http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bieda się pogłębia. Tacy sami, a ściana między nami

Rozmawiały Joanna Blewąska, Agnieszka Urazińska
2010-09-08, ostatnia aktualizacja 2010-09-08 11:51

- Od lat są w Polsce kamienice bez toalet, a mieszkańcy robią kupę do reklamówki. Bogaci mało wiedzą o biednych - mówi prof. Wielisława Warzywoda-Kruszyńska*

Prof. Wielisława Warzywoda-Kruszyńska dziesięć lat temu przeprowadziła badania w enklawach biedy, czyli na obszarach Łodzi, gdzie beneficjenci pomocy społecznej stanowili co najmniej jedną trzecią mieszkańców. Kolejna edycja badań zakończyła się teraz - po to by po dekadzie móc sprawdzić, co się zmieniło.

Joanna Blewąska, Agnieszka Urazińska: Staliśmy się biedniejsi czy bogatsi?

Prof. Wielisława Warzywoda-Kruszyńska: Zasięg biedy od roku 2005 się zmniejsza, ale jest druga tendencja - w miejscach, gdzie bieda była nasilona w latach 90., ci, którzy byli biedni, stają się jeszcze biedniejsi. I dotkliwiej to odczuwają, bo bogacenie się reszty społeczeństwa drastycznie pogłębiło dystans.

Mamy do czynienia z dziedziczeniem biedy. Dotarliśmy do tych samych osób, z którymi rozmawialiśmy przed dziesięciu laty, uzupełniając próbę o tych, którzy wtedy byli jeszcze dziećmi, a teraz są już - w zdecydowanej większości - biednymi dorosłymi. Zauważyliśmy, że w enklawach jest już coraz mniej babć - byłych robotnic, które zdążyły zapracować na emeryturę w PRL i później, kiedy w mieście pojawiło się bezrobocie, utrzymywały swoje pozbawione pracy dzieci oraz wnuki.

Te kobiety powoli odchodzą i pozostają rodziny zdane wyłącznie na pomoc społeczną. A na miejsce babek wchodzą parabanki. To coś nieprawdopodobnego. Zamożniejsi biorą ogromny kredyt w banku na 20 proc. A biednym parabank daje 300 lub 500 zł na 70 proc. Nie mają najmniejszych szans, żeby wyrwać się ze spirali długów.

Wymieranie starszych kobiet powoduje również utratę wsparcia emocjonalnego, które jest prawie tak samo ważne jak wsparcie materialne.

Bardzo niepokojące jest też pogorszenie się stanu zdrowia biednych mieszkańców enklaw. Badani szóstoklasiści chorują na zapalenia górnych dróg oddechowych, zaburzenia snu i alergie; co ósmy nie chodzi do dentysty. Co więcej, ankietowani dorośli mówią o niepełnosprawności - i tej fizycznej, i intelektualnej - jakby była czymś zupełnie normalnym. "Przecież w każdej rodzinie się to zdarza" - usłyszeliśmy od kobiety, której dwie siostry ukończyły tylko podstawową szkołę specjalną.

Nie ma nic optymistycznego?

- Optymistyczne może być, że nie ma "dzieci ulicy", i sądzę, że nigdy nie będzie. To m.in. dzięki programom dożywiania prowadzonym w szkołach i świetlicach środowiskowych dzieci nie chodzą głodne. Znakomitym pomysłem są "orliki" i zmodernizowane boiska szkolne oraz "wyprowadzenie" półkolonii ze szkół do parku, gdzie zorganizowane zostało miasteczko pod namiotami.

Optymizmem napawa także to, że zmniejszają się różnice między województwami, gdy chodzi o zasięg biedy. Ranking regionów się nie zmienia - najbiedniejsze są nadal na końcu - ale dystans maleje. Najwięcej biedy jest w miejscach, gdzie upadł przemysł, np. na Śląsku w osadach górniczych wokół zamkniętych kopalń. Enklawy biedy są też w śródmieściach miast przemysłowych.

Pojawiła się nowa tendencja - na bardzo biednych obszarach powstają "plomby dobrobytu". Deweloperzy wykorzystują to, że jest tam bardzo tania ziemia, i budują apartamentowce. Między zrujnowanymi kamienicami tworzone są maleńkie strzeżone osiedla.

A z drugiej strony - powtarzają się smutne zjawiska. Dziesięć lat temu spotkaliśmy kamienicę, która nie miała toalet ani w budynku, ani na podwórku. Ludzie robili kupę do reklamówki. Teraz, w innym miejscu, też trafiliśmy na taką kamienicę i jej mieszkańcy także załatwiają potrzeby fizjologiczne do reklamówek.

Poziom życia Polaków wzrasta. To nie ma wpływu na biednych? Im się nie poprawia?

- Najbiedniejsi nie korzystają proporcjonalnie ze wzrostu gospodarczego, bo nie są atrakcyjni na rynku pracy. Nie mają kwalifikacji albo mają umiejętności przestarzałe, niepotrzebne. Są to często ludzie w złym stanie zdrowia albo kobiety z dziećmi, które muszą się maluchami opiekować, więc nie mogą pracować. To, co dzieje się w gospodarce i społeczeństwie na poziomie makro, właściwie nie ma na nich wpływu. Te obszary żyją jakby własnym rytmem.

Jest taka ciekawa teoria francuskiego socjologa Loica Wacquanta, że odpowiednim formom kapitalizmu odpowiadają określone formy biedy. Obecnemu etapowi - neoliberalnemu kapitalizmowi - odpowiada, jego zdaniem, "zaawansowana marginalizacja". Trudno z taką biedą walczyć, bo ona ma charakter strukturalny. Ludzie nie mogą wyjść z biedy, bo oferuje się im zatrudnienie niestałe, niezabezpieczone socjalnie, za płacę, która nie pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb.

Według szacunków Eurostatu w Polsce zagrożone biedą jest co piąte dziecko w rodzinie pracowniczej. Wielu ludzi uważa, że biedni są sami sobie winni, bo nie chce im się pracować. Ja jestem zwolenniczką koncepcji, że istnieją strukturalne przyczyny, które prowadzą do utrwalania biedy, choć długotrwała bieda może prowadzić do utraty gotowości poszukiwania pracy.

Polski socjolog Zygmunt Bauman, analizując biedę w perspektywie światowej, stwierdzał, że część ludności najmniej wykształconej staje się - z ekonomicznego punktu widzenia - zbyteczna, ponieważ wzrost gospodarczy może dokonywać się bez ich udziału. Bauman mówi, że postęp techniczny i modernizacja czyni z nich "ludzi zbędnych", "ludzi-śmieci" wyrzuconych na margines. Amartya Sen natomiast uważa, że to nie modernizacja sama przez się, lecz klasy kontrolujące środki produkcji zapewniają realizację swoich interesów kosztem wykluczenia społecznego biednych.

Czyli nie ma ucieczki z enklawy biedy?

- Wśród rodzin, z którymi rozmawialiśmy dziesięć lat temu, opuszczenie enklawy zdarzało się naprawdę sporadycznie. Częściej natomiast ma miejsce przemieszczanie się między enklawami. Oczywiście pozostaje to w związku z tym, że poza enklawami czynsze są znacznie wyższe. Ale pamiętam rodzinę z matką korzystającą w roku 1998 z pomocy społecznej, synem narkomanem i córką. Tylko córce udało się z enklawy uciec. Skończyła szkołę średnią, wyszła za mąż za mężczyznę spoza sąsiedztwa, pracuje, ma zwykłą rodzinę. Wygrała.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 172 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    99 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':