http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Fiat dał nam nauczkę

Rozmawiał Józef Krzyk
2010-09-09, ostatnia aktualizacja 2010-09-09 10:33

Wciąż mamy takie miejsca, gdzie pojedyńczy zakład przemysłowy czy kopalnia jest jedynym dobrodziejem, największym płatnikiem fiskalnym, od którego zależy los miasta i jego mieszkańców. Przy pełnym szacunku dla przemysłu motoryzacyjnego trzeba budować też alternatywę dla niego - mówi socjolog prof. Marek Szczepański*

Fabryka Fiata w Tychach
Fiat
Fabryka Fiata w Tychach
ZOBACZ TAKŻE
Józef Krzyk: Latem zarząd Fiata przeniósł produkcję Pandy z Tychów pod Neapol, teraz ogłosił, że model 500 będzie wytwarzany w Meksyku, a nie tylko u nas. Dzieje się tak, choć polska fabryka od dawna należy do najlepszych w koncernie, a rząd nie żałował inwestorom pomocy. Czego powinniśmy się nauczyć z tej lekcji?

Marek Szczepański: Przede wszystkim tego, że należy dążyć do rozwoju usług oraz do zróżnicowania gospodarki. Zastępowanie jednej monokultury gospodarczej inną, choć wydaje się nowoczesna i wydajna, to proszenie się o kłopoty.

Przemysł motoryzacyjny, który pojawił się na Śląsku w drugiej połowie lat 90. głównie za sprawą General Motors, a wcześniej Fiata, przyjmowany był z nadzieją, że zmieni kopalniano-hutnicze oblicze regionu. Już wtedy przestrzegałem przed zagrożeniami, bo z obserwacji tego, co się dzieje w świecie, wynika, że przemysł motoryzacyjny co kilkanaście lat przeżywa poważną dekoniunkturę. Ze skutkami takiego kryzysu jakoś poradzi sobie region i kraj o gospodarce zróżnicowanej, ale tam, gdzie mamy do czynienia z monokulturą motoryzacyjną, jest ogromny problem.

Jak w Detroit, gdzie liczba mieszkańców spadła o połowę?

- Na szczęście u nas dziś nie ma dramatu. W Tychach jest tylko 5,4 proc. bezrobotnych, a na Śląsku niewiele więcej, ale zdarzenia związane z Fiatem powinny nam po raz kolejny uzmysłowić, że gospodarka regionu i kraju powinna być zdywersyfikowana. Warto położyć nacisk na rozwój usług, zarówno tych świadczonych bezpośrednio, jak i przez internet. W Polsce ten sektor przeżywa boom, rozwija się nie tylko handel, ale także nieznane jeszcze do niedawna gałęzie, takie jak e-banking czy e-medicine. Na szybko przeobrażającym się Śląsku w sektorze usług pracuje już 56 proc. osób, ale od najlepszych w Europie Polskę i jej regiony jeszcze sporo dzieli, np. w Zagłębiu Ruhry w usługach pracuje 75-80 proc. Jesteśmy spóźnionym przybyszem, musimy nadrabiać dystans.

Czy argument, że jesteśmy spóźnionym przybyszem, wystarczy, aby ludzi uspokoić po tym, co stało się w Fiacie?

- Spóźniony przybysz, late comer, ma dwa znaczenia - jedno gorsze i drugie dające nadzieję. Z jednej strony to kraj, region, który jest opóźniony gospodarczo i cywilizacyjnie w stosunku do innych. Ale bycie spóźnionym przybyszem oznacza też szansę. Bo spóźniony kraj i region nie muszą przebyć tak długiej drogi do nowoczesności jak ci, którzy przebyli ją wcześniej. Może skorzystać z cudzych doświadczeń, przejąć niektóre rozwiązania i nie potykać się na tych błędach, które popełnili inni.

Jak jednak ludziom wyjaśnić, że to, co tutaj dobrze funkcjonowało - Fiat przecież świetnie zarabiał na produkowanej w Polsce Pandzie - trzeba przenosić gdzie indziej?

