http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ukraina jednak buforowa

Bartłomiej Sienkiewicz*
2010-09-03, ostatnia aktualizacja 2010-09-02 16:43

Przez 20 lat społeczeństwo i elity przywódcze Ukrainy uchylają się od wyboru między Wschodem (Rosją) a Zachodem (UE). Dryfują

Ukraina. Po godz. 14. w Chersoniu prezydent Wiktor Janukowycz wziął udział w obchodach rocznicy przyjęcia przez Ukrainę chrześcijaństwa. Rocznicę chrztu na Ukrainie obchodzi się na pamiątkę chrztu Rusi Kijowskiej w roku 988
Fot. REUTERS/POOL
Ukraina. Po godz. 14. w Chersoniu prezydent Wiktor Janukowycz wziął udział w...


"Jeśli drzwi nie dają się otworzyć, to znaczy, że toaleta jest zajęta"

Napis w smażalni ryb w Kuźnicy na Półwyspie Helskim

"Jeżeli zmieniają się fakty, ja zmieniam opinię. A pan?"

John Keynes


W rocznicę Aktu Niezależności Ukrainy, 25 sierpnia, ukazał się w "Gazecie" artykuł Bogumiły Berdychowskiej i Henryka Wujca poświęcony w całości krytyce moich wcześniejszych tekstów o polityce wschodniej, a szczególnie artykułu "Idee na smyczy" ("Rzeczpospolita" 17-18 lipca). Autorzy polemiki starannie pominęli istotę krytykowanego tekstu. Chodziło w nim o wykazanie, że powoływanie się na politykę Giedroycia i tzw. ideę jagiellońską już dawno straciło jakikolwiek pozór propozycji politycznej, natomiast stało się poręcznym narzędziem w "zimnej wojnie domowej" toczonej od 2005 r. Ponieważ każdy czyta to, co chce, nie będę powtarzał tego, co już napisane. Ale w tekście Berdychowskiej i Wujca znalazło się parę stwierdzeń wymagających wyjaśnień.

Po pierwsze, autorzy zdają się nie rozumieć, że Polska nie powinna być zakładniczką stosunków z Kijowem w tym sensie, że jakakolwiek próba kontaktu z Rosją natychmiast jest interpretowana jako zdrada Kijowa i porzucenie przez RP swoich dotychczasowych rudymentów polityki zagranicznej. W takim ujęciu całość aktywności Polski na Wschodzie sprowadza się do zerojedynkowego schematu: jeśli z Kijowem, to przeciw Moskwie, jeśli cokolwiek z Moskwą, to przeciw Kijowowi. Skutkiem takiej polityki może być tylko paraliż i bycie zakładnikiem i Rosji, i Ukrainy. Szczególnie absurdalne wydaje się takie podejście w sytuacji, gdy sami Ukraińcy nie postrzegają własnego położenia jako konfrontacji między Rosją a Zachodem.

Po drugie, po prawie 20 latach niepodległości ukraińskiej trzeba by przyzwyczaić się do tego faktu i nie traktować Ukrainy w kategoriach Saison Staat. Tak, to prawda, Rosja wciąż ma problemy, by uznać podmiotowość zarówno Ukrainy, jak i innych państw postsowieckich. Ale dwie dekady to dostatecznie dużo, by dostrzec, że możliwości rosyjskie w „dominacji” są albo ograniczone, albo krótkotrwałe. Najbliższe Rosjanom państwo pozostające z Federacją Rosyjską w organicznym związku międzypaństwowym - Białoruś - sprawia tyle kłopotów i tak ostro gra z Moskwą, że można tylko gratulować takich zdominowanych państwowości.

I po trzecie - najważniejsze - Berdychowską i Wujca dotknęło prawie osobiście, jak się wydaje, określenie Ukrainy jako strefy buforowej. Ale jeśli przez dwie dekady tamtejsze społeczeństwo i ich elity przywódcze skutecznie uchylają się od wyboru między Wschodem (Rosją) a Zachodem (UE), woląc pozostawać w szczególnym dryfie - to jak nazwać ten obszar? 20 lat to za mało?

Ani Zachód, ani Rosja - nie mówiąc już o Polsce - nie mają wystarczająco dużo mocy sprawczej, by ten stan zmienić, z różnych przyczyn. I dla obydwu stron Ukraina pozostaje terenem gry i wpływu, ale bez siły i determinacji, by spór ten ostatecznie rozstrzygnąć, bo sami Ukraińcy im to skutecznie uniemożliwiają. Nic nie wskazuje, by miało to się zmienić w przewidywalnym czasie.

Nic nie zapowiada na razie, by Ukraińcy pewnego dnia stali się narodem jak ze snu Berdychowskiej i Wujca. Świadczą o tym choćby ostatnie wyniki wyborów. Dla Polski ważne jest, by Ukraina nie stała się państwem upadłym, niestabilną częścią Europy i naszego sąsiedztwa, by była obliczalnym parterem. To też stanowi "sygnał ostrzegawczy" w dziedzinie bezpieczeństwa: jakiekolwiek próby Rosji wprowadzenia destabilizacji na Ukrainie muszą spotkać się z polską reakcją. Do tego członkostwo w UE nie jest niezbywalnym warunkiem, tym bardziej że jest to obecnie postulat zupełnie nierealny.

I powiem więcej: gdyby w UE zapanował nastrój sprzyjający rozszerzeniu Unii na Ukrainę, oznaczałoby to koniec takiej Unii, do jakiej przystępowaliśmy. Oznaczałoby to w obecnych realiach europejskich podział UE na grupę najsilniejszych państw i całą resztę, stającą się czymś w rodzaju "zaplecza", chętnie rozmywaną nowymi członkami o obniżonej zdolności do przyjęcia reguł wspólnoty.

To oznaczałoby koniec polityki spójności, koniec funduszy strukturalnych i koniec napływu środków, dzięki którym przeżywamy teraz koniunkturę, jakiej nie mieliśmy od ponad trzech i pół stulecia. Bo Berdychowska i Wujec, mając oczy wciąż zwrócone na Kijów, nie dostrzegają, że mamy obecnie zupełnie inną sytuację niż jeszcze parę temu. UE jako spójny projekt polityczno-cywilizacyjny przechodzi kryzys, którego tylko jedną z przyczyn jest kryzys finansowy. Istnieje poważne ryzyko, że dla części państw UE sposobem na rozwiązywanie problemów będzie próba transferu środków z biedniejszych krajów.

I to są problemy, z którymi musimy się mierzyć w najbliższej przyszłości - decydujące o naszym położeniu na lata. Ukraina ma z tym niewiele wspólnego. Autorzy polemiki stawiają fałszywą tezę, że polskie prosperity ostatnich dekad zawdzięczamy istnieniu niepodległej Ukrainy. Zawdzięczamy przede wszystkim sobie i koniunkturze międzynarodowej, w której Ukraina była jednym z elementów, ale nie zasadniczym. I wygląda na to, że nadal tak będzie w przyszłości, niezależnie od tego, czy się to podoba Berdychowskiej i Wujcowi, czy nie.

*Bartłomiej Sienkiewicz - (ur.1961), w latach 90 współtwórca Ośrodka Studiów Wschodnich, analityk, publicysta, stały współpracownik "Tygodnika Powszechnego". Członek Rady Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją