wyssania handlu z okolicznych ulic i degradacji sporej części centrum.

Problem z centrami handlowymi jest przede wszystkim finansowy. One pasożytują na mieście, dostają zwolnienia podatkowe, należą do zagranicznych firm, są w nich zagraniczne sklepy. Większość dochodów jest więc transferowana poza miasto, kapitał ucieka. Mniejsi sklepikarze i kupcy to zwykle mieszkańcy danego miasta. W nim się zaopatrują, wydają zarobione pieniądze. Tak następuje kumulacja lokalnego kapitału.

Wracając do planowania, ono jest obarczone ryzykiem błędu, ale nie mamy innego wyjścia. Debatowałem z prezydentkami Warszawy i Łodzi. Stwierdziły - upraszczając trochę - że miasto jest tak skomplikowanym organizmem, że nie da się w nim nic zaplanować, lepiej wszystko sprywatyzować. To niebezpieczne myślenie.

Prywatyzować miejski majątek chcą też inne duże polskie miasta, zwłaszcza organizatorzy Euro 2012. Brakuje im pieniędzy na inwestycje; prywatyzacja wydaje się jedynym sposobem na dodatkowe dochody. Co w tym złego?

- W ten sposób oddajemy władzę nad miastem prywatnym właścicielom. Kryzys finansowy miast europejskich rozpoczął się w latach 70. Pierwszą odpowiedzią też była prywatyzacja. Tak się stało w Wielkiej Brytanii za rządów Margaret Thatcher. Sprywatyzowano budynki, grunty, transport publiczny. Dziś, kiedy kryzys znów uderzył, a torysi wrócili do władzy, nie mają już czego sprzedawać. Nie udała im się prywatyzacja lasów. To pokazuje absolutny intelektualny bezwład wolnorynkowej prawicy.

W Polsce utarło się, że prawica buduje kapitał, a lewica go trwoni i rozdaje. Przykład brytyjski pokazuje, że jest odwrotnie. Nie warto powtarzać tych błędów.

Musimy sobie uzmysłowić, że nie stać nas już na dawny styl życia, wieczne zadłużanie. W polskich miastach już się zaczęło cięcie wydatków bieżących. Ale to nie koniec. Nikt nie powiedział, że kryzys się skończył. Wielu poważnych ekonomistów przewiduje, że najciekawsze przed nami. W kolejnych budżetach UE może nie być już tak dużo pieniędzy dla krajów naszej części Europy, a więc i na zaspokojenie potrzeb miast. A na to liczy na przykład Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Do tego dochodzą jeszcze problemy zmian klimatycznych i wyczerpania się surowców energetycznych, które w Polsce uchodzą za fanaberie. Wolimy wiarę w mity i spiski, nie naukę. Jednak na te procesy będziemy musieli w końcu zareagować.

To jak polskie miasta mają sobie radzić z kryzysem?

- Muszą wymyślić się na nowo i eksperymentować! Tak robią miasta południowoamerykańskie czy azjatyckie, które eksperymentują np. z własnością. Dla nich własność to umowa społeczna.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':