http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nienawiść w Belleville

Radu Ioanid*
2010-09-02, ostatnia aktualizacja 2010-09-02 13:49

W latach 70. zasłynął odwagą jako jeden z nielicznych, który sprzeciwił się reżimowi Ceausescu. Dziś pielęgnuje antysemicką obsesję. O upadku rumuńskiego dysydenta Paula Gomy

Nicolae i Elena Ceaucescu w Pekinie, październik 1988 r.
Fot. STR REUTERS
Nicolae i Elena Ceaucescu w Pekinie, październik 1988 r.
Były rumuński opozycjonista Paul Goma mieszka w Belleville. Jego „Besarabia” opublikowana w 2002 r. kończy się zaskakującym wyznaniem o żydowskich sąsiadach: „Na ulicy widzę staruszków, którzy chodzą zwykle o lasce. ( ) Czuję, że należę do nich. ( ) Chciałbym móc powiedzieć: wiem (dyktuje mi to rozum), że i ja jestem Żydem naszych czasów. Ale ja do nich nie należę. ( ) Ja, goj, mogłem uczestniczyć przez działanie - albo przez naganne przyzwolenie - w deportacji z Naddniestrza rumuńskich Żydów i Cyganów, uśmierceniu ich głodem, pchnięciem bagnetu lub strzałem. On, Żyd, mógł uczestniczyć w likwidacji żołnierzy rumuńskich, którzy wycofywali się z Besarabii i północnej Bukowiny podczas »czerwonego tygodnia « 28 czerwca - 3 lipca 1940 r. Mógł uczestniczyć w publicznych egzekucjach księży, w aresztowaniach i NKWD-owskich przesłuchaniach podejrzanych i - czemu nie - w ich mordowaniu, bo oni, Żydzi z okupowanej przez bolszewików Besarabii, mogli wreszcie zemścić się na gojach, którzy ich prześladowali od 2 tys. lat aż do tej deportacji. ( ) I nawet jeśli Żyd z Belleville nie był nigdy pracownikiem NKWD skierowanym do Rumunii z zadaniem zastraszania »wroga «, czy nie mógł być KGB-istą realizującym tę samą misję na Węgrzech, w Polsce czy później w NRD? ( ) Nie wszyscy Żydzi byli oczywiście komunistami czy agentami Securitate, mówi to wielu gojów. Jednak oni, Żydzi, nie chcą przyznać, że nie wszyscy goje są zażartymi antysemitami. Nie umiem zbliżyć się do podobnych mi mieszkańców Belleville. Niektórzy byli ofiarami, ale niektórzy zostali później katami. ( ) Moja pamięć. Ich zapomnienie. Nie jestem dostatecznie dobrym chrześcijaninem, żeby im przebaczyć”.

Kim jest Paul Goma? Pisarz zmuszony do emigracji w listopadzie 1977 r. był jednym z nielicznych opozycjonistów epoki Ceausescu. Jak pisał w 1985 r. politolog Michael Shafir, "rumuńska opozycja mieszka w Paryżu, a na imię jej Paul Goma". Swego czasu ludzie czerpali autorytet moralny z odwagi, jaką wykazali się w czasach komunizmu - postawy tym godniejszej podziwu, że w odróżnieniu od innych krajów wschodnioeuropejskich w Rumunii, jeśli pominiemy ostatnie miesiące dyktatury, intelektualiści znacznie rzadziej zasilali szeregi opozycji.

"Ruch Gomy"

W działalność opozycyjną przeciwko reżimowi Ceausescu zaangażował się na początku lat 70., a jej szczytem stał się w roku 1977 "ruch Gomy". Jest styczeń. Garstka czechosłowackich intelektualistów proklamuje "w imię swobód i praw obywatelskich" Kartę 77, organizację, której głównymi rzecznikami zostają dramatopisarz Václav Havel, filozof Jan Patoeka i były minister spraw zagranicznych z czasów Praskiej Wiosny Jirzi Hayek. Reżim w Bukareszcie przykręcał śrubę, lecz Paul Goma skierował do Pavla Kohouta i innych sygnatariuszy Karty list z wyrazami solidarności, ogłoszony niezwłocznie w Radiu Wolna Europa.

Goma na próżno szukał sygnatariuszy wśród rumuńskich pisarzy i w końcu sam napisał list otwarty do Nicolae Ceausescu, w którym przypomniał jego sprzeciw wobec inwazji na Czechosłowację w sierpniu 1968 r. i zażądał nie bez ironii, by teraz konsekwentnie poparł Kartę 77. Falę potępień sprowokował inny list otwarty Gomy i czterech sygnatariuszy skierowany do obradującej w Belgradzie Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, a dotyczący łamania praw człowieka w Rumunii. Rozpowszechnianie tego właśnie listu zapoczątkowało "ruch Gomy". Mimo kampanii zastraszania (prowokacje policyjne, funkcjonariusze wystający pod domem) ponad 200 osób, głównie robotników, rzemieślników i techników, przekazało pisarzowi telefonicznie lub listownie wyrazy poparcia w związku z opublikowanymi tekstami. Władze przeszły do brutalniejszych represji. W kwietniu 1977 r. Goma został zatrzymany, pobity przez jednego z szefów Securitate gen. Nicolae Plesitę, wreszcie zwolniony w maju. Trafił pod ścisły nadzór policyjny, został wykluczony ze Związku Pisarzy i wreszcie na jesieni opuścił kraj. W Paryżu jako uchodźca polityczny nadal sprzeciwiał się dyktaturze. Swoją działalnością zasłużył sobie na co najmniej dwie próby zamachu zorganizowane przez sekcję zagraniczną Securitate - jej agent miał go otruć, Goma dostał też paczkę z bombą.

Od opozycji do obsesji

Po upadku komunizmu w grudniu 1989 r. Paul Goma przemawiał językiem coraz bardziej wojowniczym i agresywnym, koncentrując się przede wszystkim na utracie latem 1940 r. Besarabii i północnej Bukowiny, dwóch prowincji, które Rumunia zmuszona była oddać Związkowi Radzieckiemu po pakcie o nieagresji między Hitlerem i Stalinem. We wspomnianej "Besarabii", jak również w serii utrzymanych w podobnym tonie artykułów publikowanych w 2002 r. w rumuńskim piśmie "Vatra" pojawia się ten właśnie język, eksportowany odtąd niestrudzenie do Rumunii i Mołdawii.

Przypomnijmy pokrótce kontekst historyczny. Przymusowe wycofanie się w 1940 r. z dwóch prowincji - Besarabii i północnej Bukowiny, było ciężkim ciosem dla dumy narodowej mocno już podrażnionej i prowokowanej ostrymi reakcjami w głębi kraju. Moskwa, owszem, narzuciła sąsiadom upokarzające warunki, zobowiązując wojska rumuńskie do wycofania się w ciągu trzech dni. Jednak Sowieci nie przestrzegali ustalonego terminu i wkroczyli na terytorium Rumunii jeszcze przed 29 czerwca, dokonując pierwszych aresztowań. Upokorzeni Rumuni z okaleczonym państwem szukali kozłów ofiarnych, a generał (potem marszałek) Antonescu szykował się do przejęcia pełni władzy. Okrzyknięty wodzem (conducator, co było rumuńskim odpowiednikiem Fuehrera i duce) ustanowił dekretem z września 1941 r. "legionowe" państwo narodowe i przez pewien czas sprawował rządy wraz z Żelazną Gwardią, jedną z najbrutalniejszych nacjonalistycznych i antysemickich organizacji międzywojennej Europy.

Kto w tym dramatycznym kontekście lepiej pełniłby funkcję kozła ofiarnego niż ci, których nacjonaliści od dziesiątków lat wyzywali od judeobolszewickich zdrajców i szpiegów? W kwestii utraty Besarabii i Bukowiny minister rządu Vichy Jacques Truelle kreślił w Bukareszcie prawdziwszy obraz, kwestionujący prawdy rumuńskich faszystów: "Podczas ewakuacji Besarabii i Bukowiny w 1940 r. miało miejsce wiele incydentów - pisał w nocie dyplomatycznej - ale ustalono, że nie tylko Żydzi brali w tym udział, ale też cała rumuńska szumowina, podobnie jak ukraińskie, rosyjskie i inne mniejszości, które dołączyły do Żydów, by wspólnie obrażać wycofujące się bez walki rumuńskie regimenty".

Wielu Ukraińców radowała klęska rządu w Bukareszcie. Co do Żydów, część czuła ulgę, widząc upadek coraz bardziej antysemickiego reżimu, choć i oni niekoniecznie cieszyli się z nadejścia bolszewików. O ile komuniści i sympatycy lewicy oklaskiwali ich przybycie, o tyle większość Żydów obawiała się stalinowskich władz. Stereotyp Żyda agenta, sabotażysty, wroga ludu i piątej kolumny bolszewizmu uległ instrumentalizacji. Tą właśnie propagandą posługuje się dziś Paul Goma.

Żydzi? Sami sobie winni

Odwrotowi wojsk rumuńskich w pierwszych tygodniach lata 1940 r. towarzyszyły masakry Żydów. Setki stracono w wielu wioskach Bukowiny. Oto przykłady. Pierwsza egzekucja miała miejsce 29 czerwca - 13 osób, w tym pięcioro dzieci, zastrzelono, wtrącając do wspólnego grobu. Nazajutrz 16. regiment piechoty dowodzony przez Valeriu Carpa dokonał ośmiu mordów w wiosce Ciudei. Dziennikarz Marius Micu zdał relację z tej masakry: "Kiedy w czerwcu 1940 r. Rosjanie weszli do Ciudei w północnej Bukowinie, przywitali ich przywódcy miejscowych organizacji komunistycznych, adwokat Conrad Kreiss, student Knoll Nedelsmann i dwóch innych intelektualistów z czerwonymi flagami. Komendant Carp kazał związać wszystkich czterech, połamać im nogi, zmiażdżyć czaszki, potem przywiązać do drzew i poćwiartować bagnetami". Pierwszego lipca komendant Valeriu Carp i jego ludzie przeprowadzili nową akcję w wiosce Zaharesti. Zgromadzili 36 Żydów, najpierw ich torturowali, potem zabili. W "Czarnej księdze cierpień rumuńskich Żydów. Fakty i dokumenty 1940-1944" żydowski adwokat Matatias Carp (nie ma on nic wspólnego z komendantem Valeriu Carpem) pisał: "Wszyscy byli przerażająco torturowani. Niektórym wyrwano języki. Innym obcięto uszy i palce. Potem ustawiono ich nad wykopanym rowem, oddano do nich salwę, po czym wrzucono tam żywych i umarłych. Komendant rozkazał też, by dwóch Żydów dołączyło do plutonu egzekucyjnego, jeden był z Burdujeni, drugi z Suczawy. Córkę komendanta zaproszono do oglądania egzekucji. Potem na rozkaz oprawcy wrzucono na ludzkie zwłoki ścierwo konia". Podobne sceny powtarzały się w wielu miejscach.

W "Czarnej księdze" Matatias Carp opisuje strona po stronie zbrodnie popełnione przez rumuńskie wojska na początku lipca, zwłaszcza w okolicach Radauti i Suczawy, miejsc, gdzie nigdy nie pojawili się sowieccy okupanci. Podówczas popełniono liczne mordy w pociągach, zwłaszcza w Mołdawii. Żydowscy pasażerowie, szczególnie żołnierze, byli zabijani i wyrzucani z pociągów. Duże pogromy miały też miejsce w Dohoroi (blisko 200 ofiar) i Galati (ok. 400 ofiar).

Paul Goma nie zaprzecza podstawowym faktom - odpowiedzialności Rumunów za śmierć w latach 1940-44 ponad 200 tys. Żydów. W rzeczywistości zginęło ponad 280 tys. rumuńskich i ukraińskich Żydów, za co bezpośrednią odpowiedzialność ponosi Antonescu, jego rząd, armia, policja i żandarmeria. Wkrótce jednak Goma dodaje, że marszałek Antonescu, główny wschodnioeuropejski przyjaciel Hitlera, „był i pozostaje ( ) marszałkiem wyzwolicielem”, „bohaterem”, który po wojnie, procesie i egzekucji „stał się męczennikiem”. Goma stawia też zasadnicze pytanie: „Jaki pretekst, powód czy przyczyna sprawiły, że od pierwszych dni ofensywy przeciw ZSRR, od 22 czerwca 1941 r., Rumuni zabijali Żydów z niewiarygodnym okrucieństwem, zwłaszcza w Naddniestrzu”, a tych, którzy przeżyli, deportowali? W tej kwestii Goma nie ma wątpliwości: „ »Ewakuacja « wojsk i cywilów z utraconych terytoriów wywołała bardziej u Żydów niż rosyjskich okupantów dziką, fanatyczną agresję - antyrumuńską, antygojską i antychrześcijańską”.

Według Paula Gomy to Żydzi odpowiadali za masakry latem 1940 r., za antysemickie decyzje Antonescu jesienią tego roku, a zwłaszcza masowe mordy latem i jesienią 1941 r. w Mołdawii (pogrom w Jassach, gdzie od 29 czerwca do 2 lipca 1941 r. zginęło 8-12 tys. Żydów), a potem w Besarabii i na Bukowinie. Podczas odzyskiwania latem 1941 r. tych terytoriów oddziały wojskowe, żandarmeria i miejscowa ludność dopuściły się na całym odzyskiwanym terytorium bezprzykładnych masakr. Ich ofiarą padło ponad 45 tys. Żydów, w czym niekiedy uczestniczyli Niemcy. Ocalonych deportowano do Naddniestrza - gigantycznej rzeźni, gdzie śmierć poniosło ponad 75 tys. Żydów. W książce „The Destruction of the European Jews” Raul Hilberg mógł więc stwierdzić: „Żaden kraj oprócz Niemców nie wziął tak masowego udziału w zagładzie Żydów. ( ) Rumuni z zapałem przystąpili do Aktionen. Świadkowie i ocaleni relacjonujący prowadzone wtedy operacje wspominają sceny niemające sobie równych w krajach osi”. Jak pisze Hilberg, nawet w niemieckich raportach „potępiano te operacje, niekiedy nawet Niemcy interweniowali, żeby położyć kres masakrom zbyt okropnym jak na standardy niemieckiej armii”.

Perwersyjny negacjonizm

Co sądzi o tym Paul Goma? Ocenia, że "zbyt wielu Żydów brało [w 1940 r.] gorliwie (i nader skutecznie) udział w zbrodniach popełnianych na Rumunach w Besarabii i północnej Bukowinie". Pamiętajmy, tym samym argumentem posługiwali się wielokrotnie na piśmie sam Ion Antonescu i ludzie z jego administracji jesienią 1941 r., kiedy zarządził on deportację z Besarabii i Bukowiny do Naddniestrza wszystkich ocalałych Żydów. Aby zilustrować swą tezę, opisuje Goma całą serię incydentów, które miały miejsce w Besarabii podczas odwrotu wojsk rumuńskich, w które zamieszani byli Żydzi - rzekomi komuniści. Jedne z tych relacji mogły być w rzeczywistości mniej lub bardziej wiarygodne, inne jednak były oczywistym wymysłem. Przykładowo - jak to możliwe, by Żydzi z Belgradu nosili jednocześnie upokarzające opaski z gwiazdą Dawida i czerwone wstążki, którymi witali radzieckich żołnierzy? Podobnie komisarz Murafa, zabity rzekomo w Sorocy w czerwcu 1940 r., chodził jesienią tegoż roku żywy po Bukareszcie, a jego domniemany morderca Michel Flexor nie był komunistą, tylko syjonistą, który pod koniec lat 40. wszedł w konflikt z komunistycznymi władzami rumuńskimi.

Biorąc to wszystko pod uwagę, uznać należy Gomę za typowego przedstawiciela tego, co Michael Shafir nazwał "perwersyjnym negacjonizmem" - stanowiska i dziś szeroko w Rumunii rozpowszechnionego, pozwalającego przerzucać odpowiedzialność z katów na ofiary. Według Gomy jako komuniści "Żydzi z Besarabii stali za aktami barbarzyństwa kierującego się kryteriami religii i rasy", przez co sugerował absurdalną tezę, według której Żydzi z Besarabii i Bukowiny narzucili swoim sowieckim panom własne rasistowskie i antychrześcijańskie kryteria Goma posuwa się do cytowania "Czarnej księgi" Matatiasa Carpa, opisującej masakrę w Sculeni, podczas której 27 lipca 1941 r. oddział armii rumuńskiej wymordował wszystkich miejscowych Żydów, i podaje motyw - zemsta za upokorzenia, jakie musieli znieść z rąk Żydów podczas odwrotu latem 1940 r. Podczas ekshumacji ofiar w 1945 r. odsłonięto trzy doły zawierające 311 zwłok, w tym 33 dzieci w wieku od roku do 12 lat, w tym 14 poniżej sześciu lat i siedmioro niemowląt poniżej roku. Czy Goma chce przekonać czytelników, że te dzieci stwarzały zagrożenie "bolszewickim terrorem", kierując się "nienawiścią rasową" tak silną, że rzucały się w czerwcu 1940 r. na wycofujące się rumuńskie oddziały? Jednak były dysydent upiera się przy swoim. Według niego bolszewikami było 98 proc. Żydów z Besarabii, w tym dzieci i młodzież.

Jaką władzę mieli żydowscy komuniści z Besarabii i północnej Bukowiny? Wszyscy historycy są zgodni, że nielegalna Komunistyczna Partia Rumunii była wtedy małą sektą. Wiadomo, że w 1933 r. liczyła 1655 członków, w tym 22 proc. Żydów, na blisko 800-tysięczną populację. Znaczy to, że liczba żydowskich komunistów w Besarabii i na Bukowinie była znikoma. Inne pytanie: ilu z nich przypisać można straty poniesione latem 1940 r. przez armię rumuńską, straty, które Paul Goma przypisuje Żydom? Powołując się na rumuński dokument wojskowy, podaje on następujące liczby: "podczas odwrotu zatrzymano jako jeńców wojennych 382 oficerów ( ). Podczas odwrotu (dokładnie sześć dni) poniosło śmierć bądź zaginęło 356 oficerów kadrowych i 42 876 żołnierzy i podoficerów". Jak paruset żydowskich komunistów, nawet wspartych przez sabotażystów z NKWD, mogło doprowadzić do magicznego zniknięcia 43 tys. rumuńskich żołnierzy? Odpowiedź znajduje się w rumuńskich archiwach wojskowych. Wymieniana liczba 43 tys. zaginionych żołnierzy to w rzeczywistości dezerterzy pierwotnie zaliczeni do tej kategorii przez rumuńskie władze. Znaczna ich większość to rdzenni mieszkańcy Besarabii i północnej Bukowiny. Fakt ten, uznany przez głównodowodzącego wojsk rumuńskich w 1940 r., potwierdzają też liczne dokumenty. Podczas posiedzenia rządu 16 listopada 1943 r. marszałek Ion Antonescu podniósł problem tamtych 40-50 tys. Rumunów, którzy w latach 1940-41 kolaborowali z ZSRR. Jednak biorąc pod uwagę cytowane liczby, uznać należy, że czyny te zostały im wybaczone.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':