http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lekarz to nie Pan Bóg

Rozmawiała Anna Twardowska
2010-09-09, ostatnia aktualizacja 2010-09-09 10:11

Oczarowani Leśną Górą, wyedukowani na "Dr House" u lekarza zwykle przeżywamy rozczarowanie

Bohaterowie serialu 'Dr House'
Fot. NBC Universal photo
Bohaterowie serialu 'Dr House'
Anna Twardowska: Ogląda pan seriale medyczne?

Aleksander Olejarz*: Nie. W ogóle nie oglądam telewizji.

To błąd. Pacjenci oglądają i kiedy trafią do szpitala, chcą, żeby było jak w filmie.

- Serial jest piękny, bo nie pokazuje porażek. A nawet jeśli jakaś się zdarzy, to lekarz zawsze wychodzi obronną ręką. A widz się z nim utożsamia. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Jeśli pacjent umrze, bywa, że lekarz przechodzi piekło. Atak rodziny, napaść mediów. Wyroki zapadają, zanim ogłosi je sąd. Serial to bajka. Proszę powiedzieć, który pokazuje kłopoty finansowe i organizacyjne szpitala?

W "Na dobre i na złe" ten problem został poruszony. Dyrektor ekonomiczna kazała lekarzom oszczędzać i nie wykonywać zbędnych badań.

- A czy ten wątek pojawił się w dalszej części filmu?

Nie.

- No widzi pani. A w rzeczywistości nie kończy się na jednej scenie, tylko borykamy się z tym problemem na co dzień. Pacjenta może to nie interesować. Płaci ubezpieczenie, więc chce być przyjęty i dobrze leczony, ale, niestety, trafia do realnego, a nie filmowego szpitala.

Jak to? Nie przejdę dziesięciu badań w ciągu kilku godzin po to, żeby lekarz ustalił, co mi jest? Przecież dr House tak robi.

- Żadnego szpitala nie stać na taki gest. Jeśli jest tak, jak pani mówi, to ten serial jest bardzo daleki od rzeczywistości. Choć zakładam, że może się go przyjemnie oglądać.

O, tak! W jednym z odcinków House miał pacjenta, któremu szwankowała wątroba. Doktor nie wiedział, dlaczego. Żeby dać sobie czas na rozpoznanie, lekarze przyprowadzili na oddział świnię i zwierzę przejęło na siebie pracę wątroby i oczyszczanie krwi chorego.

- Na eksperyment medyczny można sobie pozwolić w pewnych okolicznościach, ale pod warunkiem, że jest on udokumentowany medycznie i prawnie. Takie badania naukowe prowadzi się w laboratoriach, jednak daleko jeszcze do przeniesienia ich na grunt szpitalny. Jednym słowem: bajka.

Nawet po podaniu chemii serialowa doktor Zosia z "Na dobre i na złe" była pełna energii, a Lena - zachwycała urodą. Dzięki serialom ludzie wierzą w medycynę, lekarzy...

- I przychodzą do szpitala z przekonaniem, że jak w starej maszynce, wymienię śrubkę i ciało będzie działać sprawnie. A to nieprawda! Owszem, Bóg uchylił rąbka tajemnicy naukowcom. Dzięki nim medycyna się rozwija, ma coraz więcej możliwości, ale nikomu nie zapewnimy nieśmiertelności. I jeśli ktoś uwierzył w coś takiego, oglądając fabularne bajki, to bardzo źle.

Jak oprzeć się serialowej wizji, skoro dr House przedstawiany jest niemal jak Bóg.

- Jeśli ktoś ma syndrom Boga, to straszna wada. Taki człowiek jest niebezpieczny. Chirurg ze skalpelem, który cierpi na taki syndrom, jest po prostu zagrożeniem dla pacjenta. Może, owszem, być geniuszem, gdy ma świetny warsztat, ale mam nadzieję, że jednak moi koledzy nie postrzegają siebie w ten sposób. Każdy z nas, lecząc pacjenta, musi mieć świadomość, że w jego rękach spoczywa odpowiedzialność za ludzkie życie. Ale musimy też wiedzieć, że każdy zabieg medyczny niesie za sobą ryzyko powikłań. Więc żeby być dobrym lekarzem, trzeba być najpierw dobrym i mądrym człowiekiem.

Filmowo się zrobiło i powstał nam niemal idealny scenariusz. Zapomniał pan dodać, że jeszcze lekarz powinien być przystojny.

- Ważniejsze są osobowość i umiejętność porozumienia z pacjentem, a nie piękne oczy.

Wspomniany już House jest opryskliwy, a wszyscy mają do niego słabość.

- Nie ma takich lekarzy, którzy są jak chodząca encyklopedia, na wszystkim się znają, a do tego jeszcze robią piorunujące wrażenie na kobietach.

Czyżby pan był zazdrosny?

- No nie! Aktor nie wzbudza we mnie takich emocji. Po prostu konsekwentnie przekonuję panią, że świat seriali medycznych i ich bohaterów daleki jest od naszego. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się czegoś więcej o pracy lekarzy, powinien przeczytać "Komplikacje".

Ale w tej książce mamy amerykańską rzeczywistość.

- Owszem, ale jej autor Atul Gawande jest chirurgiem i opisuje codzienne życie, także porażki lekarzy, przedstawia historie, które nie kończą się happy endem. Odczarowuje medycynę i pokazuje lekarzy jako zwykłych ludzi, którzy - jak wszyscy - mają prawo do popełniania błędów.

*Aleksander Olejarz jest ordynatorem oddziału chirurgii w Szpitalu Miejskim w Bydgoszczy

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 29 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':