http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

O tym, który podłożył bombę pod KPP

Rozmawiał Adam Leszczyński
2010-11-09, ostatnia aktualizacja 2010-11-09 21:13

Josek Mützenmacher był potrzebny w wielkiej prowokacji wymierzonej w KPP. W tej prowokacji miał wyznaczoną specjalną rolę: miał przekonywać partię, że jest całkowicie opanowana przez prowokatorów. Zaczął już w więzieniu - opowiada dr Bogdan Gadomski*, tegoroczny laureat nagrody im. Kazimierza Moczarskiego


ZOBACZ TAKŻE
Relacja z wręczenia nagrody.

Adam Leszczyński: Rozpracował pan tajnego agenta. Josek Mützenmacher, syn ubogiego żydowskiego powroźnika z Mławy, zrobił zdumiewającą karierę - najpierw w ruchu komunistycznym, potem jako agent tajnych służb. Dla ilu służb właściwie pracował?

dr Bogdan Gadomski: Niektórzy historycy sądzą, że trzeba brać pod uwagę wywiad polski, rosyjski, niemiecki, angielski, i nawet jeszcze izraelski. Ale to przesada.

Mützenmacher przede wszystkim pracował dla "defy", czyli przedwojennej polskiej policji politycznej. Zwerbowali go, kiedy trafił przypadkowo do więzienia w 1926 r. Był wtedy wyróżniającym się działaczem komunistycznego ruchu młodzieżowego, członkiem trzyosobowego sekretariatu Związku Młodzieży Komunistycznej.

Pękł w więzieniu? Tak po prostu?

- Podejrzewam, że to było związane z jego przeżyciami w 1920 r. Jako 17-latek działał w milicji komunistycznej w okupowanej krótko przez bolszewików Mławie. Kiedy wojsko polskie odbijało miasto, został aresztowany i trafił do więzienia w Ciechanowie, gdzie siedziało już 150 komunistów. Wszyscy byli oskarżeni o szpiegostwo i działanie na rzecz Sowietów.

Jest wojna, Rosjanie dopiero co zostali odepchnięci od Warszawy.

- Ośmiu komunistów zostało rozstrzelanych, ale resztę Piłsudski ułaskawił. Przez sześć tygodni Mützenmacher nie był jednak pewny, co się z nim stanie. To musiało wpłynąć na jego psychikę.

Przypadkowo wpadł w 1925 r. na granicy polsko-czeskiej. Wracał z Berlina do Polski i uważał, że bezpieczniej będzie przejechać przez Czechosłowację. Miał łotewski paszport i w Pradze załatwił sobie fałszywą przepustkę na przekroczenie granicy.

W Cieszynie jednak policja odkryła, że przepustka była fałszywa. Mützenmacher trafił do więzienia w Morawskiej Ostrawie. Po dwóch-trzech tygodniach zaczęli go podejrzewać o szpiegostwo. Wtedy się załamał i zaczął wszystko opowiadać o sobie.

Drugi raz pękł w Warszawie w 1926 r. Zupełnie przypadkiem został aresztowany w melinie paserskiej, w której mieszkał jako sublokator. Agent policyjny robił tam rewizję, bo właściciel mieszkania miał przechowywać kradzioną biżuterię. Biżuterii nie znalazł, ale w walizce sublokatora odkrył komunistyczne druki, więc przekazał go policji politycznej.

Mützenmacher miał fałszywy dowód poświadczający, że mieszka w Będzinie. Miał pecha. Funkcjonariusz, który go przesłuchiwał, znał Będzin, zapytał go o miasto i szybko zdemaskował.

W ten sposób zaczęła się piękna agenturalna kariera.

- Dossier konfidenta spłonęło w czasie bombardowania gmachu MSW w 1939 r. Wiem jednak z grubsza, co w nim było. Po wojnie bezpieka wypytała o to byłego funkcjonariusza MSW.

Mützenmachera (w KPP działał pod nazwiskiem Redyko) nadzorował osobiście sam Henryk Kawecki - główny specjalista od walki z komunizmem w przedwojennej Polsce. Fascynująca postać.

Chciałbym teraz napisać biografię Kaweckiego. Jeśli przeczyta ten wywiad ktoś z rodziny albo ktoś, kto ma materiały na jego temat - bardzo proszę o kontakt z wydawnictwem Tedson.

Mützenmacher był specjalnym agentem Kaweckiego?

- Był bardzo zakonspirowany. Jego dokumenty nie były złożone w Referacie Informacyjnym. Dopiero w 1933 r. Referat Informacyjny MSW dowiedział się od Kaweckiego, kim jest ten agent. Jak najmniej osób miało znać jego tożsamość.

Mützenmacher był potrzebny w wielkiej prowokacji wymierzonej w KPP. Kawecki w połowie 1925 r. dochodzi do wniosku, że z komunistami trzeba walczyć inaczej niż dotychczas. Nic nie pomogą aresztowania i likwidacja komórek: jedne się zlikwiduje, powstaną nowe. Trzeba rozsadzić partię od wewnątrz.

W tej prowokacji Mützenmacher miał wyznaczoną specjalną rolę: miał przekonywać partię, że jest całkowicie opanowana przez prowokatorów. Zaczął już w więzieniu. Zaraz po wyjściu z więzienia rozmawia na ten temat z żoną i opowiada, że prowokatorów jest wielu i że trzeba z nimi walczyć.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':