http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Popżałobę zaprowadzili

Jarosław Makowski*
2010-08-20, ostatnia aktualizacja 2010-08-19 15:43

Krzyż przed Pałacem Prezydenckim
Krzyż przed Pałacem Prezydenckim
Fot. Łukasz Myc / TOK FM

Jarosław Kaczyński przywdział szaty politycznego mściciela. Dziś wyznanie, że jest się wyborcą PiS, znów zaczyna być obciachowe

Warszawa, posłanka Jolanta Szczypińska w ławie poselskiej przy miejscach posłów PiS, którzy zginęli w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Warszawa, posłanka Jolanta Szczypińska w ławie poselskiej przy miejscach posłów...
Na czele procesji, która wyszła z kościoła niesiono krzyż
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Na czele procesji, która wyszła z kościoła niesiono krzyż
W poniedziałkowy wieczór przed Pałacem Prezydenckim pojawiło się kilka tysięcy zwolenników usunięcia sprzed budynku tak zwanego krzyża smoleńskiego. Demonstrację zwolenników usunięcia krzyża zorganizował Dominik Taras, twórca profilu ''Akcja krzyż'' na Facebooku
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
W poniedziałkowy wieczór przed Pałacem Prezydenckim pojawiło się kilka tysięcy...
Nawet zwolennicy, widząc, jak prezes się zachowuje i co wygaduje, przecierają oczy i uszy ze zdumienia. Szef PiS, wyciągnąwszy kolta z kabury, strzela na oślep, jakby znajdował się w jakimś szale. Jego kule dosięgają wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób zaleźli mu za skórę. Swój, nie swój.

Dostają przeciwnicy polityczni, co zrozumiałe, z prezydentem Komorowskim na czele, który został nim przez "nieporozumienie". Dostają zwolennicy Kaczyńskiego, którzy odważyli się poddać w wątpliwość jego strategię. Mowa o niespełnionym politologu, a dziś europośle Marku Migalskim, który krytykował decyzje personalne swojego szefa. Mowa też o Pawle Lisickim, naczelnym "Rzeczpospolitej", który zasugerował, że Kaczyński, rozpętując wojnę o "smoleński krzyż", przykłada rękę do zapateryzmu w Polsce.

Czy zachowanie prezesa sprawia, że stawia się on poza polem racjonalnej i demokratycznie uprawianej polityki?

Nienawiść bije ślepo

Można zrozumieć ból Kaczyńskiego po stracie brata i bratowej. To chwila, gdy ból przeplata się z nienawiścią, rozpacz z chęcią dopadnięcia winnego, wymierzenie kary z pragnieniem zemsty. Tyle że zemsta jest straszna.

Dlatego trzeba męstwa, by w takiej sytuacji nie ulec pokusie nienawiści. I wydawało się, że Jarosław tę odwagę posiadł. Że poradził sobie ze stratą bliskich. Ale dziś wygląda na to, iż prezes ów gniew tylko w sobie tłumił. Dziś i gniew, i nienawiść za to, co się stało pod Smoleńskiem, wróciły - i to ze zdwojoną siłą.

Nienawiść nie kieruje się racjonalnym osądem sytuacji. Tej potrzebuje polityka, jeśli nie ma przerodzić się w wojnę na śmierć i życie. Nienawiść nie chce patrzeć i nie potrafi dostrzec racji innych niż swoje. Nie umie sądzić, a polityki bez władzy sądzenia nie ma. Nienawiść daleka jest od poszukiwania dystansu wobec własnych uczuć i własnego gniewu. Dlatego w wybuchu nienawiści, gniewie i zaślepieniu tak łatwo zadać cios tym, którzy są Bogu ducha winni.

"Nienawiść uderza ślepo - powiedziała mi w jednej z rozmów prof. Barbara Skarga, która spędziła 10 lat w sowieckim obozie pracy. - Ślepnie tym bardziej, kiedy zastyga, gdy utrwala się, gdy - jak jad - się sączy. Wszystko tym jadem zatruwa, wszystko przesłania i tym samym odbiera możność rozumnej oceny".

Rzucanie przez Kaczyńskiego oskarżeń wobec premiera i rządu (Tusk zapewne ma krew na rękach), wobec prezydenta Komorowskiego (niech powie, co wiedział o wizycie prezydenta), wobec Rosjan (niewykluczone, że to był zamach) pokazuje, że prezes goreje z nienawiści. Czy ma prawo? Tak. Ale marnie kończy ten, kto w takiej sytuacji nie weźmie sobie do serca przestrogi prof. Skargi: "Zdolni jesteśmy do silnej miłości, zdolni też jesteśmy do silnej nienawiści. Tylko nie powinna ona trwać, nie wolno w niej zastygać. Musi minąć". Innymi słowy: chcąc pokonać nienawiść, nie wolno jej podsycać.

A Kaczyński nie jest już tylko politykiem. Jest politycznym mścicielem. Do działania nakręca go nie dobro wspólne, pomyślność każdego Polaka, ale nienawiść do politycznych - nie tyle przeciwników - ile wrogów. To oni, jak mniema, są winni jego bólu. I tylko ich klęska ten ból jest w stanie ukoić.

Kwaśne winogrona

Zachowanie prezesa zdradza też inną cechę, która sprawia, że demokracja uprawiana podług jej logiki zamienia się w anarchię. To resentyment. Jego logika powoduje, że człowiek, który się mu podda, dokonuje gwałtu w świecie wartości, że - mówiąc za Fryderykiem Nietzschem - przewartościowuje wszystkie wartości.

Istota resentymentu skrywa się w przypowieści o lisie, który miał apetyt na słodkie winogrona. Tyle że winogrona wisiały zbyt wysoko. Lis tak wysoko nie sięga. Aby się jakoś pocieszyć, wmówił sobie, że winogrona są kwaśne. Tych, którzy mówili inaczej, uznał za kłamców. Resentyment polega na odwróceniu - "przewrocie" - porządku wartości. Jak notował wnikliwy badacz świata aksjologicznego ks. Józef Tischner wartości wyższe zostają uznane za wartości niższe, a niższe za wyższe.

Skąd się to bierze - pytał Tischner. Ze słabości. Lis nie uznaje faktu, że jest mały. Przecież każdy wie, że lisy są wielkie. Zamiast pogodzić się z rzeczywistością, mści się na świecie wartości i przewraca go do góry nogami. Tyle że mszcząc się na porządku wartości, mści się w gruncie rzeczy na ludziach, którzy ten porządek reprezentują.

Czy rozpoznajemy w tym opisie zachowanie Kaczyńskiego? Prezes w demokratycznym procesie nie zdołał zerwać upragnionych winogron, czyli przekonać do siebie większość Polaków. Dziś więc powiada, że Komorowski w "dużej mierze został wybrany na prezydenta przez nieporozumienie, bo jestem przekonany, że bardzo wiele osób, które na niego głosowały, zapateryzmu w Polsce nie chce". Człowiek, który w wolnych wyborach zostaje prezydentem nie jest godny tego urzędu, gdyż zdobył go w oparciu o szwindel. A więc i urząd nie ma już takiej wartości jak wtedy, gdyby piastował go Kaczyński.

Podobnie z rządem: prezes uważa, że rząd Tuska, który powstał po zwycięskich wyborach w 2007 r., nie respektuje demokratycznych zasad, bo nie zdołał jeszcze skazać winnych katastrofy smoleńskiej. Dlatego, mówi prezes, "w Polsce wręcz nie można mówić o demokracji, jest tylko bardzo przezroczysta fasada". Ekipa Tuska nie ma zatem mandatu, by rządzić Polską. Ba, jest to w gruncie rzeczy rząd antypolski, reprezentujący obce interesy, chowający się jeno za fasadą demokracji.

I urząd prezydencki, i urząd premierowski, które są dziś poza zasięgiem Kaczyńskiego, a zajmują je jego polityczni rywale, to kwaśne winogrona. Prezes kwestionuje więc legitymizację do ich sprawowania tym, którzy je piastują. Demokratyczny wybór obywateli był niewłaściwy, a więc - nie powinien zostać uznany. Skoro demokracja się nie sprawdziła - to tym gorzej dla demokracji i tych, którzy dokonali błędnego (nieuczciwego?) wyboru. Prezes, choć nie mówi tego wprost, daje do zrozumienia: "ich są pałace, nasze ulice", "choć oni mają władzę, to zdobyli ją fortelem", "choć oni rządzą, to nas nie reprezentują".

Resentyment sprawia, że porządek demokratycznych wartości - szacunek, praworządność, tolerancja, kompromis - zostają odesłane do lamusa. Owocem przewartościowania wartości, jakiego chce dokonać Kaczyński, jest dewastacja naszego życia publicznego.

Popmartyrologia

Jednym z owoców zmian świadomościowych Polaków po 10 kwietnia było to, że PiS z partii, która nie miała zdolności koalicyjnej, stał się formacją otwartą na wszelkie koalicje. Także z SLD. Z partii, do której przyznawanie się trąciło obciachem, przerodził się w formację, do której ludzie zapisywali się z poczuciem dumy. Z formacji, która lansowała politycznych radykałów w osobach Macierewicza, Ziobry, Kurskiego czy Brudzińskiego, stał się partią oświeconych konserwatystów w osobach Poncyljusza czy Kluzik-Rostkowskiej.

Po tym społecznym kapitale zdobytym w czasie kampanii pozostało tylko wspomnienie. Dziś wyznanie, że jest się wyborcą PiS, znów zaczyna być obciachowe. Także zdolność koalicyjna partii, szczególnie po ostatnich wystąpieniach prezesa, spadła do minimum. Jedynym bodaj znakiem firmowym PiS jest działalność sprowadzona do zjawiska, które określiłbym popmartyrologizmem.

Nie, nie jestem zwolennikiem, by zapomnieć o tych, którzy zginęli w wypadku pod Smoleńskiem. Ba, z poczuciem straty patrzę, jak autentyczna żałoba, która towarzyszyła nam po 10 kwietnia, zostaje roztrwoniona. Przecież istota żałoby nie polega na tym, że politycy demonstracyjnie przebierają się w szaty żałobników. Istotą żałoby jest to, że - mimo bólu i straty najbliższych - mamy odwagę żyć dalej.

A na czym polega żałoba w wykonaniu PiS? Na tym, że w ławach sejmowych na miejscach posłów, którzy zginęli pod Smoleńskiem, do sejmowych wakacji leżały kwiaty mające znamionować mininagrobki. Brakowało tylko zapalonych zniczy. Na tym, że PiS, mówiąc, iż należy bronić krzyża stojącego przed Pałacem Prezydenckim, obraca w pył i tak już wątły autorytet Kościoła. Na tym, że PiS nie ma już tylko twarzy religijnej o. Tadeusza Rydzyka, ale także mającej w oczach szaleństwo kobiety, która krzyczy, że prędzej da się zabić, niż pozwoli usunąć krzyż. Na tym w końcu, że miejsce pod krzyżem stało się doskonałą przestrzenią dla happeningów, gdyż wciąż czatują tam telewizyjne kamery, a więc każdy może liczyć na swoje pięć minut - pod krzyżem przechadzali się już ponoć Elvis Presley i szturmowcy z "Gwiezdnych wojen".

Jarosław chce, by w pamięci Polaków zapisał się szlachetny wizerunek Lecha, taki, jaki zrodził się - szczególnie w mediach - zaraz po katastrofie. Tyle że swoimi działaniami sprawia, iż tragiczna śmierć brata poddawana jest systematycznej banalizacji. Na pierwszy plan wysuwa się tu kicz (zdjęcia uśmiechniętej pary prezydenckiej przyklejane do chodnika czy barierek) i popmartyrologia, której zwolennikami stają się samozwańczy "obrońcy" krzyża (niektórzy gotowi się krzyżować). W takich działaniach, akceptowanych przecież przez szefa PiS, nie ma ani szacunku dla zmarłych, ani odpowiedzialności za pozostawione przez nich dziedzictwo. Z profanacją da się walczyć, z banalizacją skazanym jest się na porażkę.

***

Polska potrzebuje proreformatorskiego rządu. I patrzącej mu na ręce opozycji. Tym bardziej teraz, kiedy cała władza znajduje się w ręka PO, byłoby zasadne, by PiS jako największa partia opozycyjna włączył się do dyskusji, jak skutecznie i efektywnie reformować państwo. Tymczasem ostatnie zachowania Jarosława Kaczyńskiego i jego akolitów nie dają na to cienia nadziei. Pozbawiają natomiast prezesa resztki powagi, która jest konieczna, jeśli chce on nadal uchodzić za zawodnika wagi ciężkiej politycznej gry.

*Jarosław Makowski jest filozofem, teologiem i publicystą, szefem związanego z PO Instytutu Obywatelskiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 2
  • 1
  • 47 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    96 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':