http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Porozmawiajmy o czymś ważnym

Michał Kleiber*
2010-09-09, ostatnia aktualizacja 2010-09-09 10:16

Ogłośmy wreszcie akcję "Mądra Polska" i dajmy wypowiedzieć się na temat rozwiązywania problemów kluczowych dla naszej przyszłości zatroskanym obywatelom, a nie tylko osobom, których poglądy kształtowane są przez doraźny kontekst polityczny - pisze

Michał Kleiber
Fot. Marzena Hmielewicz / AG
Michał Kleiber
Dni ciszy wyborczej i inne podobne wydarzenia zmieniające standardowe zachowania mediów demonstrują przekonywająco głęboką zapaść, w jakiej się większość z nich znajduje. Pozbawione codziennej strawy politycznej wręcz emanują zakłopotaniem spowodowanym brakiem tematów do rozmowy. Gwoli sprawiedliwości - większość z nas jest także zdezorientowana ziejącą z pierwszych stron gazet i ekranów telewizyjnych apolityczną nudą.

Wspólnie zadbaliśmy o ten stan naszej publicznej debaty - bez polityków przekrzykujących się w większości mało znaczących rozmowach nie potrafimy już żyć. Partyjna, powierzchowna narracja rozmówców, podsycana przez żądnych sensacji dziennikarzy, zabija hierarchię ważności otaczających nas problemów - wśród nich takich, których rozwiązanie jest wielokrotnie ważniejsze od wielu nagłaśnianych u nas kontrowersji politycznych zbyt często pozbawionych jakiegokolwiek istotnego znaczenia. Może by więc owe dni medialnej ciszy politycznej potraktować jako sygnał do wspólnej mobilizacji na rzecz uzupełnienia naszych obecnych standardów debaty publicznej o inne tematy wychodzące poza dominujący w mediach strywializowany dyskurs polityczny?

Oto parę przykładów bardzo aktualnych i całkowicie pomijanych w debacie publicznej problemów, mających z pewnością nieporównywalnie większe znaczenie dla naszej przyszłości niż uporczywie zadawane pytania o stosunek przedstawicieli jednej partii do swych politycznych konkurentów.

Rozpocznijmy od narastających dylematów współżycia na jednym terenie wielokulturowych społeczeństw. Czy wiele osób wie, że stosunek liczby przybywających do Polski corocznie imigrantów do populacji kraju jest u nas dzisiaj większy niż w wielu krajach tradycyjnie uznawanych za wymarzony cel imigracyjny? I czy ktoś ma złudzenia, że jako społeczeństwo jesteśmy przygotowani do przyjmowania tych przybyszów, często ze świata zupełnie odmiennych kultur i tradycji? A może pogłębiona dyskusja o wyraźnie widocznych polskich i europejskich trendach demograficznych byłaby ciekawsza od wymiany nieprzemyślanych poglądów polityków nazbyt rzadko dorastających do wyznaczonej im przez wyborców roli autorytetów? I nie chodzi tu bynajmniej o czcze narzekanie na nieuchronne procesy starzenia się społeczeństwa.

W otwartej debacie warto byłoby na przykład porozmawiać o całkowitej zmianie postrzegania ludzi starszych - traktowanych nie wyłącznie jako zobowiązanie i obciążenie dla młodszych, ale jako istotny potencjał rozwojowy stwarzający nowe, niedostrzegane szanse w obszarach konsumpcji i inwestycji, a także na rynku pracy.

