http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Radio Maryja bierze PiS

Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska GAZETA WYBORCZA
2010-11-29, ostatnia aktualizacja 2010-11-29 16:07

Ojciec Rydzyk po odejściu ludzi Kluzik-Rostkowskiej zażądał w PiS-ie większych wpływów. I je zyskuje

Pielgrzymka Radia Maryja, Częstochowa, lipiec 2007 r. Ojciec Tadeusz Rydzyk i uśmiechnięty Jarosław Kaczyński. Dziś z Radiem Maryja prezes PiS-u może mieć problem
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Pielgrzymka Radia Maryja, Częstochowa, lipiec 2007 r. Ojciec Tadeusz Rydzyk i...
SERWISY
- My musimy mieć więcej demokracji, czyli władzy w partii - tak miała powiedzieć radiomaryjna posłanka Marzena Wróbel podczas ubiegłotygodniowego posiedzenia klubu PiS-u. Wsparł ją m.in. poseł Zbigniew Girzyński. Mówiąc "my", Wróbel ma na myśli ludzi Tadeusza Rydzyka: Antoniego Macierewicza, Zbigniewa Ziobrę, Jacka Kurskiego, Annę Sobecką i siebie samą.

To m.in. ziobrzyści zahamowali uchwałę autorstwa Jarosława Kaczyńskiego, że ci, którzy sami odeszli z PiS-u, mogliby do partii wrócić.

Jeden z naszych rozmówców ze stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza nie kryje satysfakcji. - Kaczyński ciągle mówił o konsolidacji w partii. Dlatego uderzył w Joannę Kluzik-Rostkowską, by wystraszyć innych. Tymczasem prawdziwi spiskowcy zostali mu w partii - mówi.

Rozmówca z PiS-u: - To było tylko kwestią czasu, kiedy w PiS-ie uruchomi się Toruń. To się właśnie zaczyna dziać. Jego zdaniem w PiS-owskich kręgach coraz głośniej komentuje się żądanie dyrektora Radia Maryja, by 50 proc. tzw. jedynek i dwójek na listach do Sejmu dostali ludzie wskazani przez o. Rydzyka.

Nasz rozmówca z PiS-u: - Rachunek jest prosty: wyborcy radiomaryjni to 5-6 proc. elektoratu PiS-u. Oni są ważni, bo zdyscyplinowani. Gdy PiS miał 30 proc. poparcia, ich siła nie była tak duża. Ale gdy poparcie dla PiS-u spadnie do 20 proc. - siła tego elektoratu wzrośnie.

Kaczyński stoi przed prawdziwą groźbą przejęcia partii przez o. Rydzyka. - Rydzyk od dawna popiera Ziobrę, sondował, jakie są szanse, by to Ziobro kandydował w wyborach prezydenckich.

Paweł Poncyljusz ujawnił właśnie w "Newsweeku", że Ziobro sam zgłaszał chęć startu. Tuż po katastrofie prezydenckiego samolotu odbyło się spotkanie, w którym uczestniczyli m.in. Ziobro z Kurskim, a także Adam Hofman i Poncyljusz. Zastanawiano się tam na startem Kaczyńskiego (Kurski twierdzi, że chodziło o sytuację, w której Jarosław Kaczyński by wycofał się z kandydowania), ale też - to już Poncyljusz dodał w TVN 24 - nad zmianą lidera PiS-u.

- Dopóki PiS miał szansę wrócić do władzy, Rydzyk negocjował z Kaczyńskim różne rzeczy. Dostawał jedną trzecią tego, co chciał, ale i tak mu się to opłacało. Teraz Rydzyk wie, że PiS nie ma szansy na powrót do władzy. Może rozważać scenariusz przejęcia PiS-u albo nawet założenia własnej partii - mówi jeden z polityków PiS-u.

Walka o listy wyborcze

To wszystko stawia Kaczyńskiego w trudnej sytuacji. Według naszych informacji PiS liczy na zdobycie w przyszłorocznych wyborach do Sejmu ok. 25 proc. głosów. - To oznacza, że PiS nie bierze już po pięć mandatów w okręgu, tylko dwa-trzy, a w mniejszych okręgach tylko jeden. Prezes musi teraz kupować ludzi, którzy sympatyzowali z Kluzik-Rostkowską i mogliby odejść. Musi im oferować dobre miejsca na listach - twierdzi nasz rozmówca.

O kogo może chodzić? Np. o posłów Mariusza Kamińskiego, Dawida Jackiewicza czy Hofmana. Kamińskiego dziennikarze podejrzewali o to, że odejdzie z Kluzik-Rostkowską. On sam twierdzi, że zostaje w PiS-ie. Nie może być jednak pewny swego miejsca. Przecież kandydował z Podlasia, a tam Kaczyński musi dać dobre miejsca swoim wiernym żołnierzom: Krzysztofowi Jurgielowi i Jarosławowi Zielińskiemu.

Na dodatek liberalne niedobitki pozostałe w PiS-ie boją się powtórki z wyborów samorządowych. Takiej jak np. w Tarnowie, gdzie starosta i wicestarosta za pięć dwunasta dowiedzieli się, że nie ma ich na listach PiS-u, bo są tam ludzie Ziobry. To samo wydarzyło się w Gdańsku, gdzie swoich ludzi na listy powstawiał Kurski. Tacy ludzie jak Kamiński mogą się obawiać, że dziś Kaczyński obieca im złote góry, a pięć minut przed terminem zgłaszania list zobaczą, że są na ostatnich miejscach.