- Dochodzimy do rzeczy kluczowej. Młodzi ludzie mają już świadomość, na czym polega kapitalizm i gra rynkowa, ale przeciętny zjadacz chleba średniego pokolenia jeszcze nie w pełni to rozumie. Warto tłumaczyć, bo to pomoże uniknąć niepotrzebnych napięć. Trzeba powtarzać nawet truizm, że wielki kapitał nie jest instytucją charytatywną i szuka takich krajów i regionów, w których będzie miał tanią siłę roboczą i tanie środki produkcji. Szuka korzystnych warunków, np. odpowiednio wykwalifikowanych pracowników, które spowodują, że jego zyski zostaną pomnożone. Stąd zapewne wzięła się decyzja o uruchomieniu produkcji "pięćsetki" w Meksyku, ale jeśli prezydent Aleksander Łukaszenka ustabilizuje system polityczny, prawo i rynek na Białorusi, to za jakiś czas przemysł motoryzacyjny znów się przeniesie, bo tam siła robocza jest jeszcze tańsza. Taka jest już logika motokapitałów i przemysłów masowych.

Po uruchomieniu w Gliwicach, w specjalnej strefie ekonomicznej, fabryki Opla, 13 lat temu, mówiłem, że byłoby dobrze, gdyby przyszły do nas także firmy o najwyższym poziomie innowacyjności, takie jak np. Microsoft. Jednak po 13 latach Opel wciąż jest dobrodziejem, a Bill Gates nie przyszedł. Jak się nie ma tego, co się lubi, to trzeba polubić to, co się ma.

To już koniec naszej miłości z Fiatem?

- Żadnych dramatycznych ruchów! Polski rząd powinien prowadzić dialog, a nie szykować się do wojny. Jestem głęboko przekonany, a znam przynajmniej część polskiego managementu Fiata, że to są ludzie otwarci. Jeśli gdzieś popełniono błąd, może jeszcze można się z niego wycofać, a już na pewno warto wyjaśnić powody ostatnich decyzji. Bo to, w jaki sposób dotąd tę sprawę załatwiano, na pewno wizerunkowi Fiata w Polsce nie pomoże. Zarząd koncernu powinien zdawać sobie sprawę z tego, że w takich trudnych sytuacjach zawsze kluczem do sukcesu jest jakiś rodzaj kompromisu.

Bo w gruncie rzeczy leży to w jego interesie?

- Standardem XXI-wiecznej, nowoczesnej firmy musi być wymyślona w Stanach Zjednoczonych koncepcja Corporate Social Responsibility, czyli społecznej odpowiedzialności biznesu. Nie należy mylić tego pojęcia z filantropią i wręczaniem stypendiów. Ważniejsza jest świadomość, że firma nie może odwracać się plecami do społeczności, wśród której pracuje, ale powinna podtrzymywać z nią dobre relacje. Budowaniu tych relacji z pewnością nie służą takie ruchy, jakich świadkami byliśmy ostatnio - podejmowano ważne decyzje, a zabrakło wyjaśnień, dlaczego do nich doszło. Społecznie odpowiedzialny biznes, a Fiat, mam nadzieję, taki jest, musi być zwrócony twarzą do ludzi. Wiem, że biznes jest nastawiony przede wszystkim na zysk i tłumaczyć się nie musi, ale na uwzględnianiu interesów społecznych niczego nie traci. To swego rodzaju inwestycja, która zaprocentuje w przyszłości.

No tak, ale jak skłonić zarządy takich koncernów do zmiany postępowania?

