http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dlaczego do dziś nie lubię grudnia

Rozmawiał Marek Górlikowski
2010-12-16, ostatnia aktualizacja 2010-12-16 16:11

- W grudniu 1970 roku zrozumiałem, że wystarczy człowieka wsadzić w mundur, a staje się trybikiem, wykona każdy rozkaz, łącznie z zabiciem - wspomina Grudzień '70 marszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz*

Bogdan Borusewicz. Działalność opozycyjną rozpoczął w latach 60. W 1968 r. skazany za kolportaż ulotek, w 1976 r. brał udział w akcji pomocy robotnikom Radomia. Był członkiem KOR, w 1980 r. organizował strajk w Stoczni Gdańskiej. Po wprowadzeniu stanu wojennego organizował struktury podziemne
Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Bogdan Borusewicz. Działalność opozycyjną rozpoczął w latach 60. W 1968 r...
ZOBACZ TAKŻE
Marek Górlikowski: Podobno nie lubi pan grudnia?

Bogdan Borusewicz: Tak. Za bardzo mi się kojarzy z rokiem 1970 i 1981. To długie ponure miesiące, kiedy się siedziało albo uciekało w zimnie.

Gdzie pan był w grudniu 1970 r.?

- Tak jak na wszystkich uczelniach również na moim Katolickim Uniwersytecie Lubelskim przerwano zajęcia. Przyjechałem do Trójmiasta w czwartek, 17 grudnia, koło godz. 20.

To było jak przyjazd do innego kraju. Puste perony, wszędzie białe obwieszczenia. Wysiadłem z walizką w Sopocie, gdzie mieszkałem. Szedłem pustą ulicą, oglądałem się na boki. Nikogo.

Wprowadzono godzinę milicyjną, ale ja o tym nie wiedziałem. Tak jak cały kraj nie wiedział, co tu się dzieje. Działała blokada informacyjna.

Nagle z półcienia, zza drzewa przy dworcu, wychodzi jakaś kobieta. Mówi, że przeprasza, ale myślała, że to jej syn. Może jechał z Gdyni, gdzie tego dnia zabito 16 osób, w tym mojego kolegę z podstawówki, z którym grałem w piłkę, Waldemara Zajczonko. Na ulicy, strzałami w plecy. Pewnie uciekał.

Do pana esbek strzelał dwa lata wcześniej, w czasie ucieczki w drodze do aresztu. Był już pan doświadczony odsiadką za drukowanie ulotek w 1968 r. Czy z tej perspektywy zachowanie władzy w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Elblągu było szokiem, czy raczej potwierdzeniem tego, czego i tak się pan spodziewał?

- Szokiem. Strzelali przecież do niewinnych ludzi. Użyto broni w sposób nieadekwatny do sytuacji. Szczególnie w Gdyni, gdzie nie było w ogóle takiej potrzeby, a uczyniono hekatombę.

Zabito i ciężko raniono ludzi, którzy szli po prostu do pracy, do stoczni, jak polecił w przemówieniu radiowym i telewizyjnym wicepremier Kociołek, albo tych, którzy byli na ulicy, daleko od stoczni, jak Waldek.

Przecież z punktu władzy dużo gorzej było w Gdańsku. Tam palił się komitet PZPR, niszczono sklepy, paliły się samochody. W Gdyni absolutnie nie. Nie było tam takich wielkich starć. Ludzie zobaczyli, jak straszna jest władza totalitarna.

Pamiętam, że jak wsiadało się do kolejki SKM, panowała w przedziałach kompletna cisza. Wie pan, że kolejki zawsze szemrzą rozmowami, a tu milczący, zszokowani ludzie.

W piątek 18 grudnia pojechałem do Gdyni i zobaczyłem obóz milicyjny przed Wyższą Szkołą Rybołówstwa Morskiego [albo Państwowa Szkoła Rybołówstwa Morskiego, albo Wyższa Szkoła Morska]. Oni się wtedy przegrupowywali na Szczecin. Tylko na nich spojrzałem.

Wzrok mój pewnie był pełen nienawiści, bo milicjanci od razu podlecieli z łapami do mnie i krzykiem, co się gapię. Strasznie byli agresywni. Nie znałem ich poglądów, ale zrozumiałem wtedy, że wystarczy człowieka wsadzić w mundur, a staje się trybikiem, wykona każdy rozkaz, łącznie z zabiciem.

Jaka była pana reakcja na Grudzień 1980 r. i co pan wtedy robił?

- Grudzień '70 był klęską. Wiele ludzi zginęło. Tę klęskę chciałem przekuć w zwycięstwo. Dlatego trzeba było przede wszystkim przywrócić pamięć Grudnia. Brałem w tym udział i zrobiłem wszystko, co mogłem zrobić.

"Przywrócić", czyli ktoś mógł o tym zapomnieć?

- Oczywiście. Kiedy na stałe wróciłem do Gdańska z Lublina, w 1975 roku, Grudzień w pamięci społecznej już nie funkcjonował. Wystarczyło więc tylko pięć lat. Rodziny zabitych czy świadkowie pewnie coś po cichu opowiadali, ale pamięć społeczna to co innego.

Wiedziałem, co się stało z pamięcią o Czerwcu '56 w Poznaniu. Wskutek działania władz przestała istnieć. Pamięć poznańskiego Czerwca nie funkcjonowała na Wybrzeżu. Dopiero po 1981 roku zostało to odtworzone.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':