Ponadto zakonowi PC, tym "najwierniejszym z wiernych", prezes PiS-u musi dać dobre miejsca, bo to nie tylko jego gwardia, ale także ludzie dający gwarancję, że po wyborach nie przejdą do PO.

Podsumowując: Kaczyński będzie miał przed przyszłorocznymi wyborami twardy orzech do zgryzienia: musi znaleźć dobre miejsca na listach dla: zakonu PC, sympatyków Kluzik-Rostkowskiej, którzy jeszcze do niej nie przeszli, oraz rosnącego w siłę obozu Radia Maryja.

Kaczyński mógł uniknąć tych kłopotów, gdyby zdecydował się na wariant suflowany przez "liberałów" Kluzik-Rostkowskiej zaraz po wyborach prezydenckich: on jako lider godziłby i trzymałby równowagę między dwoma frakcjami - centrową i radiomaryjną. I dzięki temu PiS mógłby sięgać zarówno po zwolenników o. Rydzyka, jak i wyborców umiarkowanych. Ale lider PiS-u postawił na jedną frakcję, bo nie chciało mu się już udawać kogoś, kim nie jest. Czyli łagodnego baranka. I dziś wybór tej opcji srogo się mści.

Podobno w ankietach zleconych przez PiS wyszło, że nawet twardy elektorat źle przyjął wywiad prezesa, w którym powiedział on, że brał tabletki po śmierci brata i nie wiedział, co się wokół niego dzieje. Politycy PiS-u zastanawiają się teraz, jak z tego wybrnąć.

Czy mają szansę?

Początkowo większość publicystów, a także niemal wszyscy politycy niezależnie od ugrupowania, bardzo sceptycznie oceniała szansę kluzikowców. Ale gdy secesjonistom udało się sformować klub, głosy trochę osłabły. Podobno bez trudu mogliby już zrobić klub 20-21-osobowy, ale chcą tak "ciurkać", bo każde kolejne odejście posła z PiS-u będzie żyło w mediach.

Szukają też znanych osób, autorytetów, np. od finansów publicznych. Trwają rozmowy ze znanym ekonomistą. Kto to może być? Bardzo pozytywnie na temat nowej formacji wypowiadał się Krzysztof Rybiński, b. wiceprezes NBP, znany z bardzo krytycznych opinii pod adresem rządu Donalda Tuska. Nie wiadomo jednak, czy to właśnie o niego chodzi.

Jeżeli uda się zyskać znanych ekspertów i jeżeli kolejne osoby odejdą z PiS-u, a Kaczyński ostatecznie wpadnie w ramiona Radia Maryja, to nowa partia ma szansę zaistnieć. Już widać, że część wyborców PiS-u zniechęciła się do tej partii. To są ludzie, którzy krytycznie patrzą też na dokonania PO. Dla nich Polska Jest Najważniejsza może być ciekawą alternatywą. Kaczyński będzie przez nich postrzegany jako człowiek dotknięty przez los, zasługujący na współczucie, ale jednak oderwany od rzeczywistości.

Rozłamowcy wierzą, że jak dobrze pójdzie, mogą uszczknąć nawet połowę poparcia swojej dawnej partii i zebrać w wyborach ok. 15 proc. Liczą na dawny elektorat PiS-u z dużych miast, ludzi zbliżonych do nich generacyjnie, ludzi, do których docierają - jak mówią - "portrety naszych rodzin: z kilkorgiem dzieci, ciągle młodych, ale już z dorobkiem". Oto wyborcy widzą na czele nowego ugrupowania matkę trójki dzieci, która zna życie i która przed wyjazdem do Sejmu leci zrobić zakupy i przygotować śniadanie dla rodziny.

Dlatego atutem, a nie słabością, nowego stowarzyszenia jest to, że na jego czele stoi kobieta. Wyborcy nie lubią kłótni i agresji, a ona jest właśnie znana z tego, że nie wikła się w pyskówki. - Sympatyczna, spokojna babka, mówiąca o polityce prorodzinnej będzie odpowiedzią PJN na wojnę polsko-polską PO-PiS - mówi jeden z naszych rozmówców.

Kluzik-Rostkowska ma tę samą zaletę co Aleksander Kwaśniewski czy Tusk: sprawia wrażenie osoby, która lubi ludzi niezależnie od tego, jakie mają poglądy. I potrafi wypowiadać swoje opinie, unikając nadętego stylu partyjnych sloganów. To spory atut, nawet jeśli wielu speców od politycznego marketingu nie widzi w niej charyzmatycznego przywódcy. Ale przecież Tusk też był kiedyś postrzegany jako fajny chłopak, który nie ma cech przywódczych. Teraz już nikt tak o nim nie powie.

Poza tym politycy PJN to pokolenie 40-latków. Młodzi, ale z dorobkiem. Wielu z nich było przecież ministrami. I mogą dać wyborcom poczucie świeżości.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 58 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    75 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':