W tym roku minie dwadzieścia lat od chwili, gdy ministrowie spraw zagranicznych Francji, Niemiec i Polski spotkali się w Weimarze i dali początek trójstronnej współpracy tych państw. Trzej doświadczeni dyplomaci Krzysztof Skubiszewski, Hans-Dietrich Genscher i Roland Dumas dyskutujący w zaciszu parku, po którym niegdyś przechadzał się Goethe, zdawali się swym wyglądem przypominać epokę Ligi Narodów. Ich myślenie było jednak nowoczesne. Swym spotkaniem położyli podwaliny pod nową geopolityczną mapę Europy. Z jednej strony wyszli naprzeciw wyzwaniu, którym była odbudowa jedności Europy, a z drugiej - włączyli Polskę do grona państw, które będą aktywnie kształtować ten proces.
Na Zachodzie ton europejskiej przemianie nadawali
Niemcy i Francuzi, w Europie Środkowej - Polacy z naszym nieodpartym dążeniem do wolności i przywrócenia naszemu krajowi i regionowi suwerennego, podmiotowego miejsca na mapie naszego kontynentu. Współpraca weimarska odegrała w tym procesie niepoślednią rolę.
Dzisiaj my, Europejczycy, stoimy przed nowym wyzwaniem. Kryzys 2008 roku przyspieszył globalne przemiany w sferze gospodarki i geopolityki. Jego rozległe konsekwencje postawiły nas wszystkich wobec zadań niemal tak samo poważnych jak te, z którymi mieliśmy do czynienia dwadzieścia lat temu. Musimy im sprostać. Już Jean Monet powtarzał, że Europa powstanie wśród kryzysów i będzie sumą odpowiedzi na te kryzysy.
Musimy przywrócić witalność gospodarkom państw Unii, a właściwie całemu jej organizmowi gospodarczemu, którego istotą jest wolny, wspólny rynek wzbogacony o nieodłączny wymiar społeczny. Utrzymanie gospodarczej konkurencyjności musi iść w parze z troską o spójność społeczną, wolność i sprawiedliwość w całej Unii. Tego unikalnego modelu, który łączy wzrost gospodarczy z potrzebami wynikającymi z ludzkiej godności, zazdroszczą nam narody z innych regionów świata. To jest niezbywalny element naszej europejskiej tożsamości. Dlatego opowiadam się za wzmocnieniem unijnych instrumentów zapobiegania kryzysom finansowym i walutowym oraz umożliwiających lepszą koordynację polityk makroekonomicznych. Trzeba w tym miejscu łączyć europejską solidarność z odpowiedzialnością każdego narodu za jego gospodarczą kondycję.
Uważam, że potrzebne jest podjęcie na szczeblu narodowym i europejskim wysiłków przywracających idei europejskiej atrakcyjność w oczach naszych społeczeństw. Idea ta powinna być własnością wszystkich obywateli Europy.
Osadzona na fundamencie jedności i spójności międzynarodowa tożsamość Unii Europejskiej wyraża się w aktywnym oddziaływaniu na jej otoczenie, w rozszerzaniu strefy stabilności, rozwoju gospodarczego, demokracji i praw człowieka. Chciałbym widzieć Unię angażującą się bez obaw, we współpracy z innymi w kształtowanie pokojowego porządku międzynarodowego. Trzeba to czynić w bliskim sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Razem możemy zrobić więcej i lepiej, możemy skuteczniej oddziaływać na porządek międzynarodowy w zgodzie z naszymi interesami i wartościami. Możliwości i aspiracje Unii Europejskiej skłaniają ją także do dojrzałości i samodzielnego działania na scenie międzynarodowej.
Nikt nas nie wyręczy w obowiązku utrzymywania możliwie najlepszych stosunków z sąsiadami. Służy temu polityka sąsiedztwa, która powinna wyrażać interesy Europy, a przy tym uwzględniać potrzeby naszych jakże różnych sąsiadów. Otwartość na przyszłe rozszerzenie nie może ignorować spoistości i wewnętrznego zrównoważenia Unii.
Unia potrzebuje wspólnej polityki zagranicznej i obronnej. Ta druga, po okresie obiecującego rozwoju w pierwszych latach poprzedniej dekady, znalazła się jednak ostatnio w fazie stagnacji. Nie mogą zmienić tego wrażenia wspólne misje w tak różnych miejscach świata jak
Czad czy
Gruzja.
Polityka bezpieczeństwa i obrony UE po Lizbonie nie spełnia w pełni naszych polskich, w tym moich własnych, oczekiwań. Kierunek rozwoju Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony został zarysowany w niedawnym liście weimarskich ministrów spraw zagranicznych i obrony do baronessy Ashton. Popieram powołanie nie zalążkowego, lecz całościowego systemu dowodzenia, wzmocnienie cywilnych zdolności dla operacji stabilizacyjnych oraz większą elastyczność w podejściu do pożądanej charakterystyki poszczególnych grup bojowych. Wielozadaniowy charakter mogłaby mieć wspólna grupa bojowa trzech państw weimarskich, która powinna być gotowa do działania za dwa lata.
7 lutego podejmuję w Wilanowie przywódców Niemiec i Francji. W rozmowie z nimi chciałbym więcej miejsca poświęcić naszym wschodnim sąsiadom. Perspektywa poprawy relacji z Rosją była do niedawna obiecująca, ale chciałoby się widzieć więcej sygnałów świadczących o deklarowanym przez Moskwę zwrocie ku Europie. Warto popierać modernizacyjne ambicje Rosji, przy świadomości, że warunkiem powodzenia jest całościowy charakter zmian. Poprzez rozwój Partnerstwa Wschodniego państwa UE chcą zaś podać rękę tym narodom Europy Wschodniej, które podejmują wysiłek zbliżenia się do Unii, wdrażają jej standardy i otwierają się na jej wartości. Musi niepokoić z tego punktu widzenia sytuacja na Białorusi. Z drugiej strony wierzę, że obecne władze Ukrainy potrafią dostrzec szanse, które dla tego państwa niesie rozwój wszechstronnych kontaktów z Unią Europejską.
W przeszłości współpraca weimarska pomogła nam urzeczywistnić nasze marzenie "powrotu do Europy". Dzisiaj chciałbym, aby pomogła nam należycie wywiązać się z wielkiego wyzwania, jakie stoi przed Polską w tym roku - prezydencji Unii Europejskiej. Chodzi o cele dla Polski i Europy: o bezpieczeństwo, o dobry budżet Unii na kolejnych siedem lat, o wpływanie na rozwój Europy Wschodniej w pożądanym dla nas kierunku. Jestem przekonany, że historia i geopolityka nakładają na państwa Trójkąta Weimarskiego obowiązek współpracy na rzecz integralności Unii i spójności procesu integracji europejskiej, która odmieniła oblicze naszego kontynentu.
Jestem przekonany o wartości weimarskiego porozumienia oraz podzielam intencje przyświecające jego twórcom. Chciałbym, aby idea weimarska pełniej przenikała nasze społeczeństwa obywatelskie. Chciałbym, abyśmy się mogli dzielić doświadczeniami naszej współpracy i osiągnięciami naszych społeczeństw z innymi krajami europejskimi, zwłaszcza tymi, które leżą poza granicami Unii. Jest w tym miejsce nie tylko dla rządów, ale organizacji pozarządowych.
Przypomnę słowa założycieli Trójkąta: "Francusko-niemiecko-polskie współdziałanie wzmacnia wiarę w Europę". Od siebie dodam, że powinno służyć jej wewnętrznemu wzmocnieniu oraz wzmocnieniu jej związków z tymi państwami Europy, które pozostają poza Unią Europejską. Jeśli Hubert Vedrine, francuski intelektualista i były minister spraw zagranicznych, nazwał Trójkąt jedną z najbardziej inteligentnych i skierowanych ku przyszłości inicjatyw w Europie, to nam nie powinno dzisiaj zabraknąć inteligencji, aby czynić z tej formuły właściwy użytek.