Idźmy dalej - czy naprawdę wielu z nas rozumie konsekwencje niezaprzeczalnych faktów wskazujących na zbliżanie się niefrasobliwie eksploatowanego globalnego ekosystemu do granic bezpieczeństwa, poza którą jest już tylko biologiczna zagłada? Czy wiemy, że wspólnie musimy natychmiast rozpocząć działania na rzecz zahamowania procesów obniżającej się bioróżnorodności, zanieczyszczenia środowiska azotem, zmniejszania się powierzchni lasów czy naszego uzależnienia od paliw kopalnych? Czy jesteśmy świadomi poszerzającego się dramatu niedoboru wody pitnej prowadzącego do konfliktów zbrojnych (np. w południowym Sudanie) i pociągającego za sobą dziesiątki tysięcy ofiar rocznie? Czy wiemy, że z rzek, jezior i sztucznych zbiorników korzystamy tak intensywnie, że wiele rzek (np. Kolorado) nie dociera nawet do swoich morskich ujęć, a niegdyś potężne Morze Aralskie zamieniło się już w prawie pustynię? Czy jesteśmy świadomi, że światowa agrotechnika wymaga szybkich zmian o prawdziwie rewolucyjnym charakterze, bowiem dzisiaj intensywne rolnictwo wymaga gigantycznej ilości wody (70 proc. globalnego zużycia!) i olbrzymiej ilości nawozów, co pogłębia problemy wskazane powyżej? Czy do końca uświadamiamy sobie zagrożenia powodowane zmianami klimatu (przez nikogo już dzisiaj chyba niekwestionowanymi, choć niekoniecznie w znacznej mierze zawinionymi przez człowieka), w tym nieprzewidywalne straty wynikające z anomalii pogodowych i zagrożenia związane z rozprzestrzenianiem się chorób zakaźnych?

Czy dociera do nas, że w ciągu ostatnich dekad staliśmy się krajem, który nie tylko powinien liczyć na pomoc innych (tj. Unii Europejskiej), ale także powinien znacznie aktywniej pomagać społeczeństwom niepotrafiącym stawić czoła nieszczęściom i wyzwaniom współczesności? Czy niezwykle niski odsetek naszego PKB przeznaczany na pomoc dramatycznie potrzebującym - w kraju i za granicą - nie powinien być powodem do naszego wspólnego wstydu i przesłanką do zmiany polityki w tym zakresie?

Czy wielu z nas zadaje sobie pytania o gospodarczą przyszłość naszego kraju - o nasze potencjalne przewagi konkurencyjne, które wszyscy powinniśmy aktywnie współtworzyć, o to z czego tak naprawdę będziemy żyli w nadchodzących czasach coraz pełniejszej globalizacji? Prowadzona w przystępny sposób rozmowa na temat konsekwencji tzw. pakietu klimatyczno-energetycznego także nie byłaby nudna. Dzięki niej dowiedzielibyśmy się na przykład, co w naszych niedawnych negocjacjach unijnych dotyczących energetyki było rzeczywistym osiągnięciem, a co z zapisów przyjętej w zeszłym roku dyrektywy unijnej okazuje się dzisiaj być kolosalnym problemem o potencjalnie bardzo dużych negatywnych konsekwencjach dla całej gospodarki. Choć na szczęście są ciągle możliwości zapobieżenia kłopotom, więc może warto poinformować o tym nas wszystkich abyśmy potrafili ośmielić decydentów do podjęcia odpowiednich, często politycznie niełatwych, decyzji?

Być może także właśnie teraz zaniedbujemy to, co ma być kluczem do naszego sukcesu w nieodległej przyszłości: rozwijający kreatywność i zdolność do współpracy system edukacji powszechnej, rozbudowany system kształcenia ustawicznego, przyzwoicie finansowany i nowocześnie zorganizowany system szkolnictwa wyższego i nauki?

Dlaczego nie dyskutujemy w szeroko oglądanych programach telewizyjnych o przyczynach niskiej innowacyjności polskiej gospodarki - czy wobec faktu, iż już dzisiaj prawie wszystko, co produkujemy w kraju, może być wyprodukowane znacznie taniej w Chinach, Indiach czy Brazylii, nie jest dostatecznie przekonywającym argumentem w tej sprawie?

A czy wszechogarniające konsekwencje rozwijającego się społeczeństwa informacyjnego nie zasługują na szeroką debatę publiczną? Dowiedzielibyśmy się z niej, że nowe sieci powiązań tworzą dzisiaj morfologię społeczeństw w istotny sposób zmieniającą zasady działania w ramach społecznych procesów produkcji, tworzenia i upowszechniania kultury i nauki, dochodzenia do potęgi militarnej. A szanse najzdolniejszych naszych absolwentów wyższych uczelni na znalezienie satysfakcjonującej pracy w kraju i zahamowanie dramatycznie dla nas wszystkich kosztownego odpływu wielu z nich za granicę nie jest tematem na dyskusję w najlepszym czasie antenowym? Ponosimy przecież na tym polu kolosalne straty, których w dodatku nikt nie liczy!

