Sednem politycznej wersji antysemityzmu jest wiara, a raczej zabobon, że "Żydzi rządzą światem". Mają oni wywierać ogromny, nadmierny i niepożądany, a co gorsza, skryty wpływ na rządy, banki i media, a przez to na społeczeństwa w ogóle. Z tymi poglądami wiąże się niechęć lub nawet wrogość wobec Żydów. Dlatego na świecie w badaniach nad postawą wobec Żydów zadaje się pytania o "wpływ Żydów" i odpowiedzi "za duży" uznaje się za jeden z symptomów antysemityzmu.
Ci Polacy, którzy czują się także Żydami, stanowią nie więcej niż tysięczną część populacji. Zadawane Polakom pytania o władzę i wpływy "Żydów" mogą więc mierzyć tylko ich podatność na antysemickie stereotypy, a odpowiedzi "za duży" świadczą o tej podatności. Znaczna część, a w 2002 r. w badaniu Ireneusza Krzemińskiego aż połowa badanych udzieliła takich odpowiedzi - schemat "władzy Żydów" miał władzę nad ich myślami. Co więcej, Polska ma jeden z najwyższych w Europie odsetków wierzących we "wpływy Żydów na to, co się dzieje w świecie" - 56 proc. w 2005 r. w badaniach TNS.
W ostatnich latach coś się jednak w Polsce zmienia. Powoli ubywa zwolenników, a wyraźnie przybywa przeciwników tezy o „wpływie Żydów”. Coraz więcej ludzi potrafi sformułować poglądy w tej sprawie i per saldo są to poglądy anty-antysemickie. Badanie, które przeprowadziłem, pokazuje, na czym ta zmiana polega.
W świadomości społecznej i w umysłach jednostek istnieją wyobrażenia zbiorowe, stereotypy i schematy poznawcze Żydów. Różne sytuacje społeczne dostarczają tzw. bodźców torujących drogę do tych schematów. Mają one różną siłę - bodźce silniejsze łatwiej aktywizują schematy. Ci sami ludzie w różnych sytuacjach mogą szczerze wypowiadać różne sądy o "władzy Żydów".
Siłę schematu antysemickiego w społeczeństwie mierzymy więc łatwością, z jaką można uruchomić ten schemat w umysłach ludzi. Podobnie zmianę siły schematu w czasie można mierzyć malejącą lub rosnącą trudnością wywołania tego schematu przez pewien bodziec albo też przez wzrost lub spadek siły bodźca zdolnego wywołać ten schemat.
Na tej teorii psychologicznej opiera się powtarzany eksperyment sondażowy - badanie, które zrealizował TNS OBOP w 2002 r. i ponownie w 2010 r. W kwietniu 2002 r. spokojnie rządził zwycięski
SLD i nie działo się nic takiego, co by czyniło "wpływy Żydów" kwestią publiczną. W czerwcu 2010 r. trwała wprawdzie kolejna bitwa "wojny polsko-polskiej", ale nie było w niej miejsca na wyimaginowanych Żydów. W badaniu postawiono ogólnopolską próbę respondentów wobec trzech następujących po sobie pytań - były one bodźcami o różnej, rosnącej sile.
(Najpierw badanym zadano pytanie otwarte: "Jak Pan(i) myśli, jakie grupy, jacy ludzie w naszym społeczeństwie mają za duży wpływ na sprawy naszego kraju, a jakie grupy mają za mały wpływ?". Ponieważ pytania otwarte mierzą opinie najbardziej "dostępne poznawczo", (takie, które ludziom pierwsze przychodzą na myśl) badani nie wymieniali wszystkich grup, lecz grupy centralne w ich myśleniu.
Odpowiedzi wskazują, że w codziennych, potocznych wyobrażeniach Polaków nadmierny wpływ na sprawy kraju mają przede wszystkim ludzie polityki i władzy, ludzie biznesu i pieniądza oraz
Kościół i księża; wielu zwraca też uwagę na przestępców i aferzystów. Ludzi twierdzących, że tą grupą, która ma za duży wpływ na sprawy Polski, są przede wszystkim Żydzi, jest bardzo mało. W 2002 r. wymienił ich niespełna 1 proc., a w 2010 r. 2 proc. badanych.
Do odpowiedzi na pytanie o wpływ "za duży" pasują odpowiedzi o wpływ "za mały". Grupami najbardziej upośledzonymi we wpływie na sprawy kraju są w masowej opinii "zwykli ludzie": robotnicy, chłopi, ludzie biedni, bezrobotni, emeryci i renciści, całe społeczeństwo - przeciwstawione rządzącym, politykom, ludziom biznesu i bogatym, księżom, a także przestępcom. Brak w tym obrazie wymiaru etnicznego, a Żydzi zajmują w nim miejsce zupełnie peryferyjne.
(Drugie pytanie było silniejszym bodźcem. "Jak Pan(i) sądzi, czy któraś z mniejszości narodowych żyjących w Polsce ma za duży lub za mały wpływ na sprawy naszego kraju?" - zapytano. Żadnych mniejszości jednak nie wymieniono. Wielu badanych zapewne w ogóle się nie zastanawiało nad takimi sprawami. Pytanie narzucało im temat i próbowało zachęcić do myślenia w kategoriach etnicznych, w ich codziennym, spontanicznym myśleniu - jak już wiemy - marginalnych.
Zdecydowana, a nawet przytłaczająca większość badanych sama nie widzi w Polsce nadmiernie wpływowych mniejszości narodowych. 28 proc. badanych w 2002 r. wymieniło jednak takie mniejszości: 19 proc. - Żydów, a 10 proc. - Niemców (można było wymienić więcej niż jedną grupę). W 2010 r. takie mniejszości wymieniło 10 proc. badanych: 6 proc. wymieniło Żydów i 2 proc. - Niemców.
Tak więc dziś 6 proc. badanych przychodzi do głowy i nie zostaje odrzucona myśl, że Żydzi są mniejszością o nadmiernym wpływie - ale dopiero wtedy, gdy ktoś lub coś każe im się zastanowić nad wpływem mniejszości narodowych w Polsce. W badaniu taki namysł wywołało pytanie. W „życiu” mogą go wywołać zasłyszane od innych opinie i wiadomości oraz przekazy medialne.
(W trzecim kroku zapytano badanych wprost: "A jaki wpływ na sprawy naszego kraju mają Żydzi, którzy żyją w Polsce - za duży, za mały czy taki, jak powinni?". Badani mieli więc odnieść się już wprost do kwestii "władzy Żydów" i wybierać między stanowiskami w tej sprawie. Pytanie to, choć wyraźnie oferuje wszystkie możliwe odpowiedzi, dotyczy jednak kwestii, która zajmuje głównie antysemitów - ludzie wolni od uprzedzeń antyżydowskich rzadko zastanawiają nad tym, czy Żydzi w Polsce mają za duży wpływ, czy za mały...
Pytanie to przywołuje antysemicki stereotyp "władzy Żydów" i dopiero w jego kontekście każe badanemu wybrać odpowiedź - poddać się stereotypowi lub go odrzucić.
Wzmocnienie bodźca torującego powoduje skokowy przyrost odpowiedzi zgodnych ze schematem "władzy Żydów" - z 19 proc. do aż 43 proc. w 2002 r. i z 6 proc. do 22 proc. w 2010 r. Są więc tacy ludzie, i to liczni, którzy potrafią sformułować i wypowiedzieć ocenę wpływu Żydów, ale dopiero wtedy, gdy napotkają bodziec poznawczy, który jest w stanie aktywizować w ich umysłach schemat "władzy Żydów".
Schemat "władzy Żydów" łatwo jest uruchomić. Drogę do niego torują nawet słabe bodźce. Na przykład samo przywołanie kontekstu etnicznego ("mniejszość narodowa"), nie mówiąc już o bezpośrednim poruszeniu tematu "władzy Żydów". Ludzie, którym tylko wyjątkowo przychodzi do głowy myśl, że Żydzi mają w Polsce za duże wpływy, dosyć łatwo zgadzają się z tą myślą, gdy już się z nią zetkną.
