Krystyna Naszkowska: Nasi rolnicy w 2013 r. otrzymają 100 proc. przyznanych przez Unię dopłat obszarowych. Ale to będzie mniej, niż mają Francuzi, Niemcy czy Holendrzy. Czy jest możliwe by po roku 2013 te dopłaty się zrównały? Marek Sawicki: Przyjęty ostatnio przez Parlament Europejski tzw. raport Lyona mówi, że dopłaty powinny zostać wyrównane do roku 2020. Ja natomiast oczekiwałbym takiego zrównania już od 2014 r. Rozmawiam o tym z ministrami rolnictwa krajów Unii i np. minister rolnictwa Francji powiedział mi, że jego kraj jest gotów do rewizji obecnego systemu dopłat, Ten system oparty jest na historycznych wartościach zbieranych plonów. Stąd te różnice w dopłatach, bo nasze plony referencyjne, jakie przyjęto za podstawę w wyliczeniach, były dwa razy niższe niż np. francuskie.
Nowy system musi być oparty na nowych kryteriach: dopłaty powinny zależeć od wielkości gospodarstwa, warunków gospodarowania (czyli tam, gdzie są one trudne, będzie się należała dodatkowa dopłata) i dbałości o środowisko naturalne, by rolnicy, którzy chronią to środowisko, mieli z tego tytułu dodatkowe rekompensaty.
Jakie są szanse, że taki projekt zostanie przyjęty? - W mojej ocenie bardzo duże, pod warunkiem że nasze stanowisko będą solidarnie wspierali polscy eurodeputowani i organizacje związkowe w Brukseli.
A w mojej ocenie szanse są małe. W raporcie Lyona nie ma nic o zmianie systemu dopłat. - Ale ja wiem, że ministrowie rolnictwa Unii są coraz bardziej otwarci na zmiany w imię ratowania wspólnego rynku. Zdają sobie sprawę, że inaczej on się rozleci. Teraz różnice w dopłatach są na tyle duże, że konkurencja nie jest uczciwa. Jak polski rolnik ma być konkurencyjny, jeśli partner za miedzą ma dwa razy większe wsparcie niż on?
To znaczy, że Jarosław Kaczyński, obiecując w kampanii prezydenckiej zrównanie naszych dopłat z unijnymi, nie rzucał wcale słów na wiatr? - Zrównanie jest możliwe, ale nie na takiej zasadzie, że Jarosław Kaczyński tupnie i tak się stanie. PiS działa często na zasadzie: "My tak chcemy!". Dobrze by było, by jeszcze potrafił to uzasadnić, powiedzieć, dlaczego mamy przyjąć ich pomysły, jakie będą skutki. Trzeba prowadzić negocjacje z innymi krajami.
PiS jest dziś partią opozycyjną. To rząd negocjuje, a nie opozycja. - Przepraszam, ale raport Lyona, ich partnera w PE (są razem w partii konserwatywnej), mógł się ukazać po uzgodnieniach z posłami PiS. Mogli pracować nad raportem, pilnując naszych polskich interesów. A tymczasem Janusz Wojciechowski z PiS wyraził tylko swoje zadowolenie z raportu, zadowolenie, którego ja nie podzielam. Mam wrażenie, że chyba nie czytał tego raportu.
Przypomnę, że za rządów PiS Polska podpisała się pod reformą rynku cukru, co oznaczało dla nas zmniejszenie produkcji. Ale we wszystkich publikacjach pisowskich winny tej redukcji jest obecny rząd i minister rolnictwa! To jest ta wiarygodność! Trzeba się umieć przyznać do swoich czynów, a nie tylko zrzucać odpowiedzialność na innych.
A jaka jest siła Brytyjczyków i partii konserwatywnej oraz jej wpływy w PE? - Ich siłą jest wsparcie przez Polskę. Jesteśmy szóstym co do wielkości krajem w Unii i piątym w produkcji żywności.
Wokół nas skupiona jest większość nowych członków Wspólnoty. To nie przypadek, że minister rolnictwa Francji już trzy razy był z wizytą w Polsce, a jest ministrem dopiero od roku. To nie przypadek, że za chwilę przyjeżdża minister rolnictwa Irlandii, a zaraz po nim Węgier. W Unii decyzje zapadają po dyskusjach, bo nikt nie ma pozycji dominującej. A z nami chcą wszyscy rozmawiać i my ze wszystkimi rozmawiamy.
Czy popełniliśmy błąd, godząc się przed akcesją na takie dopłaty, skoro pana ambicją jest teraz zmiana tego systemu? - W czasie negocjacji nie mieliśmy szans na więcej. I tak osiągnęliśmy sporo, bo dostaliśmy zgodę na częściowe przesunięcie pieniędzy z drugiego filaru, czyli Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, na bezpośrednie dopłaty, co miało nam umożliwić wyrównanie szans.
Uważam, że przyjęliśmy dobry system dopłat. bo był prosty, powszechny i każdy rolnik mógł po nie sięgnąć. Dzięki temu nasi rolnicy wykorzystywali od początku całą pulę przeznaczoną przez Unię na dopłaty. Kiedy Hiszpanie, Portugalczycy czy Grecy przystępowali do Unii, dopłat były do produkcji, a więc trudniejsze do wykorzystania. I oni wykorzystali je zaledwie w 30 proc.
Ale nasi rolnicy twierdzą, że zostali oszukani przez polski rząd, bo obiecywano im w 2013 r. zrównanie dopłat z dopłatami w starej Unii a dziś dotarło do nich, że wcale tak nie będzie. Osiągną, owszem, 100 proc., ale polskiego poziomu, a nie holenderskiego czy francuskiego. - Nieprawda.