Kim byli opozycjoniści w krajach komunistycznych? - Początkowo dysydent oznaczał odstępcę od wiary marksistowskiej, później działacza na rzecz praw człowieka - mówił Kacper Szulecki z Uniwersytetu w Konstancji na konferencji"Opozycja z perspektywy międzynarodowej. Historia ruchów dysydenckich i opozycyjnych Europy Środkowej i Wschodniej"*.
- To było działanie polityczne, ale formułowane językiem antypolitycznym. Władza była wobec niego bezbronna. Np. wobec sformułowania Jacka Kuronia "Nie palcie komitetów, ale zakładajcie własne" - mówił Aleksander Smolar, szef Fundacji Batorego.
- Wspólnym dziedzictwem Europy Wschodniej i Zachodniej jest idea podmiotowości społeczeństwa, którą formułowali Kuroń oraz we Francji Cornelius Castoriadis (ur. w 1922 r.; w latach 1949-66 redaktor naczelny pisma "Socjalizm albo Barbarzyństwo"; zajmował się krytyką marksizmu z pozycji lewicowych; jedyną jego książkę po polsku - "W obliczu wojny" - wydał "Aneks" w Londynie w 1985 r., m.in. dlatego, że zawierała krytykę gen. Jaruzelskiego) - mówiła Agnieszka Zagańczyk-Neufeld z Uniwersytetu w Bochum. - Zadawano sobie podobne pytania i znajdowano na nie podobne odpowiedzi.
Intelektualne drogi Kuronia i Castoriadisa pokazują podobieństwa w myśleniu na wschodzie i zachodzie Europy. Zagańczyk-Neufeld: - W młodości obaj byli komunistami. Jednak szybko zauważyli, że ideologia marksistowska nie prowadzi do tworzenia się wolnego społeczeństwa. Obaj naiwnie wierzyli, że klasa robotnicza jest w stanie nie tylko produkować, ale i zarządzać, jeśli zostanie jej to umożliwione. Ale koncepcję rad robotniczych Kuronia i Karola Modzelewskiego uznano na Zachodzie za niemożliwą do zrealizowania. Ciekawe że tę samą koncepcję, ale sformułowaną przez Castoriadisa, zachodnioeuropejskie kręgi przyjęły jako godną uwagi.
- Castoriadis i Kuroń - kontynuowała Zagańczyk-Neufeld - uznawali optymistyczną koncepcję człowieka. To była utopia - wiara w społeczeństwo współpracy wolnych jednostek. Potwierdzeniem jej upadku był upadek "Solidarności". Ani Castoriadis, ani Kuroń nie podjęli się konkretyzacji idei - nie stała się ona alternatywą dla "trzeciej drogi". Choć można dziś powiedzieć, że wcieleniem jej w życie są działania w trzecim sektorze, w organizacjach pozarządowych.
- Do Sierpnia '80 opozycja była elitarna - wspominał
Adam Michnik - mogliśmy liczyć głównie na tzw. przyjaciół Polski, czyli emigrantów i ich przyjaciół. Opozycją interesowali się też trockiści. To przez nich przekazaliśmy na Zachód "List otwarty do Partii" Kuronia i Modzelewskiego [napisany w 1964 r., krytykował linię polityczną PZPR]. Natomiast z mainstreamu nie można było liczyć na kogokolwiek. Momentami było to dla nas nieprzyjemne, dla mnie rażące. Sympatię wzbudzaliśmy u Zielonych - mówił Michnik.
- Dopiero Ronald Reagan powiedział, że ZSRR było imperium zła. Stałem się jego entuzjastą.
Ameryka była w Polsce szalenie popularna. Jednak po wyjściu z więzienia zacząłem czytać książki amerykańskich entuzjastów Reagana, które mnie z entuzjazmu wyleczyły - podkreślił naczelny "Gazety".
- Po Sierpniu drugim wyjściem w świat był dla nas wybór Jana Pawła II. Po wprowadzeniu stanu wojennego zainteresowanie świata wzbudzała "Solidarność" i
Lech Wałęsa. "S" podobała się wszystkim. Przebiła się z uniwersalistycznym przesłaniem. A Giedroyc zaszczepił w nas myślenie, że wschodnimi sąsiadami Polski nie są Rosjanie, ale Ukraińcy, Litwini, Białorusini - zauważył Michnik.
Kiedy zaczęły się kontakty między dysydentami? Michnik: - O tym, że jest opozycja w Czechosłowacji i NRD, dowiadywaliśmy się z informacji prasowych o aresztowaniach. Potem w Paryżu w 1976 r. - na kolokwium w rocznicę wydarzeń roku '56 r.- spotkali się ludzie, którzy nie mogli się spotkać we własnych krajach. Nawiązaliśmy pierwsze kontakty. Ktoś zwrócił się o zorganizowanie spotkania dysydentów na granicy polsko-czechosłowackiej. Był marzec 1977 r.
Smolar: Pamiętam pierwszy telefon do Paryża, od Jacka Kuronia, który powiedział: od dziś będę systematycznie opowiadał o sytuacji w Polsce. Mówił o represjach itd. Przepisywaliśmy to, przesyłaliśmy do prasy. Nawet BBC, która sprawdza informacje przynajmniej w dwóch źródłach, ufała nam bez dalszego potwierdzania - mówił Smolar, który na Zachodzie redagował emigracyjny kwartalnik "Aneks" i był rzecznikiem Komitetu Obrony Robotników za granicą.
Natomiast Piotr H. Kosicki z Uniwersytetu w Princeton opowiadał o "polityce zagranicznej" inteligencji katolickiej (lata 1956-78). Władze pozwalały jej działaczom na wyjazdy za granicę, bo bezpieka miała nadzieję, że dowie się czegoś o polskich uchodźcach.
Te wyjazdy nie pozostały bez znaczenia. - Podróżny jest aktorem zmieniającym historię powojennej Europy. Inteligencja katolicka zmieniła polską politykę zagraniczną. Widać to było zwłaszcza, gdy
Tadeusz Mazowiecki z Klubu Inteligencji Katolickiej został premierem - dodał Kosicki.
Dzięki ponadnarodowemu spojrzeniu warszawska konferencja pokazała, jak złożone były działania ruchów dysydenckich w Europie, a rozmontowanie komunizmu - skomplikowane. Melanie Arndt z Centrum Badań nad Historią Współczesną w Poczdamie zwróciła uwagę na znaczenie katastrofy w Czarnobylu: - Pokazała ona granice postępu technologicznego, ale stała się też katalizatorem tworzenia się opozycji demokratycznej. Np. na Litwie opozycja ekologiczna zaczęła po Czarnobylu uwzględniać sprawy narodowe. Doprowadziła do upadku socjalizmu.
Okazuje się, że historycy - często młodzi - mają w tej sprawie jeszcze wiele do powiedzenia.
*Konferencję "Opozycja z perspektywy międzynarodowej. Historia ruchów dysydenckich i opozycyjnych Europy Środkowej i Wschodniej" zorganizowali Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie i Centrum Badań nad Historią Współczesną w Poczdamie. 17-19 września, Warszawa.