Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska: Ogłosił pan złożenie mandatu poselskiego podczas akcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Załatwia pan polityczne interesy, podczepiając się pod akcję charytatywną? Janusz Palikot*: A tfu! Pomagam jako antypolityk.
W Platformie mówią, że nie ma pan pojęcia, jak się robi partię. - A
Grzegorz Schetyna niby ma? Wziął młodzieżówkę Unii Wolności, połączył z KLD i ogłosił wielki sukces - powstanie PO. Ja od podstaw tworzę coś nowego. W przeciwieństwie do PJN nie chcę działać w ramach funkcjonującego systemu. Jeżeli mam dokonać prawdziwej zmiany, muszę postawić się w kontrze do całej klasy politycznej. Dlatego ustawiam się na zewnątrz, jak Tymiński i Lepper.
A nie czuje się pan jak ojciec Rydzyk, namawiając do wpłacania datków? - Barack Obama się nie wstydził i ja się nie wstydzę. To będzie taka antypartia, z którą ludzie poczują związek, gdy się na nią złożą. Nie ma sensu antypartia typu „fanaberia zamożnego faceta”.
Ile pan sam zainwestował? - Milion. A zainwestuję w sumie pięć. Resztę, 10 mln zł od ludzi. W ciągu jednego dnia wpłynęło 100 tys. zł. Ludzie wpłacali po 50 zł, ale była też wpłata 10 tys. zł. To też forma mobilizacji. Potrzebuję takich trochę zacietrzewionych ludzi, którzy mówią: idziemy za Palikotem, bo to jedyny sprawiedliwy, zrobi z Kościołem porządek. Bez takich ludzi bym nie istniał.
Nie ma wokół pana znanych twarzy: ani polityków, ani ekspertów. - Wy, dziennikarze, zmusiliście mnie do tych haniebnych transferów w stylu PJN, Platformy i
SLD. Wziąłem jakiś ludzi na pokład, niedługo ich pokażę.
Jakby pan żałował. - To zawsze jest kwestia kompromisu. No i nie ma wyboru wśród tych bezbarwnych 460 posłów, ale dwóch-trzech będzie dobrych.
Zderzyłyśmy się w drzwiach z Bartoszem Arłukowiczem. - On ma siłę przebicia...
Może marginalizowani w Sojuszu ludzie Kwaśniewskiego przejdą do pana? - Ich bym chciał. Ryszard Kalisz nadal jest mile widziany, ale on może wybrać Platformę.
Po co spotykał się pan z Joanną Kluzik-Rostkowską? Przecież ona jest na innym politycznym biegunie. - Czyżby? A powiedziała paniom, że - cytuję - "tak samo nie lubię czarnych ja ty". Jest bardzo antyklerykalna. Zawsze była daleka od typowego dla PiS tradycjonalistyczno-nacjonalistycznego myślenia. To, że była w PiS, to chyba efekt fascynacji Jarosławem Kaczyńskim.
Chciał ją pan u siebie, bo desperacko szuka pan znanych twarzy? - Joanna jest cenną osobą, ale ona chciała przyjść ze wszystkimi. A ja np. Marka Migalskiego nie zaakceptuję. A Pawłowi Poncyljuszowi powiedziałem, że musiałby wykonać mocny gest, np. ogłosić swoją apostazję.