Rok temu na łamach "Gazety" zaproponowałem mojemu rosyjskiemu koledze Konstantinowi Kosaczowowi rozpoczęcie dialogu parlamentarnego między naszymi krajami. Mija ponad rok od momentu, gdy premier
Donald Tusk podjął decyzję o próbie normalizacji stosunków między Polską a Rosją. Decyzja ta znalazła zrozumienie i uznanie w najszerszym spektrum polskiego życia politycznego.
Rok temu nikt nie wyobrażał sobie, jaką drogę przyjdzie nam przebyć i jakim próbom sprostać. Dla mnie najtrudniejszą była próba absurdu i błota. Błota, którym obrzucono premiera i moją formację polityczną, a przy okazji innych ludzi dobrej woli. Przyznam, że absurdalność pewnych zachowań przerosła znacznie to, co zwykliśmy określać w naszym kręgu cywilizacyjnym zachowaniami normalnymi.
To wydarzenia wokół mogiły w Ossowie. Doceniając wiele gestów dobrej woli ze strony rosyjskiej, postanowiliśmy odpowiedzieć równie ważnym i upamiętnić godnie śmierć naszych dawnych wrogów. Świadomie używam tego mocnego terminu, bo z polskiego punktu widzenia Armia Czerwona nie znalazła się pod Warszawą z misją dobrej woli.
Niestety, grupka obywateli mojego kraju, nad czym ubolewam, pomyliła patriotyzm z szowinizmem, obywatelską troskę z elementarnym brakiem kultury. Mam nadzieje, że nasi rosyjscy przyjaciele rozumieją, dlaczego nie zdecydowaliśmy się na egzekwowanie prawa wszystkimi dostępnymi środkami. Nie czuję się wystarczająco kompetentny, aby w sposób pełny podsumować duchowość Polaków, ale dla mnie ostatnie wydarzenia w Warszawie i okolicach są raczej smutną mentalną pamiątką po minionym systemie niż spuścizną po romantycznym paradygmacie.
Nikogo dziś nie trzeba przekonywać, że projekt Partnerstwa Wschodniego staje się najważniejszym statkiem pływającym pod banderą unijnej Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, a szczególnie jej wschodniego wymiaru. Projekt obejmuje Armenię,
Azerbejdżan,
Białoruś, Gruzję, Mołdawię oraz Ukrainę, proponując im konkretne plany i propozycje współpracy.
Ale w swej polityce wschodniej UE zbudowała jeszcze drugi ważny statek, jakim jest Partnerstwo dla Modernizacji z Rosją. Wszyscy doskonale wiemy, że w ostatnich latach stosunki między UE a Rosją stawały przed poważnymi wyzwaniami dotyczącymi demokracji i praw człowieka, bezpieczeństwa energetycznego czy też preferowania przez Rosję stosunków bilateralnych nie z całą Unią (i wszystkimi jej państwami członkowskimi), lecz z wybranymi krajami UE.
Błędne jest jednak założenie, że Partnerstwo dla Modernizacji ma równoważyć, a może nawet neutralizować Partnerstwo Wschodnie. Jedno i drugie partnerstwo muszą być komplementarne. Nie może tu być mowy o jakiejś formie uprzywilejowania jednego z nich.
Byłem ostatnio zaproszony do udziału w Warsaw East European Conference organizowanej przez Uniwersytet Warszawski. Konferencję poprzedziło wspólne posiedzenie w Sejmie. Miałem okazję się przekonać, jak ogromną determinacją w zbliżaniu do Europy wykazują się kraje i społeczeństwa Partnerstwa Wschodniego.
Intensywna debata, nowe pola dialogu, mnogość pomysłów i inicjatyw tam zaproponowanych (łącznie z koncepcją powołania w Warszawie Instytutu Partnerstwa Wschodniego) udowadniają ogromną energię i potencjał dla rozwoju wzajemnej współpracy. Ten wysiłek musi zostać zauważony i doceniony nie tylko w Brukseli i Strasburgu, ale także w stolicach państw UE.
Podobną determinację zaobserwowałem w trakcie wspólnego posiedzenia komisji spraw zagranicznych Sejmu i rosyjskiej Dumy. Parlamentarzyści rosyjscy byli zainteresowani współpracą z UE. Widziałem u nich potrzebę ucieczki do wolności. Do nowego świata, na pewno niedoskonałego, ale przynajmniej wolnego od szowinizmu, populizmu, narodowych stereotypów, uprzedzeń i urazów. To jedyne wyjście, bo inne rozwiązania już przerabialiśmy i wystarczy nam grobów do czczenia na co najmniej kilka najbliższych pokoleń.