http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niech NATO działa z automatu

Rozmawiał Paweł Wroński
2010-10-27, ostatnia aktualizacja 2010-10-26 17:50

14 października, Bruksela. Szczyt NATO. Od lewej: turecki minister spraw zagranicznych Ahmet Davutoglu, sekretarz stanu USA Hillary Clinton, amerykański przedstawiciel przy NATO Ivo Daalder i sekretarz obrony USA Robert Gates. Na listopadowym szczycie NATO w Lizbonie zostanie przyjęta nowa strategia Sojuszu
14 października, Bruksela. Szczyt NATO. Od lewej: turecki minister spraw zagranicznych Ahmet Davutoglu, sekretarz stanu USA Hillary Clinton, amerykański przedstawiciel przy NATO Ivo Daalder i sekretarz obrony USA Robert Gates. Na listopadowym szczycie NATO w Lizbonie zostanie przyjęta nowa strategia Sojuszu
Fot. Virginia Mayo AP

Chcemy, aby nie powtórzył się syndrom 3 września 1939 r., kiedy okazało się, że gwarancje bezpieczeństwa nie wystarczą, jeśli nie ma pełnej woli wzajemnej obrony oraz procedur wojskowych, a o wszystkim decydują debatujący politycy - mówi Jerzy M. Nowak, b. ambasador Polski przy NATO, wiceprezes Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego

ZOBACZ TAKŻE
Paweł Wroński: Pamiętam entuzjazm, gdy NATO w 1999 roku przyjmowała nową strategię. Teraz wydaje się, że ta organizacja jest bardzo zmęczona.

- Może entuzjazmu jest mniej, ale NATO nadal pozostaje najsilniejszym sojuszem obronnym na świecie oraz największą strefą bezpieczeństwa i stabilności.

Tylko że teraz, podczas przygotowywania nowej doktryny obronnej NATO pojawia się pytanie, po co ten sojusz istnieje, i niepewność co do kierunku jego rozwoju.

Od końca 1989 roku, czyli po "Jesieni Ludów", również padały pytania, "po co jest NATO", co więcej, zastanawiano się nad rozwiązaniem tego przymierza "po zniknięciu wroga". Wtedy te dylematy miały charakter fundamentalny, bo znikła podstawowa przyczyna, dla której istniał sojusz wojskowy - przeciwnik. W 1991 został rozwiązany Układ Warszawski i zaraz potem rozpadł się ZSRR. Wtedy odpowiedzią NATO było podjęcie się zadań stabilizacji obszaru euroatlantyckiego oraz rozszerzenie. Uzgodniono nową wizję Sojuszu Północnoatlantyckiego nie tylko jako obrońcy, ale i "eksportera bezpieczeństwa".

Z punktu widzenia państw europejskich NATO jest najtańszą i skuteczną inwestycją w bezpieczeństwo. Wbrew pozorom nie nadmiernie zbiurokratyzowaną. Zastanówmy się, co by się stało, gdyby sojusz nie istniał? Państwa europejskie musiałyby dramatycznie zwiększyć budżety obronne. Polska, gdyby nie była członkiem sojuszu, musiałaby utrzymywać znacznie liczniejszą armię. Przed II wojną światową jedną trzecią wydatków nasz kraj przeznaczał na siły zbrojne, a i tak nie uchroniło go to przed klęską. Żylibyśmy w niestabilnym świecie ostrej rywalizacji wielkich mocarstw, także w sferze militarnej.

Koncepcja zostanie przyjęta w listopadzie na szczycie NATO w Lizbonie. W Polsce mówi się, że dla nas mają one przełomowe znaczenie, a na Zachodzie dominuje przekonanie, że jest to kolejna "przejściowa" doktryna sojuszu.

Obecna dyskusja nad Nową Koncepcją Strategiczną nie dotyczy podstaw istnienia sojuszu, ale dostosowania go do nowych wyzwań. Każda doktryna była przejściowa i zwykle wystarczała na jakieś 10 lat. Teraz jednak zmiany zachodzą tak szybko, że być może nową dyskusję trzeba będzie zacząć za pięć lat. Wschodzą nowe mocarstwa: Chiny, Indie, Brazylia, które być może będą miały ambicje militarne. Rosja chce się zbliżyć do Zachodu - a podejście do tego mocarstwa to ogromne wyzwanie dla NATO. Z tego chaosu wykluje się jakiś nowy ład, nowa architektura bezpieczeństwa. Polska musi uczestniczyć w dyskusji i pracach nad jej budową. Jest takie amerykańskie powiedzenie: "jeśli nie siedzisz przy stole, to możesz się znaleźć w menu".

Ktoś chce nas pożreć?

Teraz nie, ale nieobecny i słaby jest z czasem skazany na pożarcie, a dzisiejszy świat jest mało przewidywalny. Dlatego musimy myśleć nie tylko o obronie, ale i utrwalaniu wspólnego bezpieczeństwa razem z partnerami. A do tego NATO się najlepiej nadaje. Umacniamy nasze bezpieczeństwo nie przeciwko wrogowi, ale po to, aby chronić nasze państwo przed nieprzewidywalnością, niepewnością i niejasnością rozwoju dzisiejszego świata

Doktryny NATO były drogowskazami, które wyznaczały nowe kierunki w polityce światowej. W 1967 r. w oparciu o raport belgijskiego szefa MSZ Pierre Harmela powstała przełomowa doktryna "elastycznego reagowania".

Zakładała ona m.in. odejście od zasady zmasowanego odwetu nuklearnego w razie ataku Układu Warszawskiego, ale kładła nacisk na rozwój sił konwencjonalnych - dających szanse na zróżnicowane sposoby reagowania. Podkreślała walory dyplomacji, wskazywała, że obóz Układu Warszawskiego nie jest jednorodny i trzeba traktować odmiennie ZSRR i jego sojuszników. Czy tworzona obecnie doktryna ma szanse stać się takim intelektualnym przełomem?

Ma szansę. Model nowej koncepcji opracowała "grupa mędrców" z Madelaine Albright na czele, w której istotną rolę odgrywał nasz przedstawiciel prof. Adam Daniel Rotfeld. Stał się w niej nieformalnym rzecznikiem interesów naszego regionu.

Jakie są polskie oczekiwania? Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski mówi o utrzymaniu obronnego charakteru sojuszu, by nie przekształcił się on tylko w organizację kolektywnego bezpieczeństwa, i o potwierdzeniu artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego (na atak na jeden kraj NATO odpowiada cały Sojusz). W czym tkwi problem? Do tej pory mówiono, że artykuł 5 jest niezmienny i jest żelazną zasadą sojuszu.

Uważamy, że trzeba doprecyzować sposób, jak ten artykuł wprowadzać w życie w razie nieszczęścia i jak się przygotowywać "na wszelki wypadek", zresztą bez obsesji.

Jakie NATO ma możliwości obrony Litwy, Łotwy i Estonii? Te kraje nie mają lotnictwa, nad ich niebem dyżurują samoloty NATO, w tym polskie MiG-29. Sekretarz generalny NATO podczas wrześniowej wizyty w Gruzji powiedział, że będzie ona w przyszłości członkiem Sojuszu. Jakie mamy możliwości militarne, by zagwarantować bezpieczeństwo Gruzji?

Gruzja właśnie dlatego nie może być obecnie członkiem NATO, że sojusz nie jest jeszcze w stanie zagwarantować jej bezpieczeństwa, a i sama nie spełnia jeszcze wszystkich standardów.

A co do Bałtów. NATO dysponuje zintegrowanym systemem kontroli przestrzeni powietrznej. Gdyby ktoś próbował zaatakować jeden kraj, w sposób automatyczny powinny zostać poderwane samoloty sojuszu do kontrakcji. W sposób stały chronimy ich obszar powietrzny, gdyż same nie mają lotnictwa bojowego. Wiarygodność sojuszu i pewność bezpieczeństwa państw członkowskich (jeden za wszystkich, wszyscy za jednego) polega na zasadzie, że jeśli jakieś państwo zaatakuje członka sojuszu, to może być pewne, że wywoła III wojnę światową.

Problem polega na czymś innym. NATO powinno nieustannie aktualizować plany na wypadek zagrożenia napaścią, aby było wiadomo, jakie konkretnie siły, w jakich okolicznościach i jak przygotowane są wysyłane na pomoc napadniętemu państwu. Chodzi także o to, aby te siły były należycie i wspólnie przygotowane do obronnej akcji.

Co w takim razie konkretnie nie podoba się Polsce w artykule 5 Traktatu Waszyngtońskiego?

W samym traktacie wszystko nam się podoba i niczego nie chcemy zmieniać. Jednak w sposobie jego stosowania już tak. W dużym skrócie chodzi o cztery rzeczy: całkowitą wiarygodność reakcji, pełną solidarność w podejmowaniu akcji, automatyzm i niezwłoczność stosowania przyjętych postanowień oraz tzw. widoczność gwarancji. Obawę o brak tych elementów nazywam "syndromem 3 września 1939 roku", choć jest to bardzo odległa analogia. Po ataku Niemiec na Polskę Francja i Anglia wypowiedziały Niemcom wojnę i miały sojuszniczy obowiązek przyjść na pomoc w dwa tygodnie, ale już 12 września podczas spotkania w Abbeville uznały, że pomoc nie jest możliwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':