Tak wynikało z pierwszego badania, z 2002 roku. Po ośmiu latach widać, że: (w świadomości społecznej nadal istnieje latentny, uśpiony antysemicki schemat "władzy Żydów", choć jego wyrazistość pozostaje na niezmiennie niskim poziomie (1-2 proc. spontanicznych wskazań Żydów jako grupy nadmiernego wpływu);
(samo podjęcie tematu wpływu mniejszości narodowych znacznie trudniej toruje dziś drogę do schematu "władzy Żydów". W 2002 r. 19 proc. badanych wystarczało do tego tylko wspomnienie o takich wpływach. Dziś zbliżony odsetek (22 proc.) do uzyskania tego efektu potrzebuje już znacznie silniejszego bodźca - wyraźnego przywołania stereotypu "wpływu Żydów";
(nawet jednak wyraźne przywołanie tego stereotypu straciło na swej torującej sile. W 2002 r. otwierało ono drogę do schematu "władzy Żydów" w umysłach 43 proc. badanych, a w 2010 r. w umysłach 22 proc., dwukrotnie mniejszej części badanych. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby nie otwierało tej drogi w żadnym umyśle.
Władza schematu "władzy Żydów" nad myślami słabnie. Dlaczego? Odpowiedzi na to pytanie daleko do dowodu eksperymentalnego - może ona być co najwyżej przekonująca.
Społeczeństwo adaptowało się do zmian systemu gospodarczego. Największe bóle i lęki transformacji ma już za sobą, więc ludzie nie szukają już "w Żydach" ani "kozłów ofiarnych", ani prostych wyjaśnień skomplikowanych zmian. Tym bardziej że nie ma kto podpowiadać im tych wyjaśnień, bo radykalne ruchy prawicowe i grupy nacjonalistyczne straciły na znaczeniu, a z politycznych komunikatów zniknęły podteksty antysemickie.
W Europie dzisiejszej, szczególnie tej nam bliższej, postawy wobec Żydów przesuwają się z dziedziny władzy i polityki na sferę pamięci, zwłaszcza pamięci Zagłady. Wprawdzie Żydzi wciąż często postrzegani są jako zagrożenie, ale mniej dla ładu społecznego, a bardziej - dla pozytywnej tożsamości i moralnej samooceny społeczeństw.
Ważna jest też zmiana w ogólnej postawie wobec Żydów; wiara we "wpływy Żydów" jest jej fragmentem. Wraz z otwieraniem się Polski na świat i ludzi innych narodów zmniejsza się ogólna ksenofobia i proces ten obejmuje także Żydów.
Kompensacyjna niechęć do "obcych" maleje też dlatego, że poprawia się autowizerunek samych Polaków. Stworzyli "Solidarność", "obalili komunizm" i "wydali z siebie papieża Polaka"; dobrze by było, żeby jeszcze zbudowali państwo, z którego (instytucji) będą dumni.
W Polsce odżyła pamięć żydowska i odżywa życzliwe zainteresowanie historią i kulturą Żydów. Mamy obecnie dobre stosunki oraz rozwiniętą wymianę gospodarczą z Izraelem, a dzięki wycieczkom i pielgrzymkom państwo żydowskie stało się Polakom bliższe. Polskę omijają też fale ostrej krytyki zbrojnej polityki Izraela wobec jego sąsiadów.
Nadzieję, którą rodzą wyniki tego badania, osłabia wiedza, że schemat "władzy Żydów" wciąż tkwi w wyobraźni zbiorowej i umysłach części Polaków, a także jest składnikiem paneuropejskiej mitologii antysemickiej. To, że z przestrzeni społecznej w Polsce ubywa bodźców uruchamiających antysemickie schematy, jest bardzo ważne, ale potrzeba jeszcze równoległego procesu kompromitowania i rugowania ze świadomości i podświadomości społecznej samych tych schematów.
*Antoni Sułek - profesor w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Konsultant TNS OBOP. Był głównym doradcą ds. społecznych premiera Jerzego Buzka. Ostatnio napisał książkę "Obrazy z życia socjologii w Polsce" (Oficyna Naukowa 2011)