A współczesne, finansowe i etyczne problemy biomedycyny nie byłyby tematem na pasjonującą rozmowę w szerokim gronie lekarzy, pacjentów, etyków, administratorów szpitali? To przecież przez brak takich rozmów doprowadziliśmy do sytuacji, w której - z powodu całkowitego nierozumienia rzeczywistych dylematów systemu ochrony zdrowia - niemożliwa jest dzisiaj w Polsce jakakolwiek racjonalna reforma systemu!

A co z genetycznie modyfikowanymi uprawami, których znaczenie rośnie na świecie w szybkim tempie i co, wobec istniejących bądź zamierzonych u nas zakazów i braku kompetentnej informacji w mediach, doprowadzić może już niebawem do poważnych dylematów rozwoju rolnictwa?

I dalej - może kogoś zainteresowałaby także sprawa ustalenia preferowanego przez nas poziomu naszej autonomii w ramach Unii Europejskiej, choćby w bardzo konkretnym kontekście aktualnej unijnej polityki klimatycznej (redukcja emisji dwutlenku węgla w najbliższej dekadzie już o 30, a nie 20 proc.!) i jej wpływu na naszą energetykę, czyli, w istocie, na przyszłość całej naszej gospodarki?

A czy funkcjonowanie nowej ustawy o tzw. partnerstwie publiczno-prywatnym (poprzednia praktycznie nie działała!), tak przecież kluczowej dla rozwoju infrastruktury państwa, a uzależnionej w dużym stopniu od fundamentalnego składnika życia społecznego, jakim jest wzajemne zaufanie osób i firm do instytucji publicznych, nie byłoby pasjonującym tematem rozmowy przedsiębiorców z przedstawicielami administracji?

Może także nieco inaczej poprowadziliśmy debatę na temat sytuacji naszych finansów publicznych, do czego pierwszym warunkiem jest powszechne zrozumienie konieczności dokonania oszczędności budżetowych w poszczególnych sektorach życia społecznego w sposób dostosowany do wymogów prorozwojowej polityki państwa?

Dlaczego zamiast tego przez cały dzień atakowani jesteśmy wyłącznie informacjami o katastrofach, nieszczęściach i niepowodzeniach, a prawie nigdy o dokonaniach i sukcesach? I czy media publiczne nie powinny być pierwsze do zmiany tego stanu rzeczy?

Wszystko to jest dopiero początkiem długiej listy spraw wręcz domagających się pogłębionej, wspólnej refleksji, bez której będziemy nadal grzęźli w niewiele znaczących drobiazgach pseudopolityki i poczuciu niemożności załatwienia czegokolwiek. A wokół nas jest tyle spraw ważnych, tyle tematów pasjonujących rozmów, tyle szans na poszukiwanie powszechnej zgody na podjęcie działań! Przestrzeń publiczna wypełniona wyłącznie rozmową polityczną - z natury rzeczy przeważnie powierzchowną i zbyt często destruktywną - jest głęboko niekompletna. Niezbędne są jeszcze politycznie niezależne, kompetentne instytucje życia publicznego i silny głos obywatelski, konfrontujące się ze sobą w stałym, wspieranym przez media, dialogu.

Wreszcie musimy sobie uświadomić, że bez uzupełnienia życia publicznego o taki dialog nie powstanie wokół nas społeczeństwo prawdziwie obywatelskie, będące niezbywalnym warunkiem wspólnego sukcesu w postaci szybkiego, stabilnego rozwoju. Ogłośmy więc wreszcie akcję pod symbolicznym hasłem "Mądra Polska" i dajmy wypowiedzieć się na temat rozwiązywania problemów kluczowych dla naszej przyszłości zatroskanym obywatelom, a nie tylko osobom, których poglądy kształtowane są przez doraźny kontekst polityczny. W społeczeństwie demokratycznym szeroka świadomość dylematów i szans rozwojowych jest pierwszym - i niezbędnym - warunkiem udzielania poparcia dla odważnych decyzji podejmowanych przez polityków. Tylko tak możemy zbudować sobie przyszłość zbliżoną do naszych aspiracji i marzeń.

*prof. Michał Kleiber, specjalista z zakresu mechaniki i informatyki, były minister nauki, od 2007 r. prezes PAN, były doradca społeczny prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. kontaktów z nauką

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':