http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kościół sobie nie radzi

Rozmawiała Katarzyna Wiśniewska
2010-12-17, ostatnia aktualizacja 2010-12-17 13:27

Bardzo dotkliwy jest anachronizm środków, języka, jakim posługuje się Kościół. Wystarczy posłuchać listów Episkopatu, w których tak strasznie mało jest istotnych treści - mówi prof. Marcin Król*

Kurpie. Procesja w niedzielę palmową
Fot. Jacek Babiel / AG
Kurpie. Procesja w niedzielę palmową
Katarzyna Wiśniewska: Wieś jest nadal ostoją polskiego katolicyzmu?

Marcin Król : To się zmienia. Na wsi, gdzie mieszkam, obserwuję nastroje antyklerykalne. Częściowo jest to tradycyjny wiejski antyklerykalizm, który zawsze w Polsce istniał, związany z niechętnym patrzeniem na zasobność proboszcza czy na jego finansowe wymagania, m.in. wysokie opłaty za pogrzeby, śluby, ściąganie pieniędzy na malowanie kościoła, z których parafia nie ma zwyczaju się publicznie rozliczać.

W miejskich kościołach takie rozliczenia są zwykle czytane z ambony pod koniec miesiąca.

- Na wsi takiej praktyki nie ma. Ale w tym antyklerykalizmie widzę też elementy zupełnie nowe. Ludzie narzekają na poziom lekcji religii w szkole, ale także na wymagania stawiane przez katechetów, które wydają się irracjonalne.

Podczas przygotowywania do bierzmowania w mojej miejscowości księża każą uczyć się na pamięć fragmentów Nowego Testamentu. Wieś jest dziś znacznie bardziej oświecona, prawie każdy ma w domu komputer. Nikt już nie uważa, że wkuwanie na pamięć jest dobrą metodą. Rodzicom nie podoba się też, że ich dzieci muszą przebywać w zimnym kościele - bo tam odbywają się dodatkowe obowiązkowe zajęcia przed bierzmowaniem - po trzy godziny trzy razy w tygodniu.

Zauważane i krytykowane jest rozluźnienie obyczajowe księży. Zdarza się, że mieszkają z katechetkami na plebanii, czyli w luksusowej willi. Ludzie opowiadają mi, że spotkali księdza za rękę z katechetką w lokalnym Carrefourze. To wszystko przyczynia się do zachwiania autorytetu Kościoła. Ksiądz przestał mieć magiczne znaczenie, jest traktowany jak urzędnik niezbędny do celebrowania obyczajów takich jak śluby.

Jak to się ma do tego, że wybory na wsiach wygrywa PiS? To nie stoi w sprzeczności z tymi antyklerykalnymi nastrojami?

- Ksiądz przemawia do pokolenia 60 w górę, do ludzi, którzy nie mają innych autorytetów, bo na wsi ksiądz, jeśli ciągle jest autorytetem, to trochę z braku konkurencji. Kiedyś tę funkcję mógł pełnić pan, wójt, dziś już nie. Więc jeżeli ksiądz powie im z ambony, na kogo głosować, robią to, ale nie jest to wybór pogłębiony refleksją. Stopniowo jednak ksiądz będzie miał mniejszy posłuch. Dużą rolę odgrywa tu zmiana pokoleniowa, dostęp do internetu. Coraz więcej ludzi na wsi nie jest już tylko rolnikami, ma inny zawód, a przy okazji uprawia kawałek pola. Ludzie są nieporównanie bardziej otrzaskani w świecie, wyjeżdżają za granicę. Zmiany dotyczą także sfery obyczajowej. Kiedyś na wsi nie do pomyślenia były nieślubne dzieci, rozwody czy życie na kocią łapę. Dziś jest to na porządku dziennym. Rozmawiałem z lekarką, do której młode dziewczyny przychodzą po recepty na pigułki. Zalecenia Kościoła są coraz rzadziej respektowane.

Autorytet Kościoła w ogóle w ostatnim roku został nadszarpnięty. Z wrześniowego sondażu CBOS wynika, że w ciągu trzech miesięcy przybyło krytyków Kościoła - o 10 pkt proc. To skutek kampanii prezydenckiej? Niektórzy księża agitowali za Jarosławem Kaczyńskim z ambon.

- To skutek kampanii, a patrząc bardziej długofalowo, utraty funkcji, którą Kościół pełnił przed 1989 r. W PRL był ośrodkiem opozycji demokratycznej, ostoją polskości i miejscem promieniowania wiedzą, kulturą. Z tego typu aktywności Kościół całkowicie zrezygnował. Wyjątki potwierdzają regułę: pracował w naszej parafii na wsi wikary, który prowadził chór i próbował młodzież uczyć pieśni średniowiecznych. Szybko zniknął, może za bardzo się wybijał, co nie podobało się innym księżom. Dziś Kościół nie przejawia innej aktywności niż minimum obowiązków, które musi wypełnić.

Z czego to się bierze? Kościół uważa, że to już nie jego rola być drugim domem kultury?

- Kościół nie umie konkurować z takimi ośrodkami przyciągającymi ludzi jak telewizja. Niestety, wiele do życzenia pozostawia też poziom księży. A wewnętrzna organizacja Kościoła jest bardziej autorytarna niż wojsko.

Kościół zawsze był strukturą hierarchiczną.

- Nie kwestionuję tego, chodzi mi o stopień arbitralności podejmowanych decyzji. Oczywiście nie domagam się demokratycznych wyborów proboszcza, krytykuję jedynie to, że jest całkowicie uzależniony od biskupa. Nie może się narazić, bo ryzykuje, że zostanie przeniesiony do gorszej parafii.

Twierdzi pan, że kryzys Kościoła wynika z niechęci do przemian.

- Nigdy nie sądziłem, że Kościół powinien dostosować się do modernizującego się świata. Kościół powinien pozostać sobą, ale nie można nie dostrzegać rzeczywistości, w której się żyje. Z rozmaitych badań wynika, że ok. 80 proc. katolików używa antykoncepcji. Coś z tym trzeba zrobić. Nie wiem co, ale powtarzanie w kółko, że nie wolno, nic nie da. Takie przykłady można mnożyć - rozwody, in vitro. Dawniej miał umiejętność dostosowania się do przemian. Potrafił zaakceptować gospodarkę wolnorynkową, głównie dzięki Janowi Pawłowi II, wybory demokratyczne, a z kwestii bardziej związanych z cielesnością - transplantację.

O. Ludwik Wiśniewski napisał w liście do nuncjusza apostolskiego: "Nie jest dobrze z polskim Kościołem. Jest duży, kolorowy, imponujący - ale tak naprawdę jest sztucznie nadmuchany jak balon". Czy sądzi pan, że taki list może otworzyć debatę, która zacznie uzdrawiać polski Kościół, czy to kolejne wołanie na puszczy?

- Nie wierzę w taką debatę, ale oczywiście niesłychanie bym się z niej cieszył.

Na krytykę in vitro polski Kościół położył szczególny nacisk. Słyszymy, że to młodsza siostra eugeniki. Posłów straszy się ekskomuniką, jeśli zagłosują za in vitro.

- Sądzę, że to całkowicie niepotrzebne, Kościół zajął się sprawami, w których jest skazany na przegraną.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 42 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    94 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':