http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prezydencie, do roboty

Andrzej M. Eliasz
2010-09-30, ostatnia aktualizacja 2010-09-29 17:31

Protest przeciwko nadaniu Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy, Moskwa, 26 lutego 2010
Protest przeciwko nadaniu Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy, Moskwa, 26 lutego 2010
Fot. Mikhail Metzel AP

Czy pod rządami prezydenta Janukowycza Ukraina wybierze postsowiecki model pamięci?

Wiktor Janukowycz
Fot. RICHARD CLEMENT REUTERS
Wiktor Janukowycz
Incydent miał coś ze "Szwejka". Potężna, zdawałoby się, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy bladym świtem 9 września delegowała sześciu funkcjonariuszy, by na kijowskim dworcu zatrzymali szczególnie groźnego "przestępcę" - Rusłana Zabiłego, historyka i dyrektora lwowskiego "Muzeum przy Łąckiego". Po kilkunastogodzinnym przesłuchaniu zwolniono go, zarzucając ujawnienie tajemnicy państwowej osobom trzecim, za co grozi długoletni wyrok.

Zarzut absurdalny, bo w skonfiskowanym komputerze Zabiłyj przechowywał dokumenty ukraińskiego podziemia niepodległościowego z lat 40. i 50. minionego wieku oraz dokumenty NKWD z tego okresu. W dodatku jako dyrektor muzeum podporządkowanego SBU był jej funkcjonariuszem.

Później też było "wesoło". W muzeum przeprowadzono rewizję i skonfiskowano szereg materiałów archiwalnych, głównie zeznania świadków represji niemieckich i sowieckich, dokumenty NKWD i KGB oraz podziemia ukraińskiego.

Nie chodziło o tajemnicę, lecz o demonstrację. Kierowana przez Wałerija Choroszkowskiego - właściciela holdingu medialnego - SBU po raz kolejny chciała pokazać, że jest gorliwym sługą prezydenta Wiktora Janukowycza na szczególnie wrażliwym froncie walki ideologicznej.

Jego Partia Regionów reprezentuje wyborców ze wschodu i południa kraju, dla których ZSRR wciąż pozostaje ojczyzną. Tradycję ukraińskich zmagań o wolność traktują jako obcą, a nawet wrogą. Antysowiecki ruch niepodległościowy z lat 40. i 50. to dla nich "banderowszczyzna" - uosobienie wszelkiego zła. Tym bardziej że jego gloryfikację głosili znienawidzeni w tych regionach pomarańczowi.

List ponad stu



"Popisujemy petycję, mimo że wielu spośród nas w żaden sposób nie zgadza się z orientacją polityczną reprezentowaną przez Zabiłego ani z jego poglądami na historię Ukrainy. Opowiadamy się zdecydowanie przeciwko polityzacji historii, jaka miała miejsce w czasie sporów pomarańczowych z niebiesko-białymi. Jesteśmy przekonani, że powodzenie dyskusji naukowych zależy przede wszystkim od swobodnej wymiany myśli oraz dostępu do źródeł historycznych bez względu na ich kontrowersyjny charakter".

Pod cytowaną petycją w obronie dyrektora "Muzeum przy Łąckiego" oraz swobody badań historycznych na Ukrainie podpisało się ponad 100 historyków i intelektualistów z całego świata. Wśród nich tak znani badacze dziejów Ukrainy i Europy Wschodniej, jak profesorowie: Roman Szporluk, Timothy Snyder, Mark von Hagen, Andrea Graziosi, Terry Martin, Istvan De'ak i Jarosław Hrycak - pomysłodawca i autor dokumentu. Z Polski pod petycją podpisali się profesorowie: Krzysztof Michalski, Maria Lewicka i Maciej Janowski.

"Sposób potraktowania Zabiłego - skonstatowali - jest sygnałem powrotu do złej i niebezpiecznej praktyki z totalitarnej przeszłości. Uznajemy ten incydent za szczególnie groźny w świetle poprzednich pozaprawnych działań Służby Bezpieczeństwa Ukrainy wobec społeczności akademickiej i społeczeństwa obywatelskiego, które nastąpiły z nadejściem nowej władzy".

Muzeum było elementem polityki historycznej byłego prezydenta Wiktora Juszczenki i ma na celu apoteozę walk niepodległościowych mieszkańców Galicji, również z II Rzecząpospolitą. Zatrudniło historyków nieukrywających sympatii do skrajnego nacjonalizmu. Protest naukowców z całego świata - co szczególnie warte podkreślenia - nie jest obroną polityki historycznej poprzednich władz, lecz walką o zapewnienie swobody badań naukowych na Ukrainie, której władze nie przestrzegają zasad demokracji.

Wcześniej na kijowskim lotnisku zatrzymano Nico Lange, szefa przedstawicielstwa Fundacji im. Konrada Adenauera w Kijowie. SBU wzięła się za sprawdzanie funkcjonowania ukraińskiego przedstawicielstwa fundacji George'a Sorosa. Z ks. Borysem Gudziakiem, rektorem Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie, funkcjonariusz przeprowadził "profilaktyczną" rozmowę.

Dziennikarze coraz częściej sygnalizują przypadki ograniczania wolności słowa, w tym na kanale Inter będącym własnością szefa SBU Choroszkowskiego. Sąd unieważnił koncesje na dodatkowe częstotliwości dla trzech niezależnych stacji telewizyjnych: Kanału 5, TVi oraz Czarnomorskiej TV.

Czyny, a nie słowa

Janukowycz zabiega o przychylność opinii międzynarodowej. Zaczął od gestu w stronę diaspory ukraińskiej. W opublikowanym 20 września liście do Ukraińskiego Kongresowego Komitetu Ameryki - największej organizacji emigracyjnej w Stanach Zjednoczonych - stwierdził, że jest człowiekiem czynu, a nie słów.

- Gdy powiedziano mi - przekonuje - że SBU jakoby prześladuje historyków z "Muzeum przy Łąckiego", poleciłem włączyć je do Instytutu Pamięci Narodowej. Gdy mówią mi, że neguję Wielki Głód na Ukrainie, wówczas inicjuję odtajnienie dokumentów na ten temat i przekazanie ich do IPN. Gdy mówią, że na Ukrainie ogranicza się wolność słowa, podejmuję działania, by stworzyć telewizję publiczną.

Emigracja nie uwierzyła w te deklaracje i jej przedstawiciele nie spotkali się z prezydentem, gdy gościł niedawno w Nowym Jorku. Zażądali czynów, a nie słów. Choćby odwołania ministra oświaty Dmytro Tabacznyka wsławionego m.in. negowaniem przynależności mieszkańców Galicji do narodu ukraińskiego.

Emigrację Janukowycz może zignorować, bo to siła niewielka. Musi się jednak liczyć z opinią międzynarodową. Czuje, że poszedł za daleko w obranym kierunku. Wcześniej bowiem w Radzie Europy oświadczył, że Wielki Głód (w latach 1932-33 zmarło ok. 3,2 mln mieszkańców Ukrainy) nie był ludobójstwem na narodzie ukraińskim, lecz "wspólną tragedią" narodów ZSRR. Zapowiedział odwołanie dekretów Juszczenki o nadaniu przywódcom OUN-UPA Romanowi Szuchewyczowi i Stepanowi Banderze tytułów Bohatera Ukrainy.

Poklask znalazł niemal wszędzie - w Moskwie, Waszyngtonie, Warszawie i Brukseli, gdzie z inicjatywy polskich eurodeputowanych Parlament Europejski wezwał ukraińskiego prezydenta do rewizji polityki pamięci poprzednika. W kilku państwach europejskich i USA dostrzeżono jednak, że istnieje iunctim między polityką pamięci a rozwojem demokracji. Że przestrzegania praw i swobód obywatelskich nie da się oddzielić od uznania Wielkiego Głodu za stalinowską zbrodnię na Ukraińcach.

Na oficjalną stronę internetową Janukowycza powróciły niedawno informacje na temat Wielkiego Głodu. Władze zapowiadają, że wzorem lat poprzednich tegoroczne obchody tej tragedii odbędą się na najwyższym szczeblu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':