- Jestem przekonany, że trzeba negocjować i rozmawiać. Oczywiście tych rozmów nie może toczyć tylko lokalny samorząd, choć na pewno on też powinien się włączyć. To jest zadanie dla rządu, bo sprawa jest poważna. Fiat daje dziś chleb nie tylko kilku tysiącom swoich pracowników i ich rodzinom, ale też rzeszy kooperantów. Warto, aby pamiętał, że jego pozytywny wizerunek przekłada się też na to, jak postrzegane są na zewnątrz miasto, region i cała Polska. Wprawdzie dziś władze Fiata zapewniają, że nie ma powodu do obaw i nic się nie odbędzie z uszczerbkiem dla społeczności lokalnej, ale ostatnie ruchy wywołały niepokój. Dlatego trzeba się zwrócić do tych ludzi, którzy tworzą management Fiata. Powiedzieć, że cieszymy się z obecności koncernu u nas, ale chcemy też, aby traktowano nas podmiotowo. Oni mają pełną świadomość tego, ile znaczy dobry wizerunek firmy i że może on mieć całkiem wymierny, biznesowy charakter. To powinno ich skłonić do konsultowania i wyjaśniania ważnych z punktu widzenia społeczności decyzji. Ten typ rejterady, z którym mamy do czynienia w Tychach, nie jest dobrym wyjściem.

Pozostał po nim niesmak?

- Bo pozostała bojaźń pracownicza.

Pracownicy, nie tylko w Fiacie, wyciągną z tego wniosek, że lepiej trzymać się posady w państwowej stoczni czy kopalni, niż ryzykować pracę w prywatnej zagranicznej firmie.

- Takie wnioski będą wyciągać przede wszystkim ludzie starsi, słabiej wykształceni, z mniejszych miejscowości i z dużym stażem w firmach państwowych. To oni najbardziej boją się zmian. Co więcej, ci ludzie traktują przeszłość w kategoriach raju utraconego i z rozrzewnieniem wspominają czasy, gdy państwowa fabryka gwarantowała pracę aż do emerytury. Mówią, że ta przeszłość była znacząco lepsza od stanu obecnego. Niektórych to zaskoczyło, ale z niedawnych badań Demoskopu wynika, że większość Polaków wciąż uważa podobnie. Zgodnie z tymi badaniami Śląsk kopalniami stoi, węgiel jest dobrem narodowym, a górnicy wykonują ciężką pracę i należy się im szczególne traktowanie. W wielu polskich głowach, zwłaszcza tych starszych, pokutuje przekonanie, że wejście motokapitałów i innych przemysłów, odmiennych od tych tradycyjnych, zawsze oznacza niepewność i niestabilność.

Z młodymi ludźmi jest już inaczej - innowacje przyjmują z większą otwartością. Szukają w nich szans, a nie zagrożeń, a jeśli nie znajdują perspektyw w swoim regionie, to wyjeżdżają gdzie indziej, także za granicę.

A może w sprawę Fiata powinien wreszcie włączyć się polski rząd?

- Nasze władze powinny wyciągnąć z tego, co się dzieje, wnioski. Dałyby dowód mądrości, próbując dokonać ucieczki do przodu. Chodzi o to, aby postawić na rozwój wielu sektorów gospodarki. Dzięki temu nawet wtedy, gdy któryś z nich padnie albo przeniesie się gdzie indziej, nie dojdzie do ogólnego krachu. W starych krajach Unii Europejskiej usługi, ale też ośrodki rozrywki, rekreacji, uniwersytety, wielkie instytucje kultury już zastąpiły kopalnie i huty. W Polsce jest pod tym względem jeszcze wiele do zrobienia, ale warto, obserwując to, co się dzieje wokół Fiata, pomyśleć, jak ten proces przyspieszyć. Przyszłość gospodarcza regionów i całej Polski leży w trzecim sektorze gospodarki - sektorze usług. Trzeba go wspierać i budować. Niestety, wciąż mamy takie miejsca, gdzie pojedynczy zakład przemysłowy czy kopalnia jest jedynym dobrodziejem, największym płatnikiem fiskalnym, od którego zależy los miasta i jego mieszkańców. Przy pełnym szacunku dla przemysłu motoryzacyjnego trzeba budować też alternatywę dla niego.